Domowe płukanki

Do ostatniego płukania włosów można używać różnych substancji, które pomogą nabrać im dobrej kondycji. Te podstawowe znajdziesz we własnej kuchni. Czy istnieje idealna- hm.... każda ma nieco inne właściwości, pozwalające osiągnąć różny efekt.

Ocet jabłkowy- jedna ze starszych substancji stosowana do płukanek. Moja babcia ze wsi, urodzona w latach 20 ubiegłego wieku stosowała go do późnej starości. Podstawowa funkcją jest zakwaszenie skóry np. po zasadowych szamponach (a niegdyś szarym mydle). Efektem jest wygładzenie łuski włosowej, dzięki czemu są błyszczące. Płukanka miała mieć również właściwości przeciwłupieżowe, ale z moim łojotokiem sobie nie radzi. Lubię ją natomiast stosować po mocno emolientowych odżywkach, mam wrażenie, że zbiera nadmiar tłuszczu z włosów. W duecie z taką odżywką włosy są bardzo wygładzone, ale zupełnie nie uniesione. Nie lubię tylko octowego zapachu – zatem dodaję max. kilka kropli olejku eterycznego np. rozmarynowego, który nadaje octowi zapach na bardzo długo. Nie należy natomiast przesadzać z ilością octu w płukance, 1 łyżkę na litr wody.

Miódma właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne przy okazji. Na włosy stosuje się ze względu na właściwości nawilżające, wygładzające, wzmacniające, dodające połysku. Ma działać także lekko rozjaśniająco- woda z miodem zawiera niewielką ilość nadtlenku wodoru. Miodu nie potrzeba dużo – wystarczy 1 łyżeczka na 1 litr wody. Zimą najlepiej sprawdza mi się z emolientową odżywką na włosy, przy lżejszej miałam wrażenie lekkiego wysuszenia. Być może wiosną nie będzie niezbędna. Tym razem włosy są błyszczące, ale przede wszystkim bardzo sprężyste. Przetłuszczają się wolniej, skóra głowy nie swędzi i łupież tłusty jakby mniejszy. Włosy są mniej oklapłe, miód je leciuteńko usztywnia. Bardzo mi się podoba ten efekt.

Mleko- dostarcza włosom głównie protein. Będą zatem mocniejsze, ale i bardziej suche. Ja rozcieńczyłam szklankę mleka 2% około litrem wody i użyłam do ostatniego płukania, znów po emolientowej odżywce. Nie spłukiwałam już tego rozcieńczonego mleka. Przede wszystkim pojawił się efekt uniesienia włosów u nasady i wizualnego zagęszczenia, który długo się utrzymał; za to nie było efektu spuszenia. Połysk jest niewielki,raczej satynowy; włosy są też trochę przesuszone na długości. Konieczne było zaaplikowanie odżywki aby ułatwić rozczesanie. Za to przetłuszczenie jest wyraźnie ograniczone. Na drugi dzień zaczęła mnie swędzieć głowa, zawsze mam tak przy dawce protein. Zatem dla mnie jest to płukanka na wielkie wyjście, gdy trzeba pokazać grzywę włosów lub gdy włosy są przyklapnięte.

Żelatyna- końska dawka protein, która u mnie się nie sprawdziła. Rozpuszczałam łyżeczkę żelatyny w niewielkiej ilości gorącej wody, a  potem dolewałam litr chłodniejszej. Owszem, włosy po rozczesaniu miały połysk na długości, ale głowa swędziała mocno i włosy były wyraźnie spuszone i przesuszone. Piorun w rabarbar to nie jest stanowczo mój ulubiony efekt.

Pewnie ciekawe efekty mogą powstać po połączeniu składników, ale na eksperymenty przyjdzie jeszcze pora.

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty