Inspiracje balowe

 Pewnego dnia na balu w Tule Lew Tołstoj spotkał piękną kobietę, która zachwyciła go do tego stopnia, że nadal jej rysy i postać Annie Kareninie. Zauważył ją kiedy tylko weszła na salę balową. Kiedy wspomniano jej imię i rodzinę z której pochodzi, miał powiedzieć "O tak, teraz już wiem skąd ma te loczki na rasowym karku". W powieści opisał jej piękne małe dłonie, pełne i wdzięczne kształty, prostą postawę i lekki chód. Zachwycił się także jej pięknem wewnętrznym - przez cały wieczór rozmawiał z nią o literaturze i sztuce, a wtedy powtórnie zaskoczyła go oryginalnością sądów i subtelnością smaku. 
Była to pani Maria Hartung, z domu Puszkin. Tak, z tych Puszkinów. Masza, jak ja nazywał ojciec, była najstarszą córką Aleksandra Puszkina, i jak sam poeta powiedział przy jej urodzeniu, jego "litografią". Oryginalną urodę zawdzięczała także matce Natalii, znanej petersburskiej piękności i afrykańskim korzeniom ojca (tak tak, to nie żarty!). 
Natalia Mikołajewna Puszkina
Dwukrotnie ocierała się o skandal w rodzinie - pierwszy raz jako pięciolatka, gdy Aleksander Puszkin zmarł w wyniku rany postrzałowej poniesionej w pojedynku. Chichot losu sprawił, że ten wielki kobieciarz doby romantyzmu, znany ze swoich licznych miłosnych podbojów, dostał anonim, w którym został nazwany rogaczem. Śliczna żona okazała się być kokietką i zainteresowała ponoć nawet cara Mikołaja I. Puszkin w obronie honoru pojedynkował się z panem D'Anthes, rzekomo kolejnym kochankiem Natalii. Drugi skandal miał miejsce, gdy małżonek Marii zastrzelił się podczas procesu, wytoczonego w wyniku nieprawdziwego oskarżenia. Ale poza tym jej życie było zupełnie niepodobne do życia Anny. W młodości była damą dworu cesarza i wyszła za mąż  dopiero w wieku 28 lat - jak na owe czasy bardzo późno. Jej małżeństwo było udane i szczęśliwe. Nie miała własnych dzieci, a po samobójstwie męża poświęcała się tylko gromadzie siostrzenic i bratanków. Przeżyła nawet rewolucję bolszewicką i zmarła naturalnie.  Żadnych romansów, własnych skandali, nieślubnych dzieci.
 Ale przynajmniej jej śliczna postać przetrwała w literaturze. Jeden z piękniejszych opisów Anny Kareniny  - i kobiety w ogóle - pojawia się własnie przy okazji balu: "Anna nie była w sukni lila, jak tego pragnęła Kitty, ale w czarnej, głęboko wyciętej aksamitnej toalecie, odsłaniającej jej jakby toczone ze starej kości słoniowej, rozkwitłe ramiona, pierś i okrągłe ręce o szczupłych, drobniutkich dłoniach.Cala suknia obszyta była wenecką gipiurą.Na głowie, na czarnych własnych- bez domieszek sztucznych-włosach miała maleńką  girlandę z bratków i taką sama girlandę u czarnej wstążki paska, wśród białych koronek. Sama jej fryzura była jakby niedostrzegalna,rzucały się tylko w oczy i zdobiły ja owe kapryśne, króciutkie pierścienie kędzierzawych włosów, stale wymykających się na kark i na skronie. Na mocnej, toczonej szyi nosiła sznurek pereł (...)Urok Anny na tym właśnie polegał, ze zaćmiewała swą własną toaletę, tak że ta stawała się na niej jakby niewidoczna. Tej czarnej sukni ze wspaniałymi koronkami również nikt nie dostrzegał, tworzyła jedynie ramę; widać było tylko samą Annę, naturalna, prostą, wykwintną, a zarazem wesołą i ożywioną."


Współcześnie każdy z nas ma pewnie w głowie inny obraz tej niecodziennej piękności, nie pozbawionej w dodatku dużego uroku. Osobiście bardzo mi się podoba interpretacja Vivien Leigh i Sophie Marceau. Keira Knightley wydaje mi się kobietą jeszcze za mało doświadczoną życiowo, żeby oddać wielowymiarowość jej charakteru, ale urodą całkiem nieźle odpowiada tołstojowskiemu opisowi.

Nawiasem mówiąc Lew Tołstoj nie zawsze był tak łaskawy - prototypem Nataszy Rostowej z "Wojny i pokoju" jest jego własna szwagierka Tatiana Kuźmińska, z domu Bers, której wszelkie rozterki i przygody uczuciowe Lew drobiazgowo opisał. Tatiana solidnie się rozgniewała, gdyż napisał zarówno o miłości do jego starszego brata, jak i o próbie samobójczej. To nie stawiało młodej kobiety w dobrym świetle w ówczesnym społeczeństwie.


Krytycy  teatralni rozpisywali się o jej urodzie, czarnych oczach, wspaniałych włosach, wymownych gestach. Helena Modrzejewska będąc nieślubną córką - jak plotka głosiła księcia Sanguszki- sama w młodości nawiązała romans z żonatym Gustawem Zimajerem, którego owocem był syn Rudolf. Zdecydowała się nie poprzestać na prowincjonalnym teatrze i uparcie dążyła do grania na największych scenach. Cały czas szlifowała swoje umiejętności, uczyła się języków obcych, aż odniosła wielki sukces na emigracji. Po pewnym czasie sama zaczyna projektować swoje stroje sceniczne, w których pokazuje się także na  wydarzeniach towarzyskich, a jej stylizacje są błyskawicznie przekuwane przez elegantki na trendy w modzie. Helena jak może wspiera "sprawę polską"  w sytuacji, kiedy Polska jest pod rozbiorami, nie istnieje jako kraj. Popiera także sufrażystki. Odnoszę wrażenie, że umiejętnie łączy własną energię ze wsparciem mężczyzn, którzy ją otaczają. 




A ten piękny portret, namalowany przez Ajdukiewicza powstał po wielkim balu w krakowskich Sukiennicach, na którym Helena tańczyła do białego rana. Zgromadzeni tam artyści postanowili założyć w Sukiennicach  Muzeum Sztuki Polskiej, a Ajdukiewicz zaproponował pani Modrzejewskiej, że namaluje jej portret, który będzie pierwszym eksponatem. Galeria istnieje do dzisiaj, a portret Heleny nadal się w nim znajduje. Została na nim uwieczniona w balowej sukni z owego magicznego wieczoru.
Nie wiem dokładnie, w jakich okolicznościach Henryk Sienkiewicz poznał Helenę Modrzejewską, ale pewnym jest, że obracali się w tym samym towarzystwie i bywał w jej domu w Warszawie jako młody człowiek pod koniec lat 60 XIX wieku. Zachowana korespondencja świadczy, że podkochiwał się w pięknej aktorce.  Helena raczej nie odwzajemniała jego uczucia, wszak oczarowanych nią było bardzo wielu mężczyzn. Mimo to w 1876 r. wyemigrowali razem z jej mężem i grupą przyjaciół do Kaliforni.  Po latach Sienkiewicz odda jej hołd, obdarzając jej rysami Helenę Kurcewiczówną w "Ogniem i Mieczem": " ... spod kuniego kapturka spojrzały nań takie oczy, jakich jak życie swoje nie widział, czarne, aksamitne, a łzawe, a mieniące się, a ogniste, przy których oczy Anusi Borzobohatej zgasłyby jak świeczki przy pochodniach. Nad tymi oczami jedwabne ciemne brwi rysowały się dwoma delikatnymi łukami, zarumienione policzki kwitnęły jak kwiat najpiękniejszy, przez malinowe wargi, trochę otwarte, widniały ząbki jak perły, spod kapturka spływały bujne czarne warkocze. "Czy Juno we własnej osobie, czy inne jakoweś bóstwo?"-pomyślał namiestnik, widząc ten wzrost strzelisty, pierś wypukłą  i tego sokoła na ramieniu".  Powieściowa Helena jest taką typową bezradną "damsel in distress", którą trzeba ratować przed złem, która mdleje na zawołanie i jest tak prosta, poczciwa i niewinna, że niemal nierzeczywista. Jakim cudem uchowała się taka w zbójeckim gnieździe w Rozłogach?
Dla nas współczesnych Helena Kurcewiczówna ma najczęściej twarz Izabelli Scorupco z filmowej ekranizacji. O tak, śliczną, w dodatku otoczoną tymi imponującymi warkoczami. Ale Helena w jej wykonaniu nie ma tej subtelności i prostoty, wydaje się być już dojrzałą kobietą, z premedytacją grającą nie fair z męskimi sercami. Tylko jedno przypomina w niej Helenę Modrzejewską - również dała się poznać jako aktorka na emigracji, choć raczej nie tej klasy co pani Modrzejewska. 



Na bale niegdyś chodziło się tłumnie i niemalże obowiązkowo. Chyba nigdzie indziej kobiety nie miały takich możliwości zabłyśnięcia swoją urodą, pokazania wdzięku i bezkarnego przebywania w męskim towarzystwie praktycznie sam na sam. W XIX wieku o balach powstało mnóstwo drobnych utworów literackich.  Trochę tęsknię za tymi czasami, gdzie przez chwilę można się było poczuć czyjąś muzą. Tymczasem za dwa tygodnie kolejny szkocki bal w Krakowie. Może do którejś z nas szczęście się tym razem uśmiechnie?





Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty