Osiem kobiet - dramaty w koronkach

Portret Adamowej Potockiej J. Matejko
Ostatnio wpadała mi w ręce książka pani Agnieszki Lisak "Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku",  na którą zęby ostrzyłam sobie już od dłuższego czasu. Fantastyczny jest wstęp do tej książki - oto spoglądamy na portret dziewiętnastowiecznej damy, pozującej w tych swoich koronkach, misternej fryzurze i czarującej nas zza ram malowidła. Pani Lisak pisze: " I chyba najwyższa pora, by ściągnąć naszych przodków z portretów i piedestałów (...) zobaczyć z bliska jej zakurzone i potargane koronki, niezgrabność ruchów, zdenerwowanie na twarzy z powodu jakiejś ważnej sprawy (...)".  Oto portret podstarzałej już hrabiny Katarzyny z Branickich Potockiej dziwnie smutny w swoim wyrazie. Ta dama miała całe koronki, wielki majątek, wysprzątany pałac, kochającą rodzinę, inteligencję i urok osobisty. A pomimo to nawet jej życie nie było usłane różami i z tą miłością małżeńską coś nie tak było.

Im wyższa pozycja społeczna, tym mniejszy wybór miała panna przy wyborze swojej drogi życiowej. Oczekiwania społeczne wobec małżeństwa arystokratek były bardzo wysokie, zwłaszcza w XIX wieku. Mariaż miał przedłużyć ród, zachować majątek i dodać wysoko urodzonemu mężczyźnie odpowiednio reprezentacyjną towarzyszkę życia. Spętanie konwenansami w przypadku księżniczek i hrabianek było ogromne, dużo większe niż w przypadku panien pochodzących z nie tak dobrych domów. Zwykłe dziewczęta wychodziły za mąż najczęściej w wyniku wolnego wyboru (mężczyzny niestety), zaś dziedziczki wielkich fortun i nazwisk  wchodziły w małżeństwa starannie planowane przez ich najbliższą rodzinę. A w dodatku można się przekonać, że nawet ich dotyczyły dramaty zwykłych kobiet. Oto skromniutkie portrety ośmiu powiązanych ze sobą arystokratek, którym nie zawsze życie kształtowało się według marzeń.


ZBOLAŁA MATKA

Hrabina Zofia z Branickich Potocka była nie tylko córką jednego z najzamożniejszych ludzi w Polsce - hetmana Branickiego (zdrajcy przy okazji), ale też - jak głosiły plotki - wnuczką carycy Katarzyny Wielkiej. W dzieciństwie na niczym jej nie zbywało, była też ulubiona córką swojej matki. Sama wybrała sobie męża, uroczego hrabiego Artura Potockiego, któremu sam car rosyjski nakazał uderzyć w konkury do panny "Sophinetki". Małżeństwo okazało się zresztą całkiem szczęśliwe i pani Zofia nie musiała narzekać na męża. Jednak  już w pierwszych latach małżeństwa dotknęła ją bolesna strata - we wczesnym dzieciństwie zmarło jej dwoje dzieci: synek Artur i córeczka Marysia, z którą została sportretowana. Marysia cierpi kilka dni, zanim śmierć przerwie jej chorobę. Młoda hrabina jest wtedy po raz kolejny przy nadziei. Pomimo, że domownicy starają się ją chronić przed strasznymi wieściami, dowiaduje się jednak o stracie dziecka, a przebyty stres powoduje, że przedwcześnie rodzi syna Adama. Czyni osobliwy ślub - jeżeli Bóg zachowa go w zdrowiu, zobowiązuje się nie widywać dziecka aż do siódmego roku jego życia. Ślubu dotrzymuje - tracąc całe dzieciństwo jedynego syna. "Trzęsła się" więc nad jedynakiem i nie godziła się na "zmarnowanie" przez niego życia, o czym poniżej. Przeżyła o ponad trzydzieści lat swojego męża i do końca życia nawet nie próbowała wejść w nowy związek. Co roku jechała do Wiednia, aby spędzić samotnie rocznicę śmierci męża w hotelu, w którym jego życie się zakończyło. A w dodatku jako 89-letnia staruszka złamała nogę w biodrze, a że medycyna nie potrafiła pomóc tak wiekowym ludziom, zakończyła życie cierpiąc przez kilka dni z powodu solidnych dolegliwości bólowych. 


BIAŁA SYRENA


Młody hrabia Adam Potocki z Krakowa poznaje na warszawskich salonach utalentowaną młodą kobietę, Marię Kalergis. Pani Maria słynie z urody i niepospolitych zdolności muzycznych. Bywalcy salonów zachwycają się jej śpiewem i grą na fortepianie. Jako jedna z nielicznych dostąpiła zaszczytu pobierania nauk u Fryderyka Chopina podczas pobytu w Paryżu. Ubiera się w białe suknie i zwykle jest bardzo melancholijna. Ma powody - jej pozycja w środowisku jest nieco dwuznaczna. Jako nastolatka pod wpływem ojca poślubiła greckiego milionera Kalergisa, ale małżeństwo nie przetrwało zbyt długo. Ceremonię odprawiono i w cerkwi i w kościele katolickim, jednak stwierdzenie nieważności małżeństwa przeprowadzono tylko w obrządku grekokatolickim.  Podobno dlatego, że szanowny papa nie miał zamiaru utrzymywać na nowo córki, a w ten sposób Maria zachowała prawo do pobierania renty od byłego męża, coś w rodzaju dzisiejszych alimentów. Według praw Kościoła pani Maria jest więc nadal mężatką, choć w separacji z mężem. W dodatku Maria ma córeczkę z małżeństwa, nie może więc uciekać się do wybiegu nazwanego później "udawaniem dziewicy konsystorskiej" (brak potomstwa mógł sugerować nieskonsumowanie małżeństwa i dziewictwo młodej żony, a zatem być podstawą do stwierdzenia nieważności małżeństwa).  Dla młodego hrabiego nie stanowi to początkowo przeszkody, panuje wszak okres romantyzmu. Zaręcza się z "Białą Syreną", wyjeżdżają razem do Włoch i spędzają ze sobą wspaniały miesiąc. I dopiero wtedy pojawia się problem: teściowa. Hrabina Zofia z Branickich Potocka nie wyobraża sobie rozwódki w roli synowej, zwłaszcza że pan Adam Potocki jest jedynakiem. Jej zdaniem urocza artystka nie nadaje się do pełnienia roli towarzyszki życia pana hrabiego. Hrabina jest mądra -  nie ciosa synowi kołków na głowie, tylko rozmawia bezpośrednio z Marią. Nie wymaga - prosi o zwolnienie syna z danego słowa i obiecuje dozgonną wdzięczność całej rodziny Potockich. Maria ustępuje z rozpaczą i odsyła zaręczynowy pierścionek.  A pan hrabia poddaje się woli matki...

KUZYNKA KASIA

 Nie byłoby to może aż takie straszne, ale hrabina Zofia już z góry zaplanowała przyszłe małżeństwo pana Adama. Wybór padł na jej bratanicę Katarzynę z Branickich. Pani Zofia przymknęła oko, że pochodzenie panny Kasi nie było tak nieskazitelne - jej mamą była pani Róża primo voto Potocka, która również rozwiodła się z pierwszym mężem, aby poślubić brata hrabiny Zofii. Cóż, może rodzinie więcej się wybacza. Katarzyna była również piękną kobietą, posażną, a w dodatku ponoć słynącą z uroku osobistego, chociaż spokojną i utrzymującą dystans. Nic dziwnego, że kręciło się wokół niej wielu wielbicieli. A jednak przyjęła oświadczyny hrabiego Potockiego. Pan Adam zawiesił korespondencję z Białą Syreną, ale po trzecim dziecku pani Katarzyny odnowił listowną znajomość z Marią i utrzymywał ją aż do śmierci. "On revient toujours à ses prèmieres amours" - zawsze się wraca do pierwszej miłości, jak z przekąsem mówiła Klotylda Korczyńska w "Nad Niemnem". Pani Katarzyna dowiedziała się w końcu o tej miłości męża, najdalej wtedy, kiedy leżąc na łożu śmierci prosił ją, aby wezwała listownie Marię, by mógł się z nią pożegnać. Nie zdążyła przyjechać, w kopercie był również nekrolog.... Nie mogę rozgryźć, jak to odczuła pani Katarzyna - może uważała, że takie platoniczne uczucie nie ma znaczenia? Może była pewna, że jej pozycji małżonki nic nie zagrozi? Z drugiej strony nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jej późniejsze podobizny pokazują ją zawsze bez uśmiechu jak na portrecie Matejki. Może jednak zachowując się wciąż jak dama, utrzymując pozory spokoju dusiła w sobie gniew czy żal, szukając sobie innych zajęć - założenia rodzinnego archiwum Potockich, wspierania krakowskich naukowców, ratowania zabytków? Z trzeciej strony w prowadzonym archiwum pieczołowicie zachowała korespondencję męża z ukochaną, wspaniałomyślnie pisząc, że pani Maria choć zbłądziła, jest usprawiedliwiona przez miłość.


NIEDOCENIONA ŻONA



Jej siostra Eliza z Branickich Krasińska nie ma tyle "szczęścia" do męża zachowującego się jak dżentelmen. Również w wyniku aranżacji małżeństwa przez ojca pana młodego poślubia Zygmunta Krasińskiego, poetę uznanego następnie za wieszcza narodowego. Magnesem była oczywiście wielka fortuna panny Elizy, ale również  fakt, że jej ojciec był zwolennikiem caratu, a starszy pan Krasiński taką właśnie postawę społeczną popiera. Zygmunt niechętnie wchodzi w to narzeczeństwo, gdyż równocześnie ojciec wymógł na nim zakończenie romansu z panią Delfiną Potocką, kolejną rozwódką z dobrego towarzystwa.  Panna Eliza jest poważną młodą kobietą, nie czuje się dobrze w salonach, przejawia talent malarski. Dla odmiany pani Delfina w salonach bryluje, wzbudza podziw i podbija kolejne męskie serca. Zygmunt na pełne rozstanie z nią nie może się zdecydować, w pewnym momencie zabiera więc żonę i ukochaną do Włoch. Mieszkają razem pod jednym dachem - panie utrzymują pozory przyjaźni, Zygmunt zasłania się wręcz względami chrześcijańskimi, a cała trójka jest głęboko nieszczęśliwa. Zygmunt nie chciał żenić się z Delfiną, gdyż uważał, że małżeństwo zabija romantyczną miłość, a żona nadaje się tylko do cerowania skarpetek i  parzenia ziółek w chorobie. Za to do pani Delfiny pisał wspaniałe listy, a żony nie cenił aż do swoich ostatnich dni, kiedy wreszcie wyznał, że był głupcem nie kochając i nie doceniając jej. Dopiero po śmierci Zygmunta pani Eliza zdecydowała się na małżeństwo z miłości z kuzynem Zygmunta, ale nawet wtedy spotkała się z ostracyzmem społecznym w "mondzie" -  polskie matrony nie mogły jej darować, że ślub odbył się jeszcze podczas jej żałoby, gdyż oznaczało to, że zdradziła pamięć męża, który wszak wielkim poetą był! Pani Eliza skazana więc została na banicję towarzyską i większość czasu spędzała za granicą.

ROMANTYCZNA MUZA 


 Pani Delfina z Komarów Potocka nawet będąc "tą trzecią" również zasługuje bardziej na współczucie niż na potępienie. Jej mężem był Mieczysław Potocki, który znęcał się nad nią, zdradzał na prawo i lewo i to on dążył do rozwodu. Delfina wyszła za niego za mąż z miłości, ale szybko okazało się, że małżonek nie jest wart tych uczuć. W dodatku urodziła dwie córki, które zmarły we wczesnym dzieciństwie. Można powiedzieć, że wchodząc w związek z Zygmuntem Krasińskim była solidnie poraniona na duszy. I trzeba oddać jej sprawiedliwość - na wieść o zaręczynach ukochanego nakazuje mu nie pokazywać się przed nią więcej. To ona znajdzie w sobie dość siły, aby przerwać te upokarzające "trójkątne" wakacje we Włoszech. Z drugiej strony wpada z deszczu pod rynnę, nawiązując kolejne romanse z bywalcami europejskich salonów. Przez jednych wielbiona i podziwiana, także ze względu na talent muzyczny, który rozwijała również pod okiem Chopina i klasę; przez innych uznana za osobę bardzo nieciekawą, pospolitą wręcz i hipokrytkę ze względu na połączenie dużego temperamentu erotycznego z dewocją religijną. Zmarła dopiero w drugiej połowie lat siedemdziesiątych XIX w.- w czasach kiedy moralność wiktoriańska zapanowała w miejsce romantycznej swobody uczuć i pani Delfina stała się już tylko niewygodną babcią, o której ekscesach z młodości lepiej jak najszybciej zapomnieć.

DZIELNA PANI RÓŻA

Najstarszą córką małżeństwa z rozsądku hrabiostwa Potockich - Adama i Katarzyny z Branickich była córka Róża. Z licznej gromadki dzieci to właśnie ona była ulubienicą tatusia. Wydaje się, że państwo Potoccy byli dobrymi, kochającymi rodzicami. Nie stawiali więc przeszkód ślicznej pannie Róży, kiedy zaręczyła się jako nastolatka z kuzynkiem Władysławem Krasińskim, synem Zygmunta i Elizy Krasińskich. Na krótko przed ślubem  u narzeczonego wykryto gruźlicę - rodzina Krasińskich była nią dziedzicznie obciążona. W XIX wieku gruźlica była chorobą nieuleczalną. Zrozpaczona Róża prosiła ojca o zwolnienie jej od danego słowa - w tym związku nie mogła się spodziewać szczęścia i długiego życia u boku małżonka. Jednak pan Adam Potocki powiedział twardo "nie". Prawdopodobnie uważał, że szlacheckie słowo jest więcej warte niż odczucia młodej panny. Ale ja przez cały czas się zastanawiam, dlaczego sam mając za sobą doświadczenie rozbitego przez matkę związku odmówił córce prawa do szczęścia. Zatem wyprawia Róży wielkie wesele w pałacu w Krzeszowicach. Na świat przychodzi trójka dzieci, również chorowitych, a po kilku latach Władysław Krasiński umiera. Na wakacjach w Zakopanem Róża poznaje Edwarda Raczyńskiego i zakochuje się z wzajemnością. Tylko... rękę Edwarda "odbija jej" własna szwagierka, pani Maria Beatrix Krasińska (podobno Raczyński zrezygnował też pod naciskiem rodziny). Dopiero po dziesięciu latach, po śmierci "Marylki", tych dwoje staje na ślubnym kobiercu w atmosferze dość gęstej. Pani Róża z Potockich primo voto Krasińska, secundo Raczyńska w dojrzałym wieku ratuje także drugiego męża  przed bankructwem, bo choć kochający, był lekkomyślny w sprawach finansowych. Tym samym ocala Rogalin wraz z piękną kolekcją obrazów przed licytacją. Nigdy nie jest za późno na szczęście, ale dlaczego czasem przychodzi tak późno? Na pocieszenie jej syn, również Edward, został polskim prezydentem.


HISTERYCZKA


Można by się było pocieszać, że Maria Beatrix Krasieńska, zwana Marylką była jakąś tam sobie zwykłą bogatą dziewczyną jakich w arystokratycznym świecie wiele bywało.  Tymczasem była to żywa, inteligentna, bardzo towarzyska dziewczyna o zacięciu literackim i artystycznym, która o mało co nie zostałaby morganatyczną żoną króla Szwecji.  W 1872 r. roku król Karol XV wysłał posłów do ojczyma Marii (Ludwika Krasińskiego, drugiego męża Elizy Krasińskiej), który choć początkowo propozycję przyjął nieufnie, wraził w końcu zgodę na to małżeństwo, zwłaszcza że dwudziestojednoletnia Marylka podeszła do niej bardzo entuzjastycznie. Pannę młodą odpowiednio wyposażono, spisano intercyzę, ślub zaplanowano na wrzesień i... 18 września 1872 roku przyszły pan młody umiera. Marylka na darmo czekała na sygnał do wypłynięcia do Szwecji. 
Umiała podobać się mężczyznom i budzić ich zainteresowanie. Ale w rodzinie krążą plotki, że sześć lat po owych szwedzkich zaręczynach rzuciła się wręcz na szyję "pięknemu Edziowi", wyznając mu miłość, przez co nieborak nie miał innego wyjścia, tylko się z nią ożenić. Relacje z kuzynką i szwagierką Różą są trwale zepsute. Ale w dodatku jej małżeństwo nie jest szczęśliwe. Maria dzieciństwo spędziła dosłownie na walizkach, gdyż jej matka dużo podróżowała po Europie i  nigdzie nie zagrzała dłużej miejsca. Jako mężatka też lubi przebywać za granicą, gdzie żyje ponad stan. Maż nie nadąża za nią. Podobno zaczęła zdradzać objawy choroby psychicznej, we Włoszech nawiązuje romanse, uzależnia się od morfiny. Przez najbliższych nazywana jest histeryczką i osobą chorą nerwową. Umiera w wieku zaledwie 34 lat.  

NIESPEŁNIONA MARZYCIELKA

A oto ostatnia pani w Pałacu pod Baranami w Krakowie, Krystyna z Tyszkiewiczów Potocka, synowa znanej nam Katarzyny Potockiej. Jedyna, która zawarła małżeństwo z miłości. Wierna żona, obdarzona równie wiernym mężem. Wychowała całą gromadę zdrowych dzieci. Odznaczona Orderem św. Elżbiety za pracę filantropijną. Niekwestionowana "królowa" w secesyjnym Krakowie. Gdzież tu dramat?  Pani Krystyna przez całe życie była bardzo pobożna, z dzisiejszej perspektywy zakrawało to wręcz na dewocję. W młodości marzyła o wstąpieniu do klasztoru kontemplacyjnego, gdzie pewnie znalazłaby drogę do samorealizacji. Jednak rodzice sprzeciwili się temu - nie życzyli sobie, aby ich powabna córka przywdziała habit. Spowiednik wymógł roczną zwłokę w podjęciu decyzji o klasztornym zamknięciu.  Jestem niemal pewna, że rodzina trochę dopomogła szczęściu, bo w tym czasie hrabianka poznała Andrzeja Potockiego, odpowiedniego młodzieńca ze swojej sfery. Na szczęście zakochali się w sobie, a pani Krystyna bardzo cierpiała po śmierci męża w wyniku zamachu. Ale równocześnie we wspomnieniach z epoki np. Magdaleny Samozwaniec, hrabina Potocka portretowana jest jako osoba na pozór słodka i łagodna, oddana pracy filantropijnej, ale równocześnie twarda, o niewzruszonej, przesadnej wręcz moralności. Surowo wychowywała dzieci i równie surowo traktowała swoich gości, szczególnie młode kobiety. Może jako zakonnica prędzej znalazłaby ujście dla swojej pasji umartwiania się. Potem przyszła  II wojna światowa, ucieczka przed hitlerowcami, przymusowy powrót do Krakowa, a ostatecznie emigracja do Afryki, gdyż w Polsce Ludowej nie było miejsca dla staromodnej hrabiny.


Czytajmy o kobietach! Oto podręczna lista pozycji do przeczytania - trochę opracowań zewnętrznych, trochę wspomnień, trochę opowieści zbeletryzowanych, listów. Nieraz będą to opowieści lukrowane i uładzone, a niektóre dla odmiany złośliwe i tendencyjne.

  1. Bogna Wernichowska:"Kardy i kokardy. Opowieść o hrabinach Potockich",
  2. Bogna Wernichowska: "Tak kochali Galicjanie"
  3. Stanisław Szenic: "Maria Kalergis"
  4. opr. Zbigniew Sudolski: Świadek epoki - Listy Elizy z Branickich Krasińskiej, t. 1-3
  5. Ewa Stachniak: "Dysonans"
  6. Edward Raczyński: "Pani Róża z domu Potocka, synowa Zygmunta Krasińskiego, potem Edwardowa Raczyńska"
  7. Magdalena Jastrzębska: "Pani na Złotym Potoku",
  8. Magdalena Samozwaniec: "Maria i Magdalena", "Z pamiętników niemłodej już mężatki"

 Dziś mamy szczęście - aranżowane małżeństwa już za nami, rzadko się słyszy o małżeństwach z rozsądku, a choć nieraz na ślub czeka się latami, małżeństwa przeważnie zawiera się z miłości.  Wielkie damy nie zawsze miały takie szczęście, a w dodatku spotykały się z takimi samymi problemami jak my. Jednak czytanie o ich losach pozwala dostrzec, że pomimo trudnych sytuacji potrafiły wyjść z nich z klasą. A z drugiej strony to dzięki tym opowieściom dama z portretu staje się bliższa niż namalowana, wystrojona laleczka bez wieku.

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Lubię czytać o damach, które zaznaczyły swą obecność w naszej historii czy sztuce. Z polecanych książek jestem po lekturze "Kardy i kokardy" pani B.Wernichowskiej, a także bardzo ciekawej "Pani na Złotym Potoku" pani M.Jastrzębskiej. Ta ostatnia autorka wydała w tym roku "Siostry Lachman", mam na półce, ale jeszcze nie czytałam. Z pozdrowieniem-Basia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty