Biografia księżniczki Heleny Sanguszko - solidny niedosyt

Zauważyliście już pewnie, że lubię czytać biografie, zwłaszcza kobiet. Ciekawi mnie, co kryje się za poważnymi spojrzeniami szacownych antenatek i pięknymi sukniami. Czy dama była szczęśliwa, mądra, dowcipna, czy tylko bardzo piękna, a może niezbyt szczęśliwa? W którym momencie życia portret został wykonany, kto za niego zapłacił.
 Oprócz historii kobiet z tego posta w ostatnim czasie zainteresowała mnie także postać księżniczki Heleny Sanguszko, zatem nie odmówiłam sobie przeczytania jej biografii autorstwa pani Magdaleny Jastrzębskiej.  Księżniczka Helena "mignęła" mi w dotychczasowych książkach dwa razy -  w roli panny młodej na zorganizowanym w Krakowie arystokratycznym kuligu, mającym obrazować wesele krakowskie, będącym XIX demonstracją patriotyczną w koronkowej formie.  Po raz drugi w artykułach o Helenie Modrzejewskiej, która, jak plotka głosiła, miała być siostrą przyrodnią panny Sanguszko (oczywiście nieślubną). Wiedziałam więc o niej tylko to, że uważana była za najpiękniejszą pannę swoich czasów i że jej życie osobiste było co najmniej nieszablonowe jak na czasy, w których żyła. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś więcej. Rozczarowałam się...
Helena w dojrzałym wieku w kostiumie

Podobno Helena uchodziła za piękność nawet wtedy, gdy jej młodość przeminęła, a do jej ręki przestały się ustawiać kolejki amantów. Porównywano ją do Heleny Trojańskiej, co wykorzystywała, wielokrotnie fotografując się w stroju greckim, przyozdobiona stylizowaną "antyczną" biżuterią.  Natomiast kiedy spogląda się na jej utrwalone wizerunki, pojawia się lekki dysonans - piękna jest tylko na malowanych portretach, na zdjęciach już nie tak bardzo. Może tylko rysy twarzy miała klasyczne, ale całość nie wydaje się być godna uwagi. Czy tak znacząco zmieniły się kanony piękna przez 170 lat?  Portret autorstwa Winterhaltera, namalowany wtedy gdy Helena miała 20 lat jest absolutnie czarujący i pokazuje faktycznie przepiękną młoda kobietę (ale ponoć osoby znające Helenę uważały, że malarz odjął jej połowę wdzięku i urody, portretując kolejną "żurnalową lalkę"). Na portrecie użytym na okładce książki ma 32 lata, a w dalszym ciągu olśniewa pięknością i wygląda na osobę w pełni odpowiadającą legendzie. Ale kiedy spojrzymy na jej  fotografie z różnych okresów życia, cały czar księżniczki znika... Czyżby była niefotogeniczna? A może pokazuje to, że uroda to rzecz względna i bardzo wiele zależy od patrzącego i całego zachowania kobiety?

Helena jako młoda panna
W książce kilkukrotnie podkreślono, że Helena nie pasowała do swoich czasów, zachowywała się w sposób odbiegający od zwyczajów przyjętych w jej sferze, przyjmowała pierścionki zaręczynowe po to, by wkrótce zostawić niedoszłych  narzeczonych bez słowa, wybierała się na przejażdżki bez przyzwoitki z oficerami, miała zdolności aktorskie i muzyczne. Ponoć piękna panna zachłysnęła się własnym powodzeniem i wciąż nie mogła podjąć decyzji co do wyjścia za mąż. Podejście to rzeczywiście nie było zbyt szablonowe w tych czasach, kiedy głównym celem kobiety było właśnie małżeństwo. Jednak ten aspekt jej osobowości został potraktowany bardzo po macoszemu. Helena przypomina mi tutaj postać Izabeli Łęckiej z "Lalki" Bolesława Prusa, odrzucającej kolejnych wielbicieli, ale w dalszym ciągu nie wiem, na czym miała polegać jej wyjątkowość. W dojrzałym wieku poświęca się działalności charytatywnej, omijając salony. Zdarzało się nie tylko księżniczce - spore zasługi na tym polu miało wiele polskich arystokratek, a cześć z nich na salonach równie rzadko gościło.Uzdolnienia artystyczne nie były znowu tak niepopularne w sferze arystokratycznej, ale z listów Heleny wychyla się raczej obraz kobiety cofającej się przed istotnymi decyzjami w życiu. Niedoszły narzeczony, książę Czartoryski napisał dosadnie "Helena to bierność wcielona".

Być może jej wahania spowodowane były rodzinnym "trupem z szafy", czyli ukrywaną przed światemrozpaczliwą miłością do szwagra, księcia Adama Sapiehy. W dniu ślubu siostry Helena miała 16 lat i przyćmiewała urodą pannę młodą. Niektórzy poczytywali to za zły znak. Rodzina przestrzegała ją, próbowała uprzytomnić szaleństwo takiego uczucia, niezgodność z zasadami moralnymi, religijnymi i zwykłą uczciwością, szczególnie wobec siostry Jadwigi, którą Helena bardzo kochała. Księżniczka ignoruje wszelkie rady i napomnienia. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci, a syn został wychowany przez Jadwigę jak własny.  Niewiele natomiast dowiadujemy się o tym, jak z tym romansem naprawdę było, jak traktowała go Helena, jak książę Sapieha, kiedy się zaczął czy skończył. Doprawdy nie wiem skąd to wynika - autorka biografii załączyła naprawdę imponującą bibliografię, ale tak jakby nie umiała z niej skorzystać. A może " nie wypada" - w końcu rodzina Sapiehów i Sanguszków nadal żyje i może nie życzyliby sobie czytać o skandalizujących przygodach jej członków, choćby sprzed wieków.Wizerunek trzeba więc starannie przypudrować...



Książkę można zatem porównać do rozmytego portretu Heleny, namalowanego przez Winterhaltera. Oryginalny portret jest oczywiście wyraźny, ale obecnie znajduje się w prywatnej kolekcji i nie jest dostępne jego pełne, wyraźne zdjęcie, tylko ta mała miniatura. Piękna, ale szczegółów nie widać. Prawdziwa, czy "malowana lala"? Taka jaka była, czy taka, jaka ja widziano? Helena Sanguszko pozostaje więc nadal tajemniczą piękna damą z portretu.




Jedyny jest tylko jasny punkt tego niewielkiego dziełka - dość staranny opis pałacu w Gumniskach, obecnie części Tarnowa, gdzie Sanguszkowie spędzali wakacje, pod warunkiem oczywiście, że nie wyjechali za granicę. Po wojnie w pałacu powstała szkoła ogrodnicza, do której chodziły dwie moje ciotki. Ponieważ jedna z nich nadal mieszka w Tarnowie, jako wczesna nastolatka jeździłam do niej z wizytami i razem z jej dziećmi chodziliśmy na spacer do pałacu. Ulubionym miejscem wypoczynku był postument, na którym stoi ten posążek Hermesa; spod niego rozciąga się widok na cały park. Miło pomyśleć, że Helena mogła przesiadywać w tym samym miejscu i marzyć o ukochanym, albo wraz z nim przemierzać parkowe alejki...





Komentarze

  1. Nie bardzo się zgadzam z tą recenzją. To jest biografia oparta na materiałach źródłowych. Autorka starała się być obiektywna i nie zapełniała luk historycznych własnymi interpretacjami. Każdy może "domalować" sobie portret księżniczki Heleny za pomocą własnej wyobraźni. Dla mnie to była ciekawa lektura, dająca do myślenia na temat obyczajów XIX wieku. Nie polubiłam księżniczki po lekturze tej książki, ale przeczytałam ją z zainteresowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze - wolałabym nie domalowywać i nie interpretować po swojemu, przypisując księżniczce nie istniejące zalety/wady i motywy działania. Być może materiały źródłowe, z których korzystała autorka, nie były zbyt obszerne albo odpowiednio precyzyjne - ale w takim razie może lepiej poczekać z wydaniem książki albo poświęcić postaci tylko jeden rozdział. Pani Jastrzębska podobnie oględnie obeszła się z Marią Beatrix Krasieńską - nad niewygodnymi faktami z jej życia ledwie się prześlizgnęła. Przyznam, że bardziej cenię opowieści Bogny Wernichowskiej, która stanowczo lepiej radzi sobie z dostępnym materiałem historycznym i zarówno zalety, jak i słabostki wielkich dam potrafi opisać taktownie i z klasą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty