Idealna panna Marple

Na studiach podśmiewano się z nas, że do poduszki czytamy Agathę Christie. Ja czytuję w pociągu, dla odprężenia i zagospodarowania czasu. Uwielbiam powieści z panną Marple, znacznie mniej z Herculesem Poirot. Bohaterów incydentalnych w ogóle nie zauważam. Lubię te niewielkie książeczki dlatego, że są tak cudownie angielskie, pełne harmonii i jakiegoś porządku społecznego. Wygląda to trochę jak zaglądanie przez dziurkę od klucza wstecz, do tego świata którego już nie ma.
W ostatnim roku zaczęłam też oglądać ekranizacje poszczególnych powieści i  muszę powiedzieć, że na nowo zagłębiłam się w świat krwawych, przemyślnych zbrodni w malutkich angielskich wioskach i miasteczkach. Ujmujące jest to, że Anglicy nie mają problemów z odświeżaniem ekranizacji klasyki narodowej. W praktyce co dekadę wychodzą nowe filmy, zarówno fabularne, jak miniseriale i seriale, w których tylko główni bohaterowie są ci sami, fabularnie zaś nie są ze sobą związane. W ten ostatni sposób zekranizowane są powieści, w których występuje panna Jane Marple.

Pozwól, że przedstawię Ci najbardziej lotny umysł po drugiej stronie Kanału La Manche. Panna Marple zarumieniłaby się zapewne i przez kurtuazję zaprzeczyła, ale nie dajcie się zwieść tym pozorom. Ta krucha, spokojna staruszka w nieco staroświeckich, edwardiańskich co najmniej strojach, mieszka w niedużej wiosce St. Mary Mead. Jest starą panną i nie wstydzi się tego. Cieszy się niezależnością osobistą i finansową i nie zwraca uwagi na swój wiek. O młodości nie lubi za bardzo opowiadać, ale napomknęła przypadkiem, że w życiu zdarzyło jej się być pielęgniarką. Innym razem z nostalgicznym uśmiechem wspominała pewnego wysoce nieodpowiedniego młodego człowieka, którego jej matka tak szybko odprawiła. Obecnie z zamiłowaniem zajmuje się  robótkami ręcznymi na drutach i uprawianiem ogrodu, a poza tym obserwuje ptaki przez lornetkę. Jej prawdziwą pasją jest jednak przyglądanie się ludziom, słuchanie ich historii, które potem przechowuje troskliwie w szufladkach pamięci i wyciąga wtedy, kiedy są potrzebne. A przydają się wtedy, kiedy w jej otoczeniu popełniane są niezbadane na pozór zbrodnie. Panna Marple z energią niezwyczajną u "emerytki" poświęca się rozwiązywaniu zagadek, docierając szybko do sedna i nie gubiąc się na fałszywych tropach, czym zaskakuje  oficjalnych stróżów prawa.

Klasyczną już ekranizacją w której pojawia się idealna moim zdaniem panna Marple to ekranizacja BBC z Joan Hickson. Wcześniej, w latach 60 w rolę panny Marple wcieliła się Margaret Rutherford, jednak choć jej hałaśliwa kreacja przypadła do gustu samej Agacie Christie, fanów zdecydowanie rozczarowała. Według mnie pani Hickson idealnie wyważyła kruchość i spokój tej postaci z żywym umysłem i lotnością myślenia. Dwanaście odcinków z jej udziałem wprowadzało idealnie w nastrój angielskiej prowincji z mniej więcej połowy XX wieku. Ale z drugiej strony ta ekranizacja zdecydowanie się już zestarzała. Charakterystyczna jest tutaj maniera teatralizacji filmu, która obecna była we wszystkich niemal ekranizacjach angielskich z lat 80. Sprawia to, że poszczególne odcinki dłużą się okropnie. Wypłowiałe kolory taśmy też już nieco trącą myszką. Ale jeżeli chcecie naprawdę poczuć ten klimat, obejrzyjcie chociaż jeden.

W latach 90 powstawały serie z Herculesem Poirotem, a od 2004 Granada Television i Granada International rozpoczęły emisje nowej serii z panną Marple. I to jest moim zdaniem majstersztyk, pomimo że zmienia czasem fabułę oryginalnych powieści Agathy Christie, przemyca homoseksualizm i jest pewnie podkolorowaną pocztówką z epoki.

W pierwszych odcinkach w role panny Marple wcieliła się Geraldine McEwan, która zebrała za nią bardzo pochlebne recenzje. To już nie jest tylko zakurzona stara panna, to prawdziwa przebojowa super-babcia, która nie spocznie, dopóki nie rozwiąże każdej zagadki, na która natrafi. Panna Jane w jej wykonaniu jest nie tylko wścibska, ale przede wszystkim bardzo czynna i żywotna. Nie dla niej siedzenie z robótką w ręku, zamiast tego chętnie podszyje się pod kwestarkę datków na nowe organy do kościoła, aby dostać się do upatrzonego domu. Taki portret pasuje do współczesnej kobiety w dojrzałym wieku, która chce i wie jak działać. Ale wydaje mi się, że wydobywa przez to zapomniane trochę cechy panny Marple, takie jak niezależność, upór i doświadczenie życiowe. Takie wcielenie dziarskiej staruszki ogląda się całkiem przyjemnie i myślę, że nie poczuje się się rozczarowani.







W dalszych odcinkach serii Geraldine McEwan została zastąpiona przez Julie McKenzie. I ona również wykreowała zaskakujący portret panny Marple. W jej wykonaniu pani detektyw-amator jest uśmiechniętą starszą panią, gotową do niesienia pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Zachowuje się jak pełna godności i empatii dama, której nie wypada odmówić. Ale... nie wtedy, gdy jest zbyt natarczywa i konsekwentna w działaniu. Wydaje się, że jej panna Marple chętniej opiera się nie tylko na swoich obserwacjach, ale również na stosunkach społecznych innych znanych jej ludzi. Łatwiej też odnajduje się w sytuacjach "metafizycznych", niewytłumaczalnych na pierwszy rzut oka. Bardzo ją polubiłam i chyba na starość chciałabym mieć coś z jej charakteru. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie jest w pełni przekonywująca jako staruszka o lotnym umyśle.  Cóż, nie każdy musi tryskać elokwencją i udowadniać za wszelką cenę, że jest najmądrzejszy i najinteligentniejszy.





 A Wy którą pannę Marple lubicie?

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty