Księżniczce nie wypada! Kłopoty renesansowych władczyń.


Jeśli ktoś ma dzieci, to zapewne oglądał wraz  z pociechami "Meridę Waleczną". Pamiętacie tą scenę, w której królowa Eleonora poucza córkę, jaka powinna być królewna? 


Polskie królowe doby renesansu kilka razy musiały się zmagać z "duchem królowej Eleonory", która uważała, że władczyni powinna być perfekcyjna, zajmując tak wysoką pozycję w społeczeństwie. Tylko że w ówczesnej Polsce wzorzec władczyni tworzony był przez wielowiekową tradycję, męskie pragnienia i co tu ukrywać - szowinizm.  Nasi sarmaccy dziadowie z trudem dostrzegali, że "idzie nowe", a nowości dotyczą nie tylko religii, architektury, sztuki i literatury, ale podnoszą miejsce kobiety w społeczeństwie. Dla "panów braci" był to stan trudny do zaakceptowania, zatem wielokrotnie w XVI w. uprzykrzali życie swoim królowym.

KRÓLOWA ŻĄDNA WŁADZY
Największe kłopoty z poddanymi miała królowa Bona Sforza. Przez całe średniowiecze małżeństwa władców miały tylko dwa cele: przedłużenie dynastii i wzmocnienie sojuszy politycznych. Małżonki władców były zatem młode i co najwyżej pobożne. Ale we Włoszech, gdzie w XV i XVI wieku renesans kwitł w najlepsze, poczyniono wreszcie krok naprzód - uznano, że dzieci książąt, niezależnie od płci, powinny być dobrze wykształcone, aby w przyszłości dobrze kierować swoimi poddanymi. Władczynie we Włoszech nie są zahukanymi kurami domowymi, tylko świadomymi swoich zadań kobietami, uznawanymi za równe mężczyznom. Ich księstwa są małe, ludne, bogate, a w dodatku ciągle trapione wojnami wewnętrznymi i zewnętrznymi.

Księżniczka musi znać historię...

Mała Bona była wychowywana w zasadzie przez matkę, gdyż ojciec, nie w pełni sprawny umysłowo, zresztą zmarł kiedy miała 9 lat. Od najmłodszych lat poznaje klasyczną i współczesną literaturę, filozofię, uczy się muzyki i tańca, ale także matematyki, geografii i historii. Biegle włada łaciną. Zachęca się ją do studiów, kładąc nacisk na umiejętności potrzebne przyszłej władczyni. Przede wszystkim jednak wychowanie pod okiem matki w trudnych warunkach politycznych stanowi dla niej znakomitą szkołę zarządzania. Matka Izabella dzięki swoim talentom dyplomatycznym i licznym zabiegom wychodzi obronną ręką z burzliwych okoliczności utraty praw do księstwa Mediolanu, utraty wsparcia męskich członków rodziny i wojen toczących się na Półwyspie Apenińskim. Pozostaje jej tylko małe księstwo Bari, którym jednak zarządza bardzo sprawnie, odzyskuje pozycję jako księżna i gromadzi majątek, który pozwoli jej nieźle wyposażyć Bonę na przyszłość. Przodkinie Bony były kobietami nietuzinkowymi, aktywnie zaangażowanymi w politykę i gospodarkę, a żyjące krewne są również barwnymi postaciami swojej epoki - bliską ciotką jest np. Lukrecja Borgia.

...umieć kierować ludźmi...

Bona jedzie więc do Polski jako żona Zygmunta Starego, zaślubiona per procura, z wielkimi oczekiwaniami w stosunku do swojej przyszłej roli, ale także wyposażona w spory majątek i konkretne umiejętności. Szybko dostrzega, że mąż, starszy od niej dwukrotnie jest raczej słabym, zachowawczym politykiem. Drażni ją słaba administracja i przywileje mas szlacheckich. Z przerażeniem patrzy także na nadmierną hojność królewską, dzięki której skarb państwowy jest pusty, a dobra królewskie rozdane magnatom. Ugodowa polityka prowadzona wobec Habsburgów i Hohenzollernów wydaje jej się niekorzystna dla Polski, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Bierze się więc do działania i...trafia na opór. W Polsce nie jest przyjęte, aby królewska małżonka, ba, jakakolwiek małżonka, ośmielała się dyktować mężowi co ma robić. Wszak nawet sama Jadwiga Andegaweńska rządy powierzyła Jagielle, a sama spełniania się w praktykach religijnych. Rola kobiety według Polaków w małżeństwie ogranicza się do urodzenia i wychowania dzieci. Powstają więc pamflety na królową, w której zarzuca się jej skąpstwo, złe wychowywanie dzieci, wywieranie  złego wpływu na króla, a w końcu także trucicielstwo. Na wszystko nakłada się jej wybuchowy charakter, który daje się we znaki ludziom z jej najbliższego otoczenia.Kobiecie, a żonie w szczególności nie uchodzi... Bonie udaje się przeforsować niektóre zmiany np. obiór Zygmunta Augusta na króla za życia jego ojca, ale tak naprawdę ogromnym kosztem. Jest powszechnie nielubiana i zwalczana. Nasi rodacy nie pamiętają, że dzięki jej staraniom zostały umocnione miasta i założone nowe osady, postawione młyny, założone browary, tartaki.

Dopiero jako królowa-wdowa została doceniona na Mazowszu, które było przyznane jako oprawa wdowia. Nie-prawnikom wyjaśniam: panna młoda z domu otrzymywała posag, natomiast mąż odwdzięczał się jej wianem mniej więcej podobnej wartości, a obie sumy zabezpieczał na części swoich dóbr, które po jego śmierci stanowiły ową oprawę wdowią, który to majątek zabezpieczał byt kobiety. Jako wdowa mogła zarządzać nim sama i korzystać z niego do czasu powtórnego zamążpójścia. Polskie prawo nie było więc tak "zacofane", pozwalało dojrzałym kobietom na zdobycie pewnej samodzielności i stanowienie o sobie. Zatem Bona jako wdowa swobodnie gospodaruje na swoich włościach, skargi ustają, a Mazurzy doceniają jej gospodarskie podejście. I wdzięczni są za ożywienie w Warszawie. Ale Bona nie ma wtedy już żadnego wpływu na politykę państwową - syn odsuwa ją nawet od decyzji dotyczących małżeństwa młodszych sióstr.

... kochać rodzinę...

Bona nie chce czy nie umie ułożyć sobie stosunków rodzinnych. Może burzliwe dzieciństwo pokazało jej, że na mężczyznach nie można polegać, bo nawet najbliżsi czyhają na dobra krewnych (stryj ojca zagarnął jego księstwo mediolańskie pod pozorem opieki nad bratankiem) albo szybko umierają czy też tracą swoje ziemie. Przykład matki pokazał też, że kobieta może i powinna dać sobie radę sama. Może dlatego stosunki najlepiej jej się układały z najstarszą córka Izabellą, późniejszą nieszczęśliwą królową węgierską. Matka nie tylko ją bardzo kochała, dała wykształcenie godne króla, ale traktowała ją także jako partnera politycznego. I tutaj jednak zabrakło miejsca na sentymenty - wydała Izabellę za mąż za starca, bo tak było dla Polski korzystnie. Syna Zygmunta Augusta hołubi i pieści - ponad normę, jak zarzucają jej Polacy, wychowując go w "zniewieściałym" środowisku. Zygmunt jako dorosły mężczyzna odpłaca się jej jednak chłodem - może znudziła mu się rola synusia mamusi, a z czasem nawet nienawiścią, kiedy Bona nie akceptuje jego kontrowersyjnego związku z Barbarą Radziwiłłówną. O młodszych trzech córkach to już nie ma co mówić, królowa jest rozczarowana, że nie są synami i średnio interesuje się ich losem. Żywi, modnie ubiera, ale nie edukuje jakoś szczególnie pod kątem sprawowania rządów, ani nie myśli o tym, aby przy pomocy ich małżeństw zawrzeć dla Polski korzystne sojusze. Złośliwi mówią, że żal jej było dołożyć się do posagu dla niemłodych już panien.

... opłakiwać męża do śmierci...

Bona w końcu wyjeżdża z Polski, pozostawiając dwie najmłodsze: Annę i Katarzynę na łasce niezbyt czułego i hojnego brata, zupełnie przestając się o nie troszczyć. Chciała wrócić do miejsc, w których czuła się kochana, doceniana i podziwiana - ona i jej rodzina. Dla króla Zygmunta Augusta i polskich magnatów była to niemal zbrodnia - królowa powinna zostać na miejscu i umrzeć po cichu, zostawiając wielki spadek. Za złe więc mają jej wywiezienie majątku, choć na mocy ślubnej intercyzy miała do tego pełne prawo. Na koniec jeszcze drobne zwycięstwo obyczajów polskich nad włoskimi: Bona w młodości jest modnisią, nosi suknie z dekoltami i frywolne jak na polskie warunki nakrycia głowy, odsłaniające jej piękne blond włosy. Razi to polskich moralizatorów, przyzwyczajonych do tego, że mężatka po ślubie szczelnie okrywa głowę wielką chustą. Bona z czasem dopasowała się do tej mody, zakładając jak inne matrony biały rańtuch. A przecież nie była jeszcze taka stara...

Bona miała pecha trafić za wcześnie do tego bardzo tradycyjnego kraju, jakim była Polska. Gdyby zamieszkała w Anglii czy Francji, byłaby pewnie znakomitą władczynią. U nas mogłaby się sprawdzić w XVIII wieku i być godną przeciwniczką dla carycy Katarzyny. Zabrakło jej nieco wdzięku w ustawianiu mężczyzn, szczęśliwej ręki w doborze współpracowników i więcej serca dla najbliższej rodziny, która mogła stać się jej naturalnym zapleczem politycznym. Całe szczęście, że wiek XX pozwolił obumrzeć czarnej legendzie królowej. A ja ją prywatnie polubiłam, gdyż była świetna tancerką.

PIĘKNA ZDZIRA

O sile tradycji miała się także przekonać kolejna niezbyt szczęśliwa i nielubiana w Polsce królowa, Barbara Radziwiłłówna. Ta wielka miłość Zygmunta Augusta, ostatniego Jagiellona różniła się znacznie od swojej poprzedniczki Bony. Polityka jej nie interesowała, do spraw państwowych nigdy się nie mieszała. Pochodziła z Litwy - kraju połączonego unią personalną z Polską, której Zygmunt August był nominalnym Wielkim Księciem. Pochodziła z arystokratycznej spolonizowanej rodziny, która zapewniła jej niezłe jak na owe czasy wykształcenie, ale na pewno nie tak gruntowne jak w młodości otrzymała Bona. Barbara pięknie pisała po polsku, mogła się więc z królem porozumieć w znanym mu języku. Była jego rówieśnicą, miała niepospolitą urodę i nawet temperament podobny do królewskiego. Owdowiała przed spotkaniem z królem, jej mąż wojewoda Gasztołd zmarł naturalnie, więc formalnie żadnych przeszkód do zawarcia małżeństwa z Zygmuntem Augustem nie było, ale... 

Wątpliwa cnota

 W biografiach królowej wysuwa się przypuszczenia, że panna Radziwiłłówna już jako nastolatka prowadziła się dość lekko i dlatego nie chciał jej za żonę bajecznie bogaty książę Ilia Ostrogski. Wydano ją więc za mąż za dwukrotnie starszego od niej wojewodę Gasztołda. Barbara i Zygmunt poznali się w bardzo jednoznacznych okolicznościach - on miał niedoświadczoną, nieładną żonę, cierpiącą na epilepsję, od której uciekł aż na Litwę; ona była wesołą wdówką, przyjmującą gości także w swoim łożu. Litewskie damy słynęły z nieco luźniejszych niż w Polsce obyczajów, a Barbara od nich nie odstawała. Przyjaciele króla zawieźli go do majątku pani Gasztołdowej i... stało się. Młody król był wymagającym i wyrafinowanym kochankiem, wszyscy przypuszczali, że Barbara dostarczy mu odpowiednich wrażeń. Ale do tego jakże zmysłowego i banalnego w sumie romansu szybko wkradły się wzajemne uczucia. Obojgu chyba nie przeszkadzała bujna przeszłość każdego z nich. Ani Barbara ani Zygmunt nigdy nie podjęli żadnych akcji przeciwko szerzącym się plotkom o przedmałżeńskich romansach pani Gasztołdowej. Przypuszcza się, zatem, że pogłoski były prawdziwe lub przynajmniej nie zupełnie bezpodstawne. Romans trwał także po nagłej śmierci niekochanej królewskiej małżonki i wtedy otworzyły się nowe możliwości.

Rodzinny interes

I tutaj na scenę wchodzi rodzina Barbary - brat Mikołaj Radziwiłł Rudy i kuzyn Mikołaj Radziwiłł Czarny. Wietrzą sposób na podniesienie prestiżu własnego rodu przy pomocy kochliwej siostry. Przyłapali więc króla z Barbarą "in flagranti" i występując jako rodzinni obrońcy niewinności, nakłaniają króla do małżeństwa. Być może Zygmunt zdecydował się na ten krok w przekonaniu, że Barbara jest przy nadziei. Dla króla który miał przedłużyć ciągłość rodu byłby to ważny powód. A może rzeczywiście nie wyobrażał sobie bez niej życia? Barbara została więc morganatyczną żoną na trzy lata. Natomiast jako królewska żona  nigdy nie wykorzystała swojej pozycji, aby wymóc na Zygmuncie jakiekolwiek przywileje dla swojej rodziny. Na dobrą sprawę nie wspierała też nikogo innego, była jedynie śliczną młoda kobietą, zainteresowana mężem, modnymi strojami i klejnotami. Zygmunt dość szybko jednak uznał, że Radziwiłłowie są dobrymi poplecznikami i nadał im nowe godności i majątki. Wzbudziło to powszechną zawiść, gdyż rodzina Radziwiłłów cieszyła się zarówno na Litwie, jak i w Polsce wątpliwą sławą  awanturników.

Polska Anna Boleyn 

Kiedy młody król ujawnia wreszcie swój związek, rozpęta się prawdziwa burza. Ma przeciwko sobie rodziców, senat i szlachtę.  Zygmunt Stary, stojący nad grobem uważa to małżeństwo za niewłaściwe, a królowa Bona szaleje z wściekłości - właśnie planowała strategiczne z punktu widzenia polskich interesów politycznych małżeństwo z córką Albrechta Hohenzollerna. Senatorowie mają za złe Barbarze, że pochodzi z podobnego im rodu, który teraz zyska na znaczeniu i zapewne się wzbogaci. A wszyscy razem wysuwają przeciwko małżonce króla podstawowy zarzut: prowadzenie przed małżeństwem zbyt bujnego życia intymnego. Królowa ma mieć kryształowo czystą przeszłość i prowadzić się nienagannie. A w dodatku zadziałało tu pewne głęboko zakorzenione przekonanie, że królowi z własną metresą nie wypada się żenić. Zygmunt August pozostaje nieugięty - stanowczo odpiera ataki zarówno rodziny, jak i magnatów. Po śmierci ojca rządzi już samodzielnie i doprowadza w końcu do koronowania Barbary na królową. Ceną jest jednak dramatyczne pogorszenie się stosunków rodzinnych pomiędzy nim a uwielbiająca go matką i młodszymi siostrami, a z drugiej strony niebezpieczny upadek monarszego prestiżu w oczach poddanych.
Interesujące jest, że podobne kłopoty małżeńskie miał również Henryk VIII Tudor, który dla Anny Boleyn zerwał z Kościołem katolickim i rozwiódł się z żoną. Przeciwko Annie wysuwano podobne zarzuty - obawiano się wyniesienia Boleynów i Howardów, podkreślano niewłaściwość przedmałżenskiego związku, a na końcu przyprawiono jeszcze łatkę czarownicy.
 Barbara ustrzegła się wprawdzie posądzenia o czary, ale zawsze podkreślano, że w jej twarzy a zwłaszcza oczach "tkwił jakiś urok". Podobno zresztą Barbara  kontaktowała się z "czarownicami", aby doprowadzić do urodzenia upragnionego następcy tronu. Niestety królewskiej parze nie jest dane długo cieszyć się sobą, Barbara umiera po dwóch latach od koronacji, prawdopodobnie z powodu nowotworu. Wysuwano też przypuszczenia, że nowotwór mógł być efektem domorosłych prób poprawienia płodności królowej, niestety bezskutecznych. Król towarzyszy jej do ostatnich chwil, nie zważając na okropny zapach towarzyszący chorobie. Po jej śmierci konno eskortuje trumnę aż do Wilna, modląc się we wszystkich napotykanych kościołach. Do końca życia nie zdjął żałoby po Barbarze. W każdej następnej kochance szukał jej rysów.

Królewna powinna wstawać o świcie

Barbara była piękna kobietą i wiedziała, jak o swoją urodę dbać. Zażywała długich kąpieli, stosowała kosmetyki pielęgnacyjne i upiększające, posyłała nawet z Krakowa do Wilna po puder. Z prawdziwie wschodnim przepychem stroiła się w perły, które okalając jej twarz sprawiają, że wygląda jak egzotyczne bóstwo. Nosiła też piękne suknie, pasujące do jej urody. Tak "uzbrojona" stała się szalenie atrakcyjna zarówno dla króla, jak i dla tych poddanych, którym dane ją było widywać. Ale takie sesje pielęgnacyjne i codzienne ubieranie się pochłaniały sporo czasu. Panowie magnaci sarkali, gdy wraz z królem musieli czekać aż się jejmość królowa ubierze na mszę w kościele czy inna ważną lub mniej ważną uroczystość. Było dla nich nie do pomyślenia, aby kobieta pozwalała czekać mężczyźnie na siebie.

Renesansowy władca zaczynał dostrzegać nie tylko rację stanu, ale także próbował być po ludzku szczęśliwy. Signum temporis? Czy może edukacja prowadzi do tego, że człowiek coraz więcej zaczyna myśleć o spełnieniu własnych pragnień, odsuwając na plan dalszy interes zbiorowy. Z drugiej strony renesans to nadal czasy stosowania podwójnej moralności w stosunku do kobiet i mężczyzn. Panu wolno korzystać z uciech sypialnianych, kobiecie stanowczo nie. Być może najważniejszym powodem była chęć uniknięcia oczywistych skutków, czyli pojawienia się pozamałżeńskiego potomstwa, z którym nie zawsze wiadomo było co dalej zrobić, ale z drugiej strony dla ówczesnych Polaków kwestia reputacji kobiety była sprawą zasadniczą. Ciekawe co by powiedzieli nasi dziadowie, gdyby królowej Bonie udało się zrealizować plan wyswatania syna z francuską królewną Margot de Valoise, kolejną osławioną rozwiązłą pięknością.

PIAST W SPÓDNICY

Oj, nie miała szczęścia w życiu ostatnia z rodu Jagiellonów, królewna Anna. Nie to, żeby jakoś cierpiała nadzwyczajnie, ale można powiedzieć, że życie prześlizgnęło jej się między palcami. Trochę tak jak jej ojcu, Zygmuntowi Staremu, który dopiero w wieku trzydziestu lat związał się z kobietą, w wieku czterdziestu odziedziczył koronę królewską, a żenił się drugi raz mając lat pięćdziesiąt dwa. Ale w przypadku kobiety taka opieszałość była zgubna. Anna urodziła się jako młodsza siostra Zygmunta Augusta, a matka podobno była po raz kolejny bardzo rozczarowana tym , że urodziła dziewczynkę. Dynastii potrzebny był młody książę, który w razie potrzeby przedłużyłby ród i pozostawał "w zapasie" na wypadek śmierci Zygmunta Augusta  lub jego bezpłodności. Tymczasem urodziła się trzecia już z kolei dziewczynka (wkrótce miała przybyć jeszcze czwarta), a królowa Bona doprawdy nie wiedziała co z małymi księżniczkami zrobić.

Królewna drugiej kategorii



W przeciwieństwie do ulubienicy matki Izabelli oraz rozpieszczonego Zygmunta, królewna Anna była wychowywana nieco po macoszemu wraz z dwoma siostrami - Zofia i Katarzyną. Królewny mieszkają razem w osobnym skrzydle zamku wawelskiego i choć biorą udział we wszystkich ważniejszych uroczystościach państwowych, nie odgrywają większej roli na dworze zygmuntowskim. Są zawsze tak samo ubrane, modnie i kosztownie, ale stanowią tylko tło dla apodyktycznej matki - dosłownie, stojąc we trzy za jej krzesłem. Nie słychać, aby zapewniono im wykształcenie godne królowej, nie przydzielono osobnego dworu. Nie planuje się zawczasu małżeństw z wielkimi władcami - ewentualni kandydaci odrzucani są pod byle pozorem. Królowa Bona nie chce czy nie umie prowadzić szeroko zakrojonej polityki dynastycznej wzorem znienawidzonych Habsburgów, planuje tylko małżeństwo syna i najstarszej córki. Inna sprawa, że wszystkie Jagiellonki dzięki niefrasobliwości ojca mają haniebnie małe posagi w porównaniu do swej rangi i urodzenia - zaledwie około 30.000 talarów. Dla porównania królowa Bona dostała w posagu 200.000 talarów, a nie była to jeszcze suma odpowiednia dla królowej wielkiego kraju. Panny dorastają więc, stają się młodymi kobietami, a ich sytuacja osobista zupełnie nie ulega zmianie. Tyle tylko, że poróżniona z synem królowa zabiera je ze sobą do Warszawy, gdzie przebywać będą aż do bardzo spóźnionego zamążpójścia. 


Rodzinna brzydula

W rodzinie Jagiellonów księżniczka Izabella jest uważana za najinteligentniejszą - dzięki starannemu wykształceniu jest poliglotką i niezłym politykiem. Najmłodsza Katarzyna jest najładniejsza, a średnia Zofia zdobywa uznanie dzięki przystępności i otwartości. Tylko Annie nie przypisuje się żadnych zalet ciała czy ducha. Jest wprawdzie uzdolnioną hafciarką, ale o tym się nie mówi, w końcu to nic specjalnego w czasach, kiedy każda kobieta umiała szyć. Kiedy Bona budzi się z przysłowiową ręką w nocniku i dostrzega wreszcie, że przekwitające panny trzeba wydać za mąż, Anna nie jest pierwszą, o której myśli. Po starszeństwie wydają za mąż Zofię, ale jej wesele jest dość nieudane. Panna młoda ma już ponad trzydzieści lat, jej mąż jest starcem, Izabella wyrzeka się Węgier i wraca do Polski, a Zygmunt August z Boną patrzą na siebie wilkiem z powodu Barbary Radziwiłłówny. Wkrótce zresztą po weselu Zofii królowa Bona wyjeżdża do rodzinnego Bari, pozostawiając dwie królewny na łasce brata. Dla Anny nastają czasy marazmu. Wychowana na wesołym dworze w Krakowie, w Warszawie przebywa niemal jak na wygnaniu. Wprawdzie Warszawa i ogólnie Mazowsze bardzo zyskują na stałym pobycie królowej i jej córek, ten kobiecy dwór wieje jednak pustką i nudą. Król nie interesuje się podstarzałymi siostrami, nie zaprasza na bale i zabawy, zresztą pogrąża się w żałobie po zmarłej Barbarze. Nic dziwnego, że osamotnione królewny szukają pociechy w częstych praktykach religijnych. Prawdopodobnie czynią to z potrzeby serca, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że obie księżniczki w kościele mogły przynajmniej powspominać stare dobre czasy, kiedy otaczał je dostatek, piękne dzieła sztuki i wdzięczność ludzka, może w nim czują się potrzebne. Z drugiej strony królewna Anna mimo zarzucanej jej dewocji nigdy nie myślała o wstąpieniu do klasztoru, bardzo lubiła gwarny dwór i renesansowe zabawy. Tymczasem udaje jej się tylko zapewniać swoim dworzanom dobre jedzenie i liczne przysmaki, a sama dba jak może o zdrowie i urodę. Stara się modnie ubierać, zatrudnia nawet osobnych służących czuwających nad fryzurami i zabiegami upiększającymi. 
W końcu Katarzyna także doczekała się odpowiedniej propozycji małżeństwa ze strony następcy tronu Szwecji, ale tuż przed weselem zapada ciężko na zdrowiu. Anna może ją zastąpić, ale w geście siostrzanej solidarności decyduje się nie podkradać siostrze narzeczonego.  Na uroczystości weselne Anna szyje więc suknię z czerwonego jedwabiu, aby pokazać, że cieszy się szczęściem Katarzyny. Królewnie nie wypada biec przez płotki do ołtarza, musi skromnie twierdzić, że nie pragnie zmiany stanu cywilnego.Jednak po wyjeździe siostry zostaje zupełnie sama. Brat odsuwa ją stanowczo od siebie, gdyż zdewociała stara panna nie akceptuje jego trybu życia i licznych kochanek. Pamiętajmy jednak, że Anna żyje w czasach, w których zreformowane wyznania plenią się doskonale w tolerancyjnej Polsce i neofitów luteran kłuje w oczy zbyt częste chodzenie na msze, do katolickiego kościoła w dodatku! 

Podstarzała infantka

Sytuacja Anny zmienia się diametralnie, kiedy bezpotomnie umiera Zygmunt August i w Polsce nastaje chaos związany z pierwszym od wielu dziesięcioleci bezkrólewiem. Ba, w takiej sytuacji zupełnie nie wiadomo, kogo wybrać, komu zaproponować koronę polską. Niespodziewanie języczkiem uwagi staje się królewna Anna. Do magnatów dociera wreszcie, że jest ostatnią z rodu królewskiego i właściwie można to wykorzystać. A sama Anna dostrzega możliwość ułożenia sobie życia. Wprawdzie ma już ponad pięćdziesiąt lat, ale jest zadbana, w modnej sukni wygląda o dziesięć lat młodziej, może się pochwalić wspaniałą figurą. Królewski brat Henryk de Valoise obiecuje, że ją poślubi. Jest wprawdzie o połowę młodszy, przejawia skłonności homoseksualne, ale czegoż nie robi się dla tronu, choćby w tak odległym kulturowo od Francji kraju. Jak przyjechał, tak szybko wyjechał, trwoniąc królewski majątek, pozbawiając tytuł królewski resztek prestiżu i zostawiając niemłodą królewnę w rozpaczy. Anna stara się nosić głowę wysoko, ale boli ją myśl o tym, że młody człowiek udawał tylko zainteresowanie nią, aby zdobyć koronę. Frustruje ją też myśl, że ten interesujący młodzieniec lekką ręką wydawał sumy ze spadku po Zygmuncie, który stanowił jej jedyne zabezpieczenie na przyszłość. Podczas następnej elekcji stawia sprawę jasno - opowie się po stronie tego, który zaprowadzi ją do ołtarza. Panowie senatorowie rwą włosy z głowy - królewna jest już za stara, aby małżeństwo z nią zawarte przyniosło zwyczajowe korzyści - nadzieję potomstwa i ochronę przed cudzołóstwem, jak dosadnie powie jeden z biskupów. Z niesmakiem patrzy się na tą śmieszną starą królewnę, która tupiąc nóżką domaga się swojego księcia z bajki, przede wszystkim jednak dlatego, że Anna nie chce być bezwolnym narzędziem w rękach magnatów. Ale w końcu taki błędny książę się znajduje - siedmiogrodzki Stefan Batory, o dziesięć lat młodszy od infantki. Bynajmniej nie pragnie romantycznego związku, ale "Paryż wart jest mszy". Spełnia zatem małżeńskie obowiązki przez trzy noce po ślubie, a następnie.. ucieka na widok królowej idącej do małżeńskiej łożnicy. Magnaci kpią: "Anna chłopa dopadła i gębę wysoko nosi", ale królowa bardzo przeżywa odrzucenie przez męża. W tym czasie "w jej wieku" kobiecie nie wypada już myśleć o małżeństwie i jego uciechach. Ale dzięki małżeństwu królewna wreszcie może sama stanowić o sobie, umocnić pozycję społeczną. Jako mężatka może sobie pozwolić na znacznie więcej niż stara panna.

Król czy królowa

Oficjalnie Anna została koronowana na króla Polski, a małżonek został jej "przydany". Polscy panowie nie są jednak w stanie przełknąć rządów króla w spódnicy. W dodatku Batory ma ambicję pokazania się Polakom z dobrej strony jako silny i energiczny władca. Pomimo że nie obdarza Anny miłością, nie odmawia jej szacunku - wychodząc z sali podaje jej rękę i ceremonialnie wyprowadza. Panowie przytrzymują jednak Annę, rzucając na nią gromy, że ośmiela się iść obok króla. Miejsce kobiety w pochodzie, nawet koronowanej,  nosiło numer drugi, a może nawet i trzeci. Wzorem matki Jagiellonka zaczęła próbować swoich sił w polityce - ale to nie podobało się ani mężowi ani senatorom. Jej działania wyglądają jednak raczej na próbę uzyskania wyższej pozycji społecznej i odbicie sobie wielu lat, w których pozostawała w cieniu, niż na uzyskanie realnego wpływu na politykę wewnętrzną i zagraniczną Polski, ot takie starania o przyjmowanie posłów w pierwszej kolejności przed małżonkiem. Wreszcie dysponuje większym dochodem, który może przeznaczyć między innymi na powiększenie swojego dworu i przyjemne spędzanie czasu na zabawie. Po latach samotności spragniona jest towarzystwa i rozrywek z wczesnej młodości. Łączy w sobie cechy obojga rodziców - gospodarność i zapobiegliwość matki z hojnością ojca. Dlatego nie ogranicza się do organizacji balów wyłącznie, ale wykłada spore sumy na cele edukacyjne, kulturalne i publiczne. Wspomaga klejnotami Akademię Krakowską, funduje Kaplicę Zygmuntowską przy katedrze wawelskiej, finansuje budowę warszawskiego mostu na Wiśle, dokańcza przebudowę zamku w Ujazdowie, zakłada ogrody. I tak jak matka wspiera Mazowsze, powodując gospodarczy wzrost jego znaczenia. Jeszcze większe znaczenie zyskuje jako wdowa - może gospodarzyć całkowicie sama, korzystając z przyznanej jej oprawy wdowiej. Dzięki jej staraniom kolejne bezkrólewie zakończyło się szczęśliwie obiorem siostrzeńca, Zygmunta Wazy.

Awantury o spadek

Zygmunt August umierając zostawił po sobie spore dziedzictwo, opieczętowane w podziemiach pałacu w Knyszynie. W skład spadku wchodziły cenne arrasy i pokaźna kolekcja klejnotów. Ale chętnych do tych łakomych kąsków było bardzo wielu. Królewscy "przyjaciele" bez żenady obdarli zwłoki Zygmunta z noszonej biżuterii i cennych szat. A pozostali możni panowie uważali, że spadek po królu powinien stać się dziedzictwem narodowym (czytaj: przewędrować do prywatnych kieszeni), a nie zasilić kiesę pozostałych przy życiu trzech królewskich młodszych sióstr. Anna jest trochę nieporadna w tych staraniach o zabezpieczenie spadku po bracie, doprowadza tylko do zamknięcia skarbów w skrzyniach w podziemiach. Skarby jednak niszczeją, do sukni jeszcze po nieboszczce królowej Barbarze dobierają się myszy i majątek ruchomy traci na wartości. Kolejne sumy wydaje "na lumpkę" Henryk Walezy. Królewna Anna tylko zaciska bezsilnie pięści i zalewa się łzami. I po raz kolejny budzi niechęć magnatów - jak śmie walczyć o majątek!  Ale bez tego majątku byłaby całkowicie zdana na łaskę i niełaskę panów braci. W ostatecznym rozrachunku pod presją senatorów zrzeka się spadku po bracie w dniu ślubu ze Stefanem Batorym. Zabrakło jej energii, owszem, ale wyprzedziła o całą epokę niemal XVII niewiasty, które już bez żadnych zahamowań walczą o majątek własny i dzieci. Takie "wilczyce" nieźle radziły sobie zwłaszcza na Kresach Wschodnich, na spustoszonej kolejnymi najazdami tatarskimi Ukrainie, choć i w Polsce, pozbawionej skutecznej władzy egzekucyjnej osiągały dobre rezultaty. Anna została jednak postawiona pod ścianą, pozbawiona silnych zwolenników i żyjąca w czasach, gdy kobiety dopiero wychodziły powoli z cienia.

Dopiero koniec XX wieku i XXI wiek przyniósł zmianę obyczajów zwłaszcza w stosunku do osób 50+. Coraz rzadziej słyszymy że czegoś w pewnym wieku nie wypada. A pomimo to nawet dzisiaj pojawiają się głosy, że szaleństwem z jej strony było liczenie na małżeństwo w tak zaawansowanym wieku, że naraziła się wyłącznie na śmieszność. Chyba niesłusznie. Gdyby nie upierała się tak przy małżeństwie, pozostałaby zapewne do końca życia pogardzaną staruszką, o coraz bardziej ograniczonych dochodach, lekceważoną przez wszystkich. A tak przynajmniej ostatnie lata życia przeżyła w dostatku, ciesząc się nawet poważaniem. Zapewne nie była bardzo mądra ani utalentowana politycznie. Z drugiej strony w żaden sposób nie zadbano o jej wcześniejszy rozwój osobisty, zabezpieczenie perspektyw życiowych i wyposażenie w umiejętności, które ułatwiłyby jej życie jako infantce i królowej. Dobrze że znalazła w sobie tyle siły, aby zmienić coś w smutnym, szarym życiu, nawet mając już "zbyt wiele" lat. 

I taka jeszcze refleksja - portrety zamawia się w dobrych czasach, gdy postać na portrecie znajduje się u szczytu potęgi i powodzenia. Może dlatego Barbara portretowana jest nie jako nastolatka, ale w pełnym rozkwicie swojej kobiecości, zaś Bona i Anna przeważnie wtedy, kiedy ich młodość jest już za nimi, a pozycję zdobywają jako stare kobiety.

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty