Nieświęte prababki Jezusa

Niezależnie od tego czy jesteśmy religijni, pewnie uznamy że Jezus z Nazaretu był święty. Ale kiedy przyjrzymy się jego rodzinie! Królowie, zdrajcy, mordercy! Wśród szeregu męskich antenatów, mniej lub bardziej uczciwych w ewangeliach wymienianych jest zaledwie pięć kobiet, które były przodkiniami Jezusa. I zdecydowanie nie były to panie z kółka różańcowego!

Tamar -obraz ze szkoły Rembrandta
Najstarszą o której cokolwiek wiemy była Tamar - synowa Judy. To jeden z dwunastu synów Jakuba, którzy dali początek dwunastu pokoleniom Żydów. Obiecane jednak było, że w to właśnie w pokoleniu Judy pojawi się Mesjasz. Ale do tego potrzeba dzieci i wnuków. Juda miał trzech synów. Żeni swojego najstarszego, Erę z panną Tamar, ale syn szybko umiera, nie doczekawszy się potomstwa. Żydów obowiązuje prawo lewiratu - kolejny brat zmarłego ma obowiązek wziąć szwagierkę-wdowę za żonę, a pierwsze dziecko które narodzi się z takiego związku uważane jest za dziecko zmarłego. Tamar przypada więc "w spadku" Onanowi. Znany ten skądinąd pan nie wynalazł bynajmniej "onanizmu" (czyli po ludzku: masturbacji), ale stosunek przerywany. Dzieci jak nie było tak nie ma. Teść Juda wpada więc na pomysł, że "czarna wdowa" Tamar zaczeka, aż dorośnie jego najmłodszy syn Szela. Tamar nie chce czekać, a poza tym wie, że z tego związku raczej by nic nie wyszło. Podejmuje więc ryzyko - zamienia szaty wdowy na kuszący strój, okrywa twarz szczelnie welonem i siada przy drodze wiodącej do miasta. Gdy Juda przejeżdża tą drogą bierze ją za prostytutkę i chętnie korzysta z jej "usług", nie rozpoznając w niej synowej. Dobra, właściwie nie prostytutkę, tylko nierządnicę sakralną. W tych "przedpotopowych" czasach płatna miłość powiązana była ściśle z kultem płodności, w tych okolicach prawdopodobnie z kultem bogini Isztar i miała charakter religijny czy też rytualny. Prostytucja nie była więc zawodem w ścisłym słowa tego znaczeniu i nie była postrzegana jako coś bardzo nagannego. W każdym razie po upojnym tete-a-tete Juda obiecuje zapłacić nierozpoznanej synowej w naturze, przysyłając koźlę, ale Tamar wymaga, aby dał jej w zastaw znaki rodowe, m.in pierścień. Oczywiście nie czeka na przysłanie koźlęcia, tylko czym prędzej wraca do domu. Juda machnął ręka na stratę znaków rodowych. Przydały się jak znalazł, kiedy dowiedział się, że synowa jest w ciąży. Kobiety obowiązywały naprawdę surowe zasady, za pozamałżeński romans Tamar groziło spalenie  (tak, tak!). Ale dzięki pamiątkom od Judy mogła potwierdzić jego ojcostwo i uniknąć stosu. Juda miał wtedy powiedzieć: Ona jest sprawiedliwsza ode mnie, bo przecież nie chciałem jej dać Szeli, memu synowi! 

Rachab - obraz nieznanego autorstwa
Prawdziwą prostytutką była za to Rachab, mieszkanka Jerycha. A działo się to wszystko w czasach, kiedy Żydzi wracali do domu z niewoli egipskiej. Nie była to łatwa podróż, gdyż tak naprawdę musieli sobie na nowo zdobywać terytorium. Jozue, który wówczas im przywodził, wysłał do starożytnego, bogatego miasta Jerycha wywiadowców, aby zbadali ufortyfikowaną silnie osadę i ziemię wokół niej. Ci dość roztropnie udali się do domu miejscowej nierządnicy, u której goście nie byli niczym nadzwyczajnym Mieszkańcy Jerycha jednak rychło zorientowali się, że to szpiedzy. Rachab zawiera z Izraelitami układ - ocali ich i pomoże wydostać się z miasta, ale podczas szturmu na miasto uchronią ją i jej rodzinę przed skutkami wojny. Ale przede wszystkim deklaruje wiarę w Boga i cuda uczynione przez Niego podczas ucieczki Izraelitów z Egiptu. Ukrywa ich najpierw pod strzechą, potem spuszcza z okna w koszu za mury miejskie. Jozue dotrzymuje układu -  kiedy mury Jerycha runęły i rozpoczęła się rzeź, Rachab spuszcza z okna purpurowy sznur. To znak dla Izraelitów, aby oszczędzili mieszkańców domu. Ponieważ miasto ma zostać zburzone, rodzina Rachab jest z niego bezpiecznie wyprowadzona, a następnie pozwala jej się przyłączyć do zwycięzców. Znalazła u nich schronienie i zakorzeniła się na tyle, że jej potomkowie zostali uznani za "swoich". Praprawnuk został nawet królem, ale do tego dojdziemy.

Rut i Booz -  Louis Hersent
Szczęście do odważnej żony miał również niejaki Booz z Betlejem. Trafił na naprawdę dzielną kobietę, jaką była Rut, z pochodzenia Moabitkę, a więc pogankę w pojęciu Żydów, istotę bez wartości. Ale jej mąż poślubił ją, gdy opuścił ziemię Izraela z powodu wielkiego głodu. Niestety głód dosięgnął go nawet na obczyźnie i zmarł, zostawiając żonę i swoją matkę bez środków do życia. Noemi - teściowa, zbiera swoje synowe, Rut i Orpę i każe im wracać do rodzinnego domu. Według prawa zobowiązana jest do opieki nad nimi, a w dodatku ma zapewnić im ciągłość małżeństwa na podstawie prawa lewiratu, czyli z najbliższym męskim krewnym syna. Niestety jest tak biedna, że nie jest w stanie utrzymać dziewcząt. Orpa wraca do domu, ale Rut protestuje: Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Udają się więc obie do Betlejem, gdzie Rut pracuje na polu u bogatego gospodarza, aby wyżywić siebie i teściową. Gospodarzem jest właśnie Booz, spokrewniony ze zmarłym mężem Moabitki. Rut wpadła mu w oko, dlatego pozwala jej zbierać pozostawione kłosy, częstuje posiłkiem i zachęca do korzystania z opieki, jaką cieszą się jego służące. Noemi wpada na pomysł - kąpie i namaszcza synową wonnymi olejkami, każe pięknie się ubrać i iść w nocy do Booza. Rut zdaje się na jego łaskę i niełaskę. Booz okazuje się dżentelmenem - nie wykorzystuje sytuacji, ale reputacja Rut i tak legła w gruzach. Ponieważ Boozowi  Rut bardzo się podoba, postanawia doprowadzić do ślubu z nią. Oficjalne pierwszeństwo w związku z lewiratem ma jakiś bliższy krewny, Booz więc proponuje mu najpierw kupienie pola od Noemi. Zachłanny kuzyn się zgadza, ale kiedy Booz oznajmia, że to transakcja wiązana i musi także poślubić synową Noemi, kuzyn szybciutko wycofuje się z obietnicy. Nie ma zatem przeszkód, aby Rut i Booz mogli się pobrać. Ich wnukiem był Dawid, który został królem.


Batszeba w kąpieli-Julis Schnorr von Carolsfeld 
A oto żona króla Dawida, Batszeba, która wywołała kolejny skandal, tym razem na najwyższym szczeblu państwowym. Kiedy król Dawid ją poznał, był żoną Uriasza, cudzoziemskiego oficera w służbie królewskiej. A Dawid miał już ugruntowaną pozycję jako król, był ceniony przez poddanych, sławiony w pieśniach, bogaty, wszechwładny i...cóż, miał już wiele żon. Żeby nie było wątpliwości - równolegle. Harem pełen kobiet nie jest wymysłem tylko muzułmanów. Król zobaczył Batszebę w kąpieli z tarasu swojego pałacu i tak się zachwycił, że kazał ją sprowadzić do siebie. Batszeba nie opierała się jakoś szczególnie. W tym czasie była zresztą słomianą wdówką, gdyż szanowny małżonek był na wojnie. W tych czasach antykoncepcja nie była popularna, więc i na skutki romansu nie trzeba było długo czekać. Cudzołóstwo kobiety było u Żydów karane ukamienowaniem, więc Dawid aby ratować honor ukochanej szybciutko sprowadza Uriasza do domu. Ale dzielny wojak nie chce złamać kolejnej tradycji - podczas wojny żołnierzowi nie wolno było kochać się z własną żoną, a tym samym "zalegalizować" potomka Batszeby. Dawid posyła więc Uriasza znów na wojnę, przekazując także stosowną wiadomość jego dowódcy: ma posłać niewygodnego męża tam, gdzie bitwa będzie największa i nie zapewnić mu wsparcia. Uriasz oczywiście zginął, a Dawid po przepisowym okresie żałoby wziął Batszebę za żonę, która wkrótce urodziła syna. Ale cudzołóstwo i zabójstwo nie uchodzi nawet królom - prorok Natan palnął Dawidowi soczyste kazanie o zabieraniu biedakowi jego jedynej owcy i przepowiedział, że owoc zdrady małżeńskiej długo nie pożyje, co miało być karą za niewierność Dawida wobec Bożego prawa. Tak też się stało - nowo narodzony syn zmarł wkrótce. Jednak Batszeba - już jako oficjalna żona - urodziła Dawidowi kolejnego syna, Salomona. Zdobyła na tyle silną pozycję w mężowskim haremie, że doprowadziła do tego, że to właśnie jej syn, a nie żaden z pozostałych odziedziczył on tron po ojcu, pomimo że nie był jego pierworodnym. Salomon słynął z mądrości i pięknie zapisał się w ówczesnym społeczeństwie, odbudowując silna pozycję króla i przewracając temu tytułowi odpowiedni prestiż.


Zwiastowanie - Fra Angelico
I ostatnia kobieta wymieniona w genealogii - Miriam z Nazaretu, matka Jezusa. Chrześcijańska tradycja ukazuje ją w bardzo pięknym, czystym świetle. Niepokalane poczęcie, brzemienność za sprawą Ducha Świętego, wzruszające narodziny Jezusa w Betlejem. Na swój sposób jednak i ona mogła być szokującym zjawiskiem. Przede wszystkim prawdopodobnie była bardzo młoda jak na nasze standardy, tradycja mówi, że wyszła za mąż mając czternaście lat. Nic dziwnego w biblijnych czasach, ale dla nas oznacza to, że była nastoletnią matką. Co więcej, dziewczyną, która zaszła w ciążę przed oficjalnym zawarciem małżeństwa! W Ewangelii wg. św. Mateusza jest taki fragment który mówi o tym, że kiedy Józef dowiedział się, że narzeczona jest brzemienna, chciał ją zostawić. Św. Mateusz ujmuje to tak: "Mąż jej Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie". To zdanie staje się jasne dopiero w świetle pewnej szczególnej tradycji żydowskiej: oficjalnie małżonkowie mogli ze sobą żyć dopiero po uroczystościach weselnych. Nieoficjalnie zdarzało się, że już po zaręczynach narzeczony gościł w łożu przyszłej małżonki za cichą zgodą jej rodziców. Oczywiście, kiedy dziewczyna zachodziła w ciążę, wesele przyspieszano, choć sam okres narzeczeństwa nie był przesadnie długi. Józef u Marii nie bywał, skąd więc dziecko. Aby chronić dziewczynę, którą zapewne kochał, postanowił wziąć winę na siebie - udając przed obcymi, że to on jest ojcem dziecka, który jak ostatni drań bez powodu rzuca brzemienną narzeczoną w przeddzień ślubu. Może sądził, że Maria go zdradziła i pomimo że zdrady nie mógł wybaczyć, nie chciał się mścić na niej? Albo przypuszczał, że mogła być ofiarą gwałtu (nie zapominajmy, że wkrótce po Zwiastowaniu Miriam idzie samotnie pieszo przez góry do ciotki Eliszeby - w tych czasach to nie była w miarę bezpieczna podróż autostopem, tylko prawdziwa wyprawa, do której zbójcy i rozmaite męty społeczne były dołożone niemal w pakiecie) - i nie wyobrażał sobie, że będzie w stanie wychować jak własne cudze dziecko, choćby z ukochaną kobietą. Dopiero interwencja anielska przekonuje Józefa, że zarówno matka jak i Dziecko wymagają jego szczególnej opieki. I jeszcze coś szczególnego w tej rodzinie - według tradycji rzymskokatolickiej Miriam nie miała więcej dzieci. A dzieci były w tym czasie uznawane za oznakę szczególnego błogosławieństwa nad kobietą. Jestem więc niemal pewna, że nazaretańskie kumoszki nie raz wytykały ją palcami, fałszywie biadoląc nad faktem, że Jezus był jedynakiem .

Czy to tylko skandalizujące biblijne ploteczki sprzed wieków? Nie sądzę. Raczej znak, że w najgorszej sytuacji rodzinnej czy osobistej możemy dać z siebie coś dobrego. Coś, co pomimo, że będzie nie do końca przyjęte społecznie, będzie miało na celu uchronienie większego dobra. I owoce takiego postępowania wbrew wszelkim przewidywaniom mogą okazać się bardzo słodkie. To pocieszająca perspektywa, czyż nie?

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty