Suknia ślubna - młoda tradycja

źrodło:lovenotez.com
Wybieram się wkrótce na wesele do znajomych - ceremonia odbędzie się na zamku w Niepołomicach i będzie to ślub cywilny. Bardzo jestem ciekawa, jak całość będzie wyglądała. No i przede wszystkim w jakim stylu będzie utrzymana największa bohaterka wieczoru... suknia ślubna :) No co, kobietą jestem :) Kibicuję przyszłym małżonkom, ale fatałaszki to też ważny element rzeczywistości. Pan młody już zwierzał się, jakie to miał przeżycia z dopasowaniem garnituru. Przyszła małżonka ma pewnie większy orzech do zgryzienia.
Lubimy odwoływać się do tradycji, która obecnie w Polsce nakazuje ubierać pannie młodej długą białą suknię i welon w tym pięknym dniu. Taka suknia kosztuje często fortunę i bez przesady - jest najdroższą suknią w życiu kobiety. Większość sukni szyta jest w dodatku w stylu... no własnie "ślubnym", takiej sukienki raczej nie da się założyć już później na żadną okazję, gdyż będzie wyglądała po prostu śmiesznie. Czy rzeczywiście jednak jest to tak wielowiekowa, uświęcona przez pokolenia tradycja?

W innej niż biała nie wypada

Maria Stuart w żałobie
Gdybyście powiedzieli coś takiego prapraprababce od XVIII wieku wstecz, to by Was wyśmiała. Pierwszą skandalistką, która wystąpiła w białej sukni ślubnej była Maria Stuart, która wychodząc za mąż za Delfina Francji, ubrała się jakby była w ciężkiej żałobie. Biały kolor sukni poczytano za złą wróżbę i rzeczywiście, w niedługim czasie Franciszek de Valois zmarł, pozostawiając po sobie młodą wdówkę, która przez rok musiała pozostawać w odosobnieniu (na wypadek gdyby była w ciąży, aby wykluczyć prawdopodobieństwo, że dziecko innego ojca zostanie uznane za królewskiego pogrobowca), nosząc białe szaty własnie. Nazywano ten okres "biała żałobą". Niestety nie przetrwał wizerunek owej skandalizującej białej sukni ślubnej, ale zachował się portret Marii jako wdowy, w wielkim białym welonie.
Królowa Wiktoria w sukni ślubnej,
portret Winterhaltera

Trwała moda na białe suknie ślubne to zaledwie niecałe 200 lat tradycji, którą zapoczątkowała królowa Wiktoria, ubierając na swój ślub w 1840 roku właśnie białą suknię. Jej wizerunek obiegł świat, a później niejedna panna chciała się poczuć w swoim wielkim dniu jak księżniczka :) Swoją drogą również Wiktoria wyłamała się z tradycji, gdyż nie chciała robić ze ślubu wydarzenia o randze państwowej, zatem zbyt skromną jak na jej królewską pozycję suknią zamanifestowała prywatny charakter ceremonii. Oczywiście nie wszystkim się to spodobało, ale młoda królowa nie zważała na reakcje malkontentów. I tak naprawdę przez cały wiek XIX goście oczekujący na wejście panny młodej pozostawali w niepewności, jaki kolor będzie miała jej kreacja.


Izabela Lubomirska w stroju "ślubnym"

Podobno białe suknie ślubne pojawiały się i w końcówce XVIII wieku, ale raczej jako ewenement, niż reguła. Uważano wtedy, że np. kolor niebieski jest bardzo odpowiednim kolorem, takim kojarzącym się z Matką Boską (taką idealną suknię nosi na tym portrecie Izabela Lubomirska, choć portret wykonano kilka lat po jej ślubie). Suknie bogatych arystokratek przybierały też odcienie złota i srebra. W epoce regencji  (na początku XIX wieku) również noszono białe suknie do ślubu, ale nie wyłącznie. Biała suknia była uważana za bardzo elegancką, taki odpowiednik naszej małej czarnej, nic więc dziwnego, że kobiety chciały zaszaleć i sprawić sobie na wesele po prostu elegancką, modną suknię. W przeszłości nie stroniono od koloru czerwonego, a nawet czarnego. Starano się po prostu, aby suknia była piękna, podkreślająca urodę młodej panny, ale także manifestująca zasobność jej rodziny.


Potem się skróci i będzie służyć na imprezy 

Żurnal  z lat 50. XIX wieku
źródło: kajani.pl
Słyszałyście to pewnie nie raz, ale czy widziałyście rzeczywiście taką kreację? Ja tylko raz, a i to na imprezie, która była "poprawinami" dla znajomych, którzy nie zostali zaproszeni na wesele. Panna młoda z przeszłości raczej by sobie na takie marnotrawstwo nie pozwoliła. Suknia ślubna była jej najlepszą suknią, którą potem wkładała na ważne okazje. Można było założyć ją na bal, do opery, na imprezy rodzinne. Pomagało to, że suknia szyta była według modnych fasonów sukien balowych i wizytowych, a nie specjalnych ślubnych. Również wielu panien młodych nie było stać na suknię, która miałaby być użyta tylko raz. Uboższe dziewczyny wkładały wiec po prostu swoje najlepsze stroje, do których dobierały ślubne dodatki - welon i bukiet kwiatów. Albo szyły nową suknię w praktycznym kolorze - czarną, brązową, która potem służyła im przez długie lata. Nasze babcie, które brały ślub w czasie II wojny światowej posunęły się jeszcze dalej - szyły białe kreacje ze sztucznego jedwabiu (zdarzało się, że spadochronów), a po ślubie farbowały je na inne praktyczne kolory.  U mnie w domu też myślano w ten sposób - sukienka ślubna mamy z lat 80. posłużyła za spód do sukni jej siostry, a potem została przerobiona na sukienkę komunijną dla mnie. Z welonu uszyta została kapa do przykrycia dziecka podczas chrztu. Kwiatowy stroik do włosów został wykorzystany przez trzy panny młode z rodziny, a potem przerobili mi go również na wianek komunijny. Nic się nie marnowało, a stroje i dodatki pomogły stworzyć niepowtarzalne kreacje dla następnych osób.

Bo jest tylko pięć odpowiednich modeli sukien ślubnych

Teodora Matejko w sukni ślubnej
O tak, w salonach mody ślubnej na pewno! I chyba dzięki temu mamy na naszych weselach taką "urawniłowkę" - panny wyglądają niemal identycznie, różnią się tylko drugorzędnymi detalami sukni. Można powiedzieć, że dzisiejsze panny młode zupełnie wyzbyły się fantazji. Ich rówieśnice w XIX wieku wykorzystywały swoje wesele jako manifestację uczuć patriotycznych i... wkładały polski strój narodowy. Pierwszą znaną z tego panną młodą była Jadwiga Sanguszkówna, siostra słynnej z urody Heleny Sanguszko. Również Jan Matejko zaprojektował swojej przyszłej żonie damski kontusik według wzorów polskich. Niepowtarzalność sukni ślubnych gwarantowało także to, że były szyte na indywidualne zamówienie panien młodych, które mogły zażyczyć sobie stroju jak z żurnala, ale mogły też pokombinować i dorzucić coś od siebie do projektu.

Welon z innej bajki

XIX wieczna wiejska para młoda
 W polskiej tradycji welon to rzecz zdecydowanie późna i importowana, podobnie jak współcześnie niebieska podwiązka. Długo, zwłaszcza na wsi, utrzymywało się przekonanie, że pannie młodej przystoi noszenie wianka, przybierającego czasem formę okazałej ślubnej korony z kwiatów. Wianek wito także z zielonych roślin - mirtu, ruty i rozmarynu, które były dostępne przez cały rok w doniczkach i też były powiązane symbolicznie z czystością panny młodej i gotowością do zamęścia. Dopiero w trakcie wesela, podczas oczepin zamieniano wianek na biały czepiec, który symbolizował przejście ze stanu wolnego do grona mężatek, a w dosłownym znaczeniu symbolizował przemianę dziewictwa w kobiecość. Dlatego dziewczyna, która miała już za sobą miłosne przygody, zakładała albo wieniec ze słomy albo ograniczała się do wpięcia we włosy bukiecika zielonej ruty, dając wiejskim kumoszkom powód do plotek. Jednak nawet w mieście dziewczyny w XIX wieku zakładały do ślubu wianki, często zrobione z woskowych kwiatów pomarańczy. 

Cesarzowa Józefina,
portret Grosa
Skąd więc ten nieszczęsny welon? Prawdopodobnie jeszcze z czasów starożytnych - kolorowy welon (flammeum) dla ochrony przed złymi mocami zakładała każda rzymska panna młoda. W średniowieczu biały materiał, czy to w postaci zawiązanej chusty czy luźnej nałęczki był normalnym, codziennym nakryciem głowy i tylko bardzo młode dziewczęta nosiły odsłonięte włosy. Ślub w tamtych czasach po raz pierwszy predestynował dziewczynę do noszenia takiego nakrycia głowy. Ale nie myślano o welonie jako typowym symbolu panny młodej, tylko mężatki, co utrzymało się przez wiele stuleci. Ciekawostką pozostaje fakt, że w XIX wieku zamężne kobiety nadal uważały za stosowne przykrywać na co dzień czepeczkiem lub rodzajem zasłony przynajmniej część włosów. Dopiero w okresie porewolucyjnym, napoleońskim (w Anglii nazywanym regencyjnym) kobiety do stylizowanych na antyczne kreacji nosiły cieniutkie szale, które można było założyć także na głowę. Tradycja chyba się spodobała i welon stał się powoli symbolem panny młodej.  

Portret królowej Wiktorii w ślubnym stroju
Taki welon można było dopiąć do kapelusza-budki lub czepka albo zestawić z wiankiem, jak zrobiła to królowa Wiktoria.  Z czasem welon wyemancypował się i zaczął występować jako samodzielne nakrycie głowy. Ba, zaczął być utożsamiany z symbolem dziewictwa, zatem krzywo patrzono na dziewczyny o kiepskiej reputacji, przywdziewające taką ozdobę. Kiedy panny nie było stać na specjalną suknię ślubną, welon stał się też wygodnym dodatkiem, decydującym o weselnym charakterze kreacji. Poza tym, w przeciwieństwie do sukni, był ozdobą, która świetnie nadawała się do przekazywania z matki na córkę. Podobno welon szczęśliwej mężatki miał przynieść dobrą wróżbę jego następnej właścicielce. Nikt jednak nie kazał dziewczynom łapać welonu w locie, ale mama, babcia czy przyjaciółka dawała osobiście taki starannie przechowany welon następnej pannie młodej.

Wielkie oczekiwanie

Czekam więc z nadzieją, że moda weselna nieco się odmieni i panny młode będą podchodzić do ołtarza albo do urzędnika ubrane, a nie przebrane, pokazując swoją osobowość i kulturę, w której wyrosły. Każdej pannie młodej życzę, aby w tym szczególnym dniu była sobą, a nie udawała księżniczki, czy kogoś innego, kim nie jest. Aby nie wyliczała pod nosem anglosaskiego "Something old, something new, something borrrowed, something blue", tylko zapytała rodziców, dziadków, jakie były zwyczaje za ich czasów. Może coś ją zainspiruje na własnym weselu?

Komentarze

  1. Świetny wpis - dzięki za taką garść fascynujących informacji :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty