Jak pachniało średniowiecze


Miniatura  (XIV w) z Tacuinum Sanitatis,
napisanego w XI wieku poradnika
dotyczącego zdrowego stylu życia
Gdybyśmy mogli przenieść się w czasie o 1000 albo choćby i 500 lat wstecz, jedną z pierwszych rzeczy, którą poczulibyśmy byłby... właśnie zapach.Wszystko pachniało inaczej - powietrze, woda, ludzie, domy w których mieszkali. Jednego możemy być pewni - europejskie średniowiecze nie było bynajmniej epoką Wielkiego Powszechnego Smrodu, jak uczono nas na lekcjach historii. Ludzie lubili się myć i starali się to robić tak często, jak tylko możliwe. Nawet ubodzy ludzie mogli korzystać z kąpieli w licznych łaźniach miejskich, a nie mycie się uchodziło za szczególne udręczenie ciała i rodzaj ascezy, która nie była polecana wszystkim. 
Z drugiej strony nawet ludzi bogatych otaczały liczne zapachy naturalne, które nie były szczególnie miłe - dym z ogniska otwartych palenisk, zwierząt hodowlanych, koni, odchodów ludzkich i zwierzęcych, świec łojowych, a nawet wszędobylskiego błota i stojącej wody w fosach zamkowych. Dość oczywistym był więc fakt, że szukali pięknego zapachu, który pozwoliłby im nieco poprawić jakość olofaktorycznych doznań. Dla najbiedniejszych ludzi takim czarownym zapachem z pewnością musiał być aromat kadzidła na niedzielnej mszy, jednak i oni na co dzień pozwolić sobie mogli na zbieranie dziko rosnących ziół, które rozrzucano na klepisku w izbach (np. tataraku, mięty, macierzanki) i którymi przekładano odzież, przechowywaną wówczas w skrzyniach. Bogatsi mogli pozwolić sobie na więcej.

Woda różana

Tacuinum Sanitatis 

To bardzo uniwersalne pachnidło, popularne wśród starożytnych Rzymian, nie zaginęło na kartach historii, tylko nadal służyło najbogatszym ludziom na co dzień. Można ją było dodać do kąpieli, natrzeć ciało, dodać do potraw, ale najczęściej chyba była używana do mycia rąk. Ponieważ w średniowieczu potrawy spożywano albo przy pomocy łyżki albo bezpośrednio palcami, zatem przed i po posiłku starano się opłukać przynajmniej końce palców. Możnowładcy stosowali do tego celu właśnie wodę różaną. Najprawdopodobniej była to woda różana w postaci maceratu lub naparu.

Jak domowym sposobem zrobić wodę różaną? 

W wczesnym średniowieczu była to jedyna dostępna w Europie metoda, ale Arabowie i Persowie wkrótce opracowali nowa metodę uzyskiwania zapachu.  W IX wieku arabski alchemik Al-Kindi, znany w Europie pod imieniem Alkindusa opublikował dzieło o destylacji, a X. wieczny perski alchemik Ibn Sina, znany jako Avicenna eksperymentując z płatkami róż uzyskał pierwszy opisany olejek różany w procesie mokrej destylacji parowej, stosowanej do dzisiaj. Produktem ubocznym destylacji był hydrolat - woda zawierająca niewielkie ilości olejku o pięknym zapachu. Niewykluczone więc, że na Bliskim Wschodzie od tego czasu pod pojęciem "woda różana" rozumiano hydrolat właśnie. W epoce wypraw krzyżowych, to jest w XII wieku, powracający do domu krzyżowcy przywozili ze sobą wschodnie pachnidła. Woda różana w postaci hydrolatu mogła znaleźć się wśród nich. Myślę jednak, że domowe maceraty i napary nadal pozostawały w użyciu.


Florenckie ziele Marii Panny i irysy


W Europie historia perfumiarstwa zaczęła się w klasztorach, gdzie mnisi eksperymentowali z pachnącymi roślinami, zebranymi we własnych herbariach. Już Karol Wielki nakazał mnichom uprawiać w ogrodach rośliny lecznicze, które mieli wykorzystywać do sporządzania leków dla wspólnoty zakonnej, ale również dla okolicznych mieszkańców. Wśród nich były też oczywiście rośliny aromatyczne, a mnisi traktowali zapach jako uzupełnienie kuracji, doceniając m.in. właściwości uspokajające i antyseptyczne ziółek. Najstarsze receptury na europejskie perfumy zostały zanotowane  w 1221 roku  w klasztorze florenckim przy kościele Santa Maria delle Vigne (obecnie Santa Maria Novella). Uczciwie mówiąc jeszcze nie wiem, na czym bazowały przepisy - czy były to hydrolaty, maceraty, czy nalewki, ale ciekawy jest fakt, że przy klasztorze do dzisiejszego dnia działa apteka-perfumeria, gdzie można nabyć także kosmetyki według starych receptur (ok, XVII wiecznych). 

Tanacetum balsamica
Wśród kompozycji zapachowych uwagę zwraca "Acqua di erba di Santa Maria" - woda z ziela Panny Marii, czyli ze złocienia balsamicznego (inne nazwy to bełżyna balsamiczna, wrotycz szerokolistny, bot. Tanacetum balsamica), zwanego także "biblijnym zielem". Ze względu na miły i trwały zapach rośliny wkładano pomiędzy karty modlitewników, aby nie usnąć podczas przydługich kazań :) Pachnącymi częściami są kwiaty i liście o aromacie przypominającym nieco miętę i eukaliptus. Wśród rozmaitych zalet ziela uwagę zwraca przede wszystkim możliwość zastosowania go do leczenia oparzeń, pielęgnacji skóry i włosów oraz odstraszania owadów. Woda byłaby zatem środkiem odświeżającym i łagodzącym podrażnienia skóry.

Iris florentina
Inną ciekawą kompozycją zapachową dostępną w klasztornej perfumerii jest "Acqua di maggio" - woda majowa, zawierająca nuty zapachowe irysa, żarnowca i róży. Najciekawsza rośliną z tego zestawienia jest irys. W perfumiarstwie używana jest biało kwitnąca odmiana Iris florentina, czyli kosaciec florencki, ale to nie kwiaty pięknie pachną. Przy wydobyciu zapachu z tej rośliny trzeba się nieźle napracować. Zbiera się kłącza z 3-letnich roślin, rozdrabnia i suszy przez kolejne 3 do 5 lat, podczas których nabiera on miłego fiołkowego zapachu. Zapach bardzo dobrze komponuje się z różą i jaśminem. 



Herb Florencji, pierwotnie przedstawiał
białego irysa w czerwonym polu.
Irysy były uprawiane w klasztornych ogrodach, a we Florencji cieszyły się tak wielkim uznaniem, że kwiat irysa został odwzorowany w herbie miasta. To nie przypadek zatem, że mnisi sięgali po ten zapach. Użycie korzenia irysa do perfumowania pranej bielizny wspominane jest już w poemacie "Hortulus" z IX wieku - wtedy zapewne gotowano płótno w wywarze z pachnących korzeni. Suszone korzenie są też składnikiem potpourri - korzeń można było zatem rozsypać na podłodze, aby zapach uwalniał się podczas chodzenia. Ale w perfumiarstwie zapach irysów pozyskuje się przez destylację wodną kłączy, uzyskując "masło irysowe", tłustą pachnącą substancję, będącą półproduktem do dalszej obróbki.Obecnie takie masło rozpuszcza się w alkoholu, dzięki czemu może być długo przechowywane. A jak mogli stosować go mnisi? Może używali wyłącznie wywaru, który można było dodać także do kąpieli. Być może próbowali już destylacji, uzyskując zarówno pachnący hydrolat, jak i masło irysowe, które mogło być mieszane np. z oliwą i używane do nacierania ciała. W końcu perfumy w kremie to specjalność epoki przed-spirytusowej.

  Jak przyrządzić perfumy w kremie

L'eau de la Reine d'Hongrie  pachnąca rozmarynem


Królowa Elżbieta Łokietkówna z dziećmi
Dobre perfumy powinny mieć swoją legendę, która otula je jak mgiełka luksusu i czegoś nieuchwytnie atrakcyjnego, często bardziej niż sam zapach. Legenda głosi, że ok. 1370 roku niemłoda już królowa Węgier, Elżbieta Łokietkówna otrzymała w prezencie od mnicha-pustelnika (albo nadwornego alchemika) przepis na cudowny specyfik, który miał przywrócić jej młodość i sprawność skręconego reumatyzmem ciała. Królowa Elżbieta po zastosowaniu kuracji polegającej na nacieraniu pachnącym alkoholem (i popijaniu ziołowej wódeczki) odczuła zdecydowaną ulgę w zreumatyzowanych stawach i na stare lata zaczęła czarować kandydatów do jej ręki młodą, ujędrnioną skórą.

Specyfik bazował na rozmarynie i być może tymianku albo lawendzie. Czym był? Na pewno pierwszym opisanym pachnidłem bazującym na alkoholu, ale jak wyglądał proces produkcji? Czy była to nalewka ziołowa zrobiona na sprowadzanym z Konstantynopola spirytusie czy alkoholowy roztwór wydestylowanych olejków eterycznych? Na dobrą sprawę obie opcje są prawdopodobne. 
Rozmaryn lekarski
Ta pachnąca wódka była modna przez kolejne 400 lat i wzbogacana kolejnymi składnikami: lawendą, miętą, szałwią, majerankiem, olejkiem kostusowym z rośliny Saussurea lappa, kwiatem pomarańczy i skórką cytrynową. Podstawą jednak zawsze był rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis), pochodzący z basenu Morza Śródziemnego. Działa przeciwbólowo,  rozgrzewa i pobudza krążenie. Nawet dzisiaj znajduje więc zastosowanie w leczeniu bólu głowy, reumatyzmu, bólów mięśniowych, a także w kosmetykach przeciwzmarszczkowych i pobudzających wzrost włosów. 

Garofilium Silvestre Caprese - bukiet kwiatów cypryjskich


Królowa Neapolu Joanna d'Anjou
Zupełnie bajkowa jest historia związana z wynalezieniem kwiatowych perfum w klasztorze mnichów kartuzów na Cyprze. W 1380 roku spodziewali się wizyty królowej Neapolu i Sycylii, Joanny d'Anjou, synowej znanej nam już Elżbiety Łokietkówny. Joanna była już starą kobietą, ale pełną temperamentu i nadal mającą wielki apetyt na życie. Miała już czwartego męża, za sobą kilka romansów i opinię kobiety złego prowadzenia się. Ale opat kartuzów postanowił podjąć ze wszystkimi należnymi honorami swojego królewskiego gościa i umieścił w jej pokoju bukiet polnych kwiatów, zebranych na cypryjskich łąkach.Wody w wazonie nie zmieniano przez trzy dni, a kiedy królowa wyjechała, mnisi zauważyli, że woda spod kwiatków nabrała bardzo przyjemnego zapachu. Klasztorny alchemik rozszyfrował skład powstałego zapachu i tak narodziły się perfumy"Garofilium Silvestre Caprese"


W herbie perfumerii Carthusia
umieszczono Meluzynę
Na dobra sprawę przestała woda spod kwiatków może jedynie śmierdzieć :) Bardziej prawdopodobne byłoby zatem, gdyby w wodzie moczyły się płatki kwiatów, zmieniane codziennie, przez co powstałby macerat - zimny wyciąg z delikatnych roślin.
Z recepturą zapewne eksperymentowano, a zapiski przechowano na tyle starannie, że pozwoliły one mnichom odtworzyć zapach w 1948 roku i otworzyć własną perfumerię Carthusię. W perfumach odtworzonych w 1948 roku, zwanych dziś "Fiori di Capri" w nutach zapachowych pojawia się także dąb. Może bukiet wzbogacony był gałązkami dębu, które przedłużyły nieco świeżość kompozycji kwiatowej i nie pozwoliły mu zwiędnąć zbyt szybko. 
Dzisiaj już raczej nie odtworzymy pełnego składu bukietu dla królowej Joanny - na Cyprze rośnie 1907 gatunków kwiatów, w tym 141 gatunków endemicznych, nie spotykanych w innych miejscach. Jeżeli  królowa Joanna złożyła wizytę  na wyspie w kwietniu, wybór dziko rosnących roślin był imponujący: cyklameny, storczyki, krokusy, hiacynty, tulipany, narcyzy, zawilce, konwalie, goździki, szałwia, maki, jaskry,lepiężnik, salsefia, zatrwian, uff..... Nie podejmuję się nawet opisywania ich wszystkich. Na dobrą sprawę można więc uznać, że były to pierwsze złożone, wieloskładnikowe perfumy, które dzisiaj znamy, tylko w bardzo lekkiej formie.


Jak widać, średniowiecze doceniało zapachy typowo ziołowe, nawet ostre, nie gardząc przy tym zapachami kwiatowymi. W większości były to jednak nieskomplikowane połączenia i zapachy pojedynczych roślin. Średniowiecze to z całą pewnością okres eksperymentów, prowadzonych w zaciszu klasztornych laboratoriów, z szerokim wykorzystaniem roślin uprawianych w przyklasztornych ogrodach. Z jednej strony eksperymenty podporządkowane były rozwojowi nauki, z drugiej poszukiwaniu nowych środków leczniczych i utrzymujących ciało i ducha w zdrowiu. Ale już możemy dostrzec początki prawdziwej sztuki perfumeryjnej i tworzenia zapachu "skrojonego na miarę", tworzonego dla silnych, pewnych siebie kobiet, zwłaszcza w XII i XIV wieku, w których kobiety zdobywały pewną samodzielność, władzę i nie wahały się poświęcać więcej czasu pielęgnowaniu swojej urody. Najwyższy czas zatem zrewidować nasze przekonania o brudnych i śmierdzących średniowiecznych dzikusach.

Komentarze

  1. Super temat, z jakiej literatury masz takie informację :D bo chętnie zobaczę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w tym wypadku są to tylko strony internetowe, bardzo mozolnie poszukiwane, dlatego też przepisy o historii perfumiarstwa pojawiają się u mnie stosunkowo rzadko. Przy tym zaglądam także na strony historyczne, botaniczne etc. Zwykle czasem natrafiam na jakąś perełkę - jak tą o perfumach Carthusii - i wtedy zgłębiam temat. Na szczęście nie muszę z bloga robić pracy naukowej :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty