Maseczka na skórę głowy

źr. styl.fm
Przeglądając wpisy blogerek od czasu do czasu znajduję posty dotyczące pielęgnacji samej skóry głowy. Dziewczyny na szczęście zauważyły, że nakładanie odżywek "od ucha w dół", a do tego traktowanie skóry głowy tonikami na bazie alkoholu może doprowadzić do jej wysuszenia, a w konsekwencji łupieżu, podrażnień, gorszego przyrostu i wypadania włosów. Na dobrą sprawę jest to logiczne - skóra głowy, pomimo że często jest przetłuszczona, nie jest przez to lepiej nawilżona niż np. skóra twarzy.  Zainspirowana zatem wczorajszą wyprawą do sklepu kosmetycznego, gdzie znalazłam gotową maseczkę z glinką do przetłuszczającej się skóry głowy, postanowiłam nie przepłacać, tylko ukręcić własną, bo wszystkie składniki miałam w domu.

Borykam się teraz z różnymi skórnymi przypadłościami, zatem w masce musiały się znaleźć składniki zarówno antygrzybicze, pobudzające krążenie krwi, jak i ograniczające wydzielanie sebum.W mieszance wylądowały więc:
  • różowa glinka - jako  środek ograniczający produkcję łoju. Zielona byłaby zapewne lepsza, ale warto zużyć najpierw domowe zapasy.
  • sproszkowany cynamon - antybakteryjny i antygrzybiczy, poprawiający krążenie krwi i ograniczający wypadanie włosów. Sproszkowany nie podrażniał skóry w ogóle, w przeciwieństwie do olejku cynamonowego.
  • sproszkowany żeń-szeń - również na poprawę krążenia krwi, co w rezultacie powinno wzmocnić cebulki.
  • spirulina - na detoksykację i odżywienie cebulek.
  • olej lniany - łagodzi objawy chorób skórnych i reguluje wydzielanie sebum, a równocześnie utrzymuje barierę lipidową skóry.
  • maska Naturvital - tak naprawdę dla poprawy konsystencji, bo mi się za dużo oleju chlapnęło, ale w związku z dużą zawartością soku aloesowego jest niezłym humektantem. Moje włosy zimą nie przepadają za nią, a do skóry jest całkiem niezła, w każdym razie nie nasila mi wypadania włosów, jak się niektórym kosmetykom zdarzyło.

Całość miała konsystencję gęstej śmietany, łatwo się nakładała pędzelkiem na suche, nieumyte włosy przy ich nasadzie. Maseczka powodowała lekkie mrowienie skory, ale nie było to nieprzyjemne, a nawet miało się wrażenie, że przez to działa.Potrzymałam z godzinę, włosy normalnie umyłam, choć trzeba to było zrobić bardzo dokładnie. 

Rezultaty są obiecujące, choć na pełny obraz, zwłaszcza pod kątem odżywienia cebulek trzeba będzie jeszcze poczekać. Włosy u nasady są lekko spuszone, ale w granicach normy. Mam wrażenie nawodnienia, a nie natłuszczenia skóry. Na pewno skóra mniej swędzi i nie porasta łupieżem. Wstępny test zaliczam zatem do udanych.

Ponieważ żeń-szenia mam mało, zapewne jego miejsce zajmie sproszkowana kawa, mam nadzieję, że zawarta w niej kofeina też pobudzi krążenie. Być może spróbuję kiedyś dodać olejku cynamonowego, ale zdaję sobie sprawę, że ma działanie drażniące, nawet w niewielkiej ilości. Jeśli jednak pomoże na moje skórne przypadłości, to wytrzymam i to :)


Komentarze

  1. Ja często nakładam maski od ucha w dół, bo mój skalp niestety nie wytrzymałby takiej ilości produktów (olej lub maska przed mycie, potem szampon, potem znów maska/odżywka) ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja różnie - zwykle testuje najpierw maskę, czy nadaje się również do skóry. Jeśli obciąża włosy lub nasila ich wypadanie, nakładam tylko na długość włosów. Ale skóra głowy też ma swoje potrzeby i niniejszym staram się je zaspokoić. Cóż, pewnie u każdego indywidualnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi fajnie - będę musiała wypróbować :)
    W temacie mrowienia bym obstawiała cynamon, do działania antyłupieżowego bym dodała kilka kropli olejku eterycznego z drzewa herbacianego - podobno świetnie działa, niestety nie mogę potwierdzić z doświadczenia, bo szczęśliwie łupieżu nigdy nie miałam.

    pozdrowienia
    Kaila

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty