Sylfida- dwa wesela i pogrzeb

Romantyczny balet-pantomima w II aktach

Akt I - rok 1832

W Paryżu wybuchło krótkotrwałe powstanie republikanów, które opisuje potem Wiktor Hugo w "Nędznikach", Honore de Balzac w "Straconych złudzeniach", Stendhal w "Lucjanie Leuwenie". Królestwo Polskie traci odrębność państwową, zamknięty zostaje Uniwersytet Warszawski. Papież potępia uczestników polskiego powstania listopadowego. Do grona emigrantów polskich dołącza Juliusz Słowacki. W Będzinie otwarta zostaje kopalnia "Ksawery" i rozpoczyna się odbudowa zrujnowanego zamku...
Marie Taglioni w roli Sylfidy

Tymczasem 12 marca tego roku w Académie Royale de Musique w Paryżu ma miejsce premiera rewolucyjnego w swoim wyrazie baletu-pantomimy "La Sylphide". Potrzeba było do tego kooperacji kilku zdeterminowanych i uzdolnionych ludzi - pomysł libretta wyszedł od tancerza Adolphe Nourrit'a, który inspirował się luźno opowiadaniem Charlesa Nodiera "Chochlik z Argylle"  (Trilby ou le Lutin d'Argail ) o duszku, który nawiedzał żony szkockich rybaków, pod nieobecność mężów; genialny choreograf, Filippo Taglioni z myślą o swojej uzdolnionej córce stworzył zupełnie nowy rodzaj tańca; a boska Marie Taglioni po raz pierwszy w historii baletu ubrała baletki z usztywnianym czubkiem, tak aby móc zatańczyć na palcach. Razem stworzyli prostą w gruncie rzeczy, ale przejmująca historię uwiedzenia młodego szkockiego lorda w przeddzień jego wesela przez eteryczną sylfidę, leśnego duszka, który widoczny był tylko dla  tych, którym chciał się objawić.

Paryscy baletomani oszaleli ze szczęścia. Przedstawiono tak modny wówczas wątek szkocki - wszyscy młodzi Europejczycy zaczytywali się w powieściach sir Waltera Scotta i z przyjemnością oglądali bohaterów odzianych w tartan na scenie. Motyw romantycznej, niespełnionej miłości był jak najbardziej na czasie. Wszelkie dotychczas wystawiane przedstawienia baletowe, oparte na wątkach z mitologii greckiej nagle wydały się przyciężkie i nudne. Na scenie zapanowały niepodzielnie istoty baśniowe - elfy, sylfidy, wilidy i najady, powstawały nowe balety romantyczne np. Giselle. Co ciekawe, choreografia Filippo Taglioniego nie została nigdzie spisana i popadła w zapomnienie. Kiedy duński zespół baletowy zapragnął wystawić u siebie "Sylfidę" w 1836 roku, nie miał na czym pracować.  Baletmistrz August Bournonville musiał więc napisać całą choreografię na nowo i w takim kształcie wystawia się ją do dzisiaj... Aż do dzisiaj!
Projekt sukni z 1940 roku

Tancerki baletowe stały się gwiazdami, z ich powozów wyprzęgano konie, a tłumy ciągnęły je własnymi ramionami, rozpowszechniano litografie i porcelanowe figurki  solistek baletowych. Uwielbienie dla baletu romantycznego trwa mniej więcej przez dekadę. Arystokratyczni panowie przychodzili do teatrów, aby podziwiać młode baletnice w zwiewnych tiulowych paczkach i skąpych gorsetach, tak pięknie uwydatniających ich kształty (tajemnicą poliszynela było, że po godzinach baletnice muszą dorabiać jako utrzymanki oklaskujących ich panów, bo z gaży teatralnej nie były w stanie wyżyć). Na co dzień dżentelmeni mieli styczność tylko z dobrze wychowanymi  "pojazdami opancerzonymi" - światowe kobiety przygniecione były dosłownie warstwami bielizny i usztywnianych halek, ściśnięte do granic możliwości gorsetami i obwieszone rozmaitymi "wypełniaczami" nadającymi kształt wierzchniej sukni. Wprawdzie próbowały upodobnić się do scenicznych zjaw, ale... no cóż... moda damska epoki romantyzmu nie mogła zmienić się tak szybko. 


Akt II - rok 2014 i 2015
fot. Paulina Viluoir Musioł

Zdarzyło się to w małej szkockiej wiosce w górach, zapomnianej przez  Boga i ludzi. Żyło się tam spokojnie i monotonnie, bardzo biednie. Większość młodych mężczyzn poszło do wojska, żeby zarobić na chleb. W wiosce zostały prawie same kobiety i to one rządzą ta niewielką społecznością.  Jest tylko jeden jasny punkt w ich życiu - miejscowy młody lord, zamożny i niepoprawnie przystojny. Staje się łakomym kąskiem zarówno dla młodych dziewcząt - każda panna skrycie wzdycha do niego i marzy, że zostanie jego żoną, jak również dla ich szanownych mam, które hurtowo polują na tak odpowiedniego zięcia. Kobietom w tej wiosce nie warto się narażać, bo ich zemsta bywa nie tylko perfidna, ale uderzająca w osoby całkowicie postronne. 
W takim miejscu jest jednak oczywiste, że zaszczyt zostania żoną lorda przypadnie najładniejszej i najlepiej urodzonej dziewczynie. Panna młoda jest śliczna i świeża, pochodzi z dobrej, choć zubożałej rodziny i ma nienaganne maniery, starannie uformowane przez apodyktyczną matkę, dla której uzyskanie zabezpieczenia materialnego na starość jest głównym motorem działania. Połączyli się, bo myśleli, że nic lepszego ich już w życiu nie spotka, choć serce czasem mówiło co innego.  Może zbyt łatwo dochodziło między do kłótni o błahostki. Mimo pozorów idealnego dopasowania zabrakło tu chyba zwykłego uczucia nie tylko miłości,ale i przyjaźni.
Może przyjaciel z dzieciństwa jakoś nazbyt długo wpatrywał się w szczęśliwą wybrankę.






fot. Zuzanna Preiss

Weselisko miało być takie, żeby przez lata było co wspominać. Wszyscy zostali zaproszeni, koledzy z wojska pana młodego, plotkarskie ciotki i wszystkie prawdziwe i fałszywe przyjaciółki panny młodej... pominięto tylko pogardzaną wioskową czarownicę, żeby nie przyniosła nieszczęścia młodej parze. Tak po prawdzie to niemal każda kobieta we wsi zapukała czasem do drzwi tej egzystującej na obrzeżach ludzkiej społeczności, groźnej i obcującej ze światem duchów i zjaw osobistości - a to po wróżbę, a to po lubczyk lub wręcz przeciwnie - aby pozbyć się niechcianego dziecka. Tylko mężczyźni jakoś trzymali się z daleka, przekonani, że wiedźma łatwo znajdzie niekłopotliwy środek na pozbycie się niekochanego męża. 









fot. Paweł Mazur
Jak to się jednak czasem zdarza, pan młody na własnym wieczorze kawalerskim dostrzegł dziewczynę tak piękną, zwiewną i oniryczną, że zupełnie zapomniał o uroczej narzeczonej. Sen to czy jawa - trzeba przyznać, że mocno przyprawiona alkoholem. Ale skoro słowo się pannie rzekło, to kobyłka u płota. U stóp zamku w Będzinie w 2015 roku odbyło się wesele. Ale jak to zwykle przy takich okazjach bywa państwu młodym wypadną jakieś trupy z szafy albo pojawią się nieproszeni goście...





Szkoci tańczą wreszcie swoje tańce narodowe, bez baletowej maniery i groteski. Złe kobiety dostały twarde irlandzkie buty, które nieostrożnym ruchem mogą wyrządzić krzywdę. A zwiewne irlandzkie elfy w miękkich baletkach przypomniały, że warto czasem żyć ideałami, z daleka od materializmu.  Wszystko razem udało się dzięki zespołowi Comhlan. A to była najpiękniejsza scena ze wszystkich.

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty