W 80 drinków dookoła świata

źr. Fotolia
Technicznie rzecz ujmując to chodzi o bezalkoholowe napoje z całego świata, a poza tym jest ich aktualnie więcej niż osiemdziesiąt. Nieważne. Szukając dokładnego przepisu na switchel, oldskulowy napój amerykańskiej proweniencji, znalazłam ten arcyciekawy kanał z przepisami na rzecz pomijaną zwykle w książkach kucharskich, to jest lokalne napitki. W jednej chwili prawie nie wychodząc z domu  (no dobra, trzeba iść po zakupy, składniki nie biorą się z powietrza) można przenieść się w dowolny zakątek globu. Ujmujący jest sposób pokazania jak to zrobić - to nie kolejna smętna blogerka kulinarna która wtrącając ciągle "yyy" i nie zachowując zasad gramatyki przez dziesięć minut filmiku opowiada o niczym na tle zabytków, a potem robi coś na podstawie przepisu innego blogera kulinarnego, czego i tak nie będziesz w stanie powtórzyć, bo nie umiesz tak ładnie dekorować tortów - nie ma tu zbędnych treści, za to piękne ujęcia na składniki i muzyka przynajmniej inspirowana kulturą danego kraju. Niektóre ingrediencje nie są niestety możliwe do zdobycia u nas, ale zawsze warto przyjrzeć się, co pija się np. na Dalekim Wschodzie, w Peru czy na Mauritiusie. Może uda się spróbować tego smaku podczas jakiejś egzotycznej wyprawy?

 A poniżej kilka moich ulubionych napojów, możliwych do przygotowania w polskich warunkach - oczywiście jest ich dużo więcej. Kolejność przypadkowa, jeszcze nie wybrałam tego najpyszniejszego.


Na pierwszy ogień wspomniany Switchel - fantastyczny letni napój izotoniczny,
w prezentowanej wersji datowany na XVIII wiek, 
ale tak naprawdę korzeniami sięgający aż do starożytnego Rzymu.



Słodzonej herbaty jako takiej nie lubię, ale schłodzona Sweet Tea
to na południu Stanów Zjednoczonych prawdziwa instytucja
- przenosi wprost w czasy Scarlett O'Hara,
 kojarzy się z poczęstunkiem oferowanym przez amerykański 
odpowiednik prawdziwej damy, "southern belle"


Niemiecki Glühwein -  kojarzy mi się z glogiem robionym niegdyś przez 
współlokatorkę Renię. Dobrze jest wreszcie zanotować przepis, zwłaszcza na
bezalkoholową wersję,bo idzie jesień, zimno w pracy, grzać się trzeba...  


Ciekawym odkryciem był rozgrzewający napój proweniencji rosyjskiej,
podobno z epoki przedherbacianej, chociaż zamiast jagód używam innych
domowych konfitur i dżemów 


Zawsze chciałam wiedzieć, na czym polega fenomen
miętowej herbaty w Północnej Afryce - to prawdziwy ceremoniał
i chwila oddechu podczas zabieganego dnia


Czarna kawa po obiedzie to niby tradycja, zarówno bliskowschodnia,
ale również polska. Tylko że ja czarnej kawy zwyczajnie nie lubię.
Nobel dla tego, kto wymyślił  tą białą kawę bez kawy,
która pomoże przeciążonemu żołądkowi i odświeży.


Lemoniada to dobra rzecz, podobno jednak  francuska
citron pressé to klasa sama w sobie. Poza tym, że daje wybór pijącemu 
- proporcje można dostosować do indywidualnego gustu, to znów jest drobny rytuał,
 który pozwala zatrzymać się na chwilę w biegu. 


Odrobina latynoskiego szaleństwa podczas upalnego lata - orzeźwiająca
agua fresca, tym razem pozwalająca spożytkować soczyste arbuzy


Znalazł się również niewielki polski akcent - kompot rabarbarowy.
Ręka do góry, kto go ostatnio gotował z miodem? Sztuczny się nie liczy!


Znalazł się też przepis na napój fermentowany,ukochany kwas chlebowy. 
Zapomnieli tylko dodać, że chleb żytni powinien być na zakwasie.
Ja bym jednak spróbowała drożdży piwnych zamiast piekarniczych
i zostawiła rodzynki w butelce, ale po co się czepiać, najważniejsze, że wyjdzie.

A Wam który napój smakuje najbardziej?

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty