Zamiast stroju wielkomorawskiego - światełko w tunelu


Krzyż wielkomorawski.
Czy poza Jezusem mamy tu  wyobrażenie
Maryi i św. Jana? W płaszczach?
Po obfitującym w inspiracje strojowe sezonie letnim uznałam, że pora zweryfikować moją wiedzę o stroju wielkomorawskim, bo wiem o nim za mało. Próbowałam, naprawdę próbowałam i wciąż nie wiem. Rozpaczliwa sytuacja, kiedy wiesz, że w IX wieku na południe od nas istniało silne państwo, które szybko się ochrzciło, oddziaływało kulturowo na szeroki obszar, stworzyło własne pismo,  sprytnie i skutecznie balansowało pomiędzy Frankami (Bawarczykami)  i Madziarami, sprzymierzając się to z jedną to z drugą stroną, podbijało sąsiadów, a ponadto pozostawiło po sobie wcale liczne zabytki kultury materialnej, a mimo to nie potrafisz nawet wyobrazić sobie, co kobiety z tego kręgu kulturowego mogły na grzbiecie nosić. Ba, chwilę musisz poszukać, żeby zidentyfikować bodaj jedną kobietę która w tym państwie wielkomorawskim mogła żyć.Udało mi się znaleźć do tej pory same księżne, które nie pochodziły z Moraw, ale niewiele o nich wiemy. Nie znamy z imienia żony Mojmira I, twórcy państwa wielkomorawskiego. Być może żoną Rościsława I była Miłosława (Miloslava), księżniczka dalmatyńska albo jakaś nieznana z imienia księżniczka wschodniofrankijska.


Kodeks Akwilejski
Wymienianą z imienia jest za to Świętożyzna (Sventožizň), żona księcia Świętopełka I, jednak pani pochodziła z Czech, z dynastii Przemyślidów. Nie wiadomo kiedy się urodziła, zmarła gdzieś pomiędzy 873-877 rokiem. Jedynym pikantnym szczegółem z jej życia wydaje się być fakt, że orszak weselny, w którym podążała na spotkanie z przyszłym mężem, został po drodze obrabowany przez Franków - przynajmniej badacze domyślają się, że o orszak tej księżniczki właśnie chodziło. Imię Świętożyzny zostało zapisane w Kodeksie Akwilejskim (Ewangeliarzu z Cividale), który pochodzi z VI/VII wieku - na marginesach łacińskiego tekstu Ewangelii św. Marka wpisano imiona gości i pątników. O żonach Mojmira II, Świętopełka II i Przecława nie wiemy nic. Świętopełk I być może miał też nieznaną z imienia córkę którą być może wydał za Lestka/Leszka, przodka Mieszka I, ale to tylko domysły. 

Chrzest Borzywoja I  niestety
wg XIV wiecznej Biblii Velisława
Mało tego, a ikonografii z epoki do tej pory żadnej.  Ale w tych poszukiwaniach natknęłam się na jeszcze jedną kobietę, która zdecydowanie miała kontakt z władcami Wielkich Moraw i coś jednak poza imieniem po niej pozostało. Mowa o św. Ludmile, żonie księcia Borzywoja I, księcia czeskiego z rodu Przemyslidów. Pan był prawdopodobnie bratem księżniczki Świętożyzny, a sama Ludmiła była córką Sławibora, księcia pszowskiego lub milczańskiego, urodzoną na terenie obecnych Czech w Mielniku. Ten to książę Borzywoj wraz z małżonką przyjął chrzest na dworze szwagra, Świętopełka I z rąk arcybiskupa, św. Metodego, przypuszcza się że ok. 884 roku. W związku z przyjęciem chrztu popadł jednak w zależność od księcia morawskiego i Czesi zbuntowali się przeciwko niemu. Zapewne przy pomocy szwagra opanował jednak bunt i dożył aż albo zaledwie 36 roku życia. Ludmiła żyła znacznie dłużej, zdołała przeżyć kolejnych panujących synów, Spitygniewa i Wratysława, a na koniec zajęła się jeszcze wychowywaniem wnuczka Wacława, stając się de facto regentką państwa czeskiego od lutego 921 roku.

Drahomíra ukrywa zabójców św. Ludmiły
wg Kroniki Dalimiła z ok 1330 r.
I tutaj wkracza na arenę dziejów kolejna kobieta, księżna Drahomira, pochodząca z plemienia Stodoran wdowa po Wratysławie i matka Wacława. Obie panie pożarły się o prawo do sprawowania opieki nad Wacławem, być może niepełnoletnim, ale w zasadzie to chodziło przecież o regencję. Legenda która legła u podstaw kanonizacji świętej Ludmiły mówi jednak, że teściowa opowiadała się za chrześcijaństwem i probawarską polityką Czech, a krewka synowa miała poglądy nacjonalistyczne, uważała że Przemyślidzi powinni rządzić niezależnie od sąsiadów i wrócić do tradycji pogańskich. Opieka nad małoletnim synem dawałaby jej ponadto możliwość samodzielnego rządzenia przez kilka lat (i powiedzcie mi, że te Słowianki to były zahukane kury domowe, które nie miały własnego zdania i nie mieszały się do polityki!).

Może to nietypowe, ale to księżna Ludmiła odpuściła. Zastanawiam się dlaczego - może dlatego, że nie była już młoda, mogła mieć ok. 60 lat (przypuszcza się, że urodziła się ok. 860 roku) i po prostu czuła się zmęczona. Może ludzie, z którymi współpracowała już dawno wymarli, nie miał jej kto poprzeć i młodzi gniewni przejęli władzę. Może ustąpiła przez chrześcijańską pokorę i usunęła się z Pragi do grodu w Tetinie.

Ale Drahomirze to nie wystarczyło - być może słusznie obawiała się, że przy teściowej powstanie ośrodek opozycyjny, który tylko wykorzysta starą księżną Ludmiłę jako sztandar albo przyszła święta miała rzeczywiście spory posłuch między ludźmi. Zatem 15 września 921 roku babcię Ludmiłę nawiedziło kilku smutnych panów, którzy udusili ją jej własną chustą, którą nosiła na głowie. Drahomira albo sama wydała polecenie usunięcia teściowej swoim drużynnikom albo zapewniła im bezkarność po dokonanej zbrodni. 

Morderstwo św. Ludmiły wg  Kroniki Dalimiła
- niestety to tylko wyobrażenie, a nie portret

















W Czechach doszło do reakcji pogańskiej, na czele której stała Drahomira. Śmierć Ludmiły była dopiero początkiem niszczenia kultury chrześcijańskiej, burzenia kościołów i prześladowań kleru. W końcu zaniepokojeni Bawarczycy interweniowali w imieniu prawowitego następcy tronu Wacława (który dzięki staraniom babki pozostał chrześcijaninem) i pokonana Drahomira musiała oddać władzę. O ironio, mały Wacław został później świętym, a jedna z czterech córek Drahomiry, Przybysława, została zakonnicą w praskim klasztorze św. Jerzego.  A druga, prawdopodobnie o imieniu Strzeżysława została żoną Slavnika, założyciela dynastii Sławnikowiców, z której wywodził się św. Wojciech. Młodszy zaś syn Bolesław Okrutny (który babci nie słuchał i tkwił w pogaństwie) był tatusiem księżnej Dobrawy, żony naszego Mieszka I. Jakoś tak od razu cała ta ferajna stała się bliższa, nieprawdaż?

Ponieważ przy grobie księżnej Ludmiły szybko zaczęły się dziać cuda, wkrótce kanonizowano ją i ukochany wnuczek Wacław przeniósł jej szczątki do kościoła św. Jerzego w Pradze. Grób jeszcze kilkukrotnie otwierano, za każdym razem pieczołowicie obchodząc się z relikwiami, ale też dokładając późniejsze artefakty. W XIV wieku czaszkę przełożono do osobnego złotego relikwiarza. Podczas badań grobu w 1981 roku odkryto wśród kości całkiem sporo tkanin z interesującego nas okresu wczesnego średniowiecza. Ale jeśli liczyliście na całe kawałki szat, z których można by było zrekonstruować ich wykrój, to zapomnijcie - czas obszedł się z tkaninami nader łaskawie, ale nie aż tak.

Co więc znaleziono w grobie świętej? Len i jedwab! Zrobione podczas badań czarno-białe zdjęcia nie oddadzą pewnie uroku tych tkanin, ale sporo nam powiedzą o wzorach i fakturach.



Datowany na X stulecie kawałek haftowanego lnu
Najpiękniejszy moim zdaniem jest ten kawałek lnu, który był haftowany w swastyki i takie jakby obustronne klucze do skrzyń. Pozostawiono za to niehaftowany rąbek. Szacuje się, że materia miała szerokość 57-60 cm i przypuszczalnie była to chusta, którą księżna nosiła na głowie. Może ta sama, którą została uduszona (jest też szansa, że tkanina pochodzi jednak z II połowy X wieku, wtedy klops)? Co ciekawe, u Słowian niezależnie od przyjętej kultury chrześcijańskiej istniał zwyczaj, zgodnie z którym mężatka miała obowiązek zasłonić włosy po ślubie. Często był to najlepszy kawałek materiału, jaki miała do dyspozycji. Zerwanie tej chusty z głowy przez obcego mężczyznę było uważane za zachowanie równe gwałtowi i sprowadzające hańbę na kobietę. Wyobraźcie więc sobie, jak paskudnym czynem musiało być uduszenie Ludmiły przy pomocy jej własnej chusty. Czuć w tym rękę kobiety, która postanowiła, że znienawidzona teściowa zostanie ostatecznie poniżona i przeżyje hańbę przed śmiercią. Pewnie na gwałt fizyczny Ludmiła była za stara. Ale to tylko moje gdybanie!

Znaleziono też takie prostokątne kawałki brązowego jedwabiu, bez wzorów, datowane na najwyżej początek X stulecia. Jedwab był drogi, sprowadzany z Chin, Persji i Bizancjum i dlatego też traktowano go jako cenny dar godny władców. Niezły środek dyplomatyczny doprawdy! Może to dar od Bawarczyków, którzy prezentem dla księżnej usiłowali kupić sobie jej przychylność, a może dowód przyjaźni Wielkomorawian? Nie wiemy i pewnie się nie dowiemy. Badacze nie wypowiadają się co do przeznaczenia tej tkaniny, ale wyobrażam sobie, że księżna zleciła swoim dwórkom uszycie wierzchniej sukni z tego pięknego materiału o fakturze tafty. Ponieważ ostrożne datowanie materiału wskazuje na to, że powstał w ostatnich dziesięcioleciach przed jej śmiercią, nasza święta musiała być chyba modnisią, a w każdym razie nie pozostawała obojętna na uroki pięknych szat. Z drugiej strony może po prostu wiedziała, że władczyni musi manifestować swoją pozycję przez bogaty strój, zwłaszcza jeśli jest regentką całego księstwa.

Z interesującego nas okresu znaleziono w grobie jeszcze inne niewielkie skrawki gładkiego lnu, którego przeznaczenie trudno jest odgadnąć. Wynika to z tego, że materiały były po prostu przemieszane z kośćmi i materią organiczną i umieszczone w malutkiej trumience, włożonej w kolejną większą. Ten największy kawałek lnu może pochodzić zarówno z giezełkiem księżnej albo być resztką po całunie pogrzebowym. Osobiście skłaniam się ku giezełku, bo skrawek wydaje się być bardziej miękki niż ten poniżej, bardziej ażurowy, ale z wyglądu też bardziej sztywny, poza tym zwróćcie uwagę na ten szew. Len jest ładny, ale przez to, że jest ręczne utkany i miejscami widać lekkie zgrubienia sprawia, że całość ma wygląd lnianej ścierki do naczyń. Na dobrą sprawę taki len mogłaby nosić także każda uzdolniona manualnie wieśniaczka, która mogłaby poświęcić trochę czasu na równe uprzędzenie nici. To na swój sposób wzruszające – mieć świadomość, że i księżna pani i kobieta z ludu nosiły jako bieliznę takie same koszule.

Te resztki lnu mogą być czymkolwiek… może całunem w który owinięto ciało, może suknią. Interesująca jest natomiast faktura materiału, bardzo luźno tkana, przejrzysta. Kojarzy mi się z workiem konopnym, ale jednak jest to len. Wygląda na to, że włókna konopne były jednak czymś pośledniejszym i bogatsi ludzie nie nosili tkanin z ich dodatkiem.









Jeszcze jednym ciekawym materiałem złożonym w trumnie był duży kawałek jedwabnego wzorzystego samitu, czyli najprawdopodobniej przodka dzisiejszego aksamitu. Zawsze byłam przekonana, że obecność samitu w Europie to jakiś XII wiek. A to importowane z Bizancjum cudo ma wzór z przełomu X i XI wieku, w dodatku mocno przypominający wzory widywane w otoczeniu cesarza Ottona III. Jasnym jest, że Ludmiła nie mogła nosić  takiego wdzianka, pewnie luksusowy materiał był czymś w rodzaju daru wotywnego w który owinięto relikwie, ale nadal jest to interesujący nas okres! Jeśli więc szukacie królewskiego materiału na wystrzałową kreację, to macie jak znalazł!

Kościół św. Klemensa w Pradze,
zbudowany przez Borzywoja i Ludmiłę
Dlaczego jednak piszę o tych skrawkach w kontekście stroju wielkomorawskiego? Niby z historii wynika jakaś tam zależność pomiędzy Wielkimi Morawami a Czechami, mamy nawet związki personalne przez czeskie księżniczki i na pewno związki kulturalne w związku z przyjętym z rąk św. Metodego chrztem przez czeskiego księcia. Z drugiej strony wiemy, że księżna Ludmiła „orbitowała” pod koniec życia w kierunku Bawarczyków, więc  możliwe, że odbijało się to w jej stroju. Warto jednak spojrzeć troszkę szerzej  na sprawę – zauważcie, że żony władców były wszystkie bez wyjątku córkami innych książąt z ościennych plemion. Ludmiła z Milczan, Drahomira ze Stodoran, Świętożyzna z Czech - wszystkie te dziewczyny łatwo zasymilowały się na nowych dworach z miejscowymi dostojnikami, zdobywały sobie zwolenników, porywały się na własne rządy. Przypuszczam, że nie było także bariery językowej, więc obce księżniczki mogły być tak naprawdę traktowane jak swoje. Po trosze pokrywa się to z odkryciami archeologów, którzy na podstawie wykopanych artefaktów nie są w stanie stwierdzić, że dane plemię słowiańskie różniło się istotnie kulturalnie od sąsiedniego. Na podstawie mojej skromnej wiedzy przypuszczam więc, że i Wielkie Morawy mogły być zbliżone obyczajowo do innych plemion słowiańskich. Oczywiście byli już chrześcijanami, stawiali murowane kościoły, bogatym zmarłym wkładali do grobów krzyżyki i dawali swoim dziewczynom fantastyczną biżuterię, ale stawiam, że jednak mogli ubierać się tak samo jak okoliczni Słowianie. Póki co, "wielkomorawskim dziewczynom" z XXI wieku chyba nie pozostaje nic innego, tylko szyć nadal proste suknie do noszenia na co dzień, a przynależność kulturową zaznaczać przy pomocy charakterystycznych ozdób.
Śliczne wielkomorawskie
zausznice ze Starego Miasta

To minimum wiedzy zawdzięczam pani Ninie Bažantovej, która podzieliła się swoją wiedzą w artykule ""Svědectví textilií z relikviářového hrobu sv. Ludmily", opublikowanym w Folia Philologica Vol. 121, No 3/4 (1998). Dostęp do artykułu jest bezpłatny, przez miesiąc, ale trzeba się zarejestrować. Zażalenia w sprawie zniekształcenia tematu przyjmuję ja, bo marny ze mnie tłumacz z czeskiego. I żeby było jasne - naukowcem nie jestem, metody badawczej żadnej nie przyjmuję, a wnioski być może błędne wyciągam sama :)


Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty