Polski strój narodowy damski okiem dyletanta

Termin i temat nowego balu zimowego w Krakowie już wyznaczony, zastanawiam się jak zwykle co na siebie założyć. Ponieważ w programie będą uwzględnione polskie tańce narodowe, można pomyśleć także o polskim stroju narodowym do kompletu. Podobnie jak w Szkocji, to panowie mają łatwiej - męski strój narodowy jest bowiem ustalony: żupan, a na wierzch kontusz. Tak samo jak szkocki kilt to bardzo rozpoznawalne elementy męskiej garderoby. Ale co mają zrobić panie? Uprzedzam, że będzie pod górkę. Polskie damy miały irytujący zwyczaj nadążania za modą ościenną, zachowując tylko niektóre elementy kojarzone ze strojem polskim. Myślę, że sporo w tym "winy" zasiadających na polskich tronach królowych - poza Anną Jagiellonką i Katarzyną Leszczyńską wszystkie co do jednej były cudzoziemkami, najczęściej pochodzącymi z krajów o silnie ukształtowanej kulturze, także tej związanej z modą. Nie miał więc kto lansować polskich strojów, bo modne było to, co zakładała jejmość królowa i jej dwórki. Panowie szlachta najczęściej jednak protestowali, woleliby swoje żony i córki widzieć odziane według starej mody. Zatem twórcze przekształcenia obcych wzorów przez Polki też jest sporym osiągnięciem.

Podobno najbardziej archaicznym strojem polskim, kojarzącym się bardzo słowiańsko jest ludowy strój biłgorajski, u kobiet sporządzany w całości z lnianego płótna. Całość tworzy koszula o kroju przyramkowym-giezło (to znaczy krojona w ten sposób, aby przód i tył koszuli łączyły na ramionach przy dekolcie  dwa prostokąty), założona na to spódnica i zapaska, w odświętnej wersji haftowane. Uwagę zwraca przede wszystkim nakrycie głowy - na czepek umocowany drewnianą obręczą (chamełką) narzucony jest jeszcze obszerny płat materiału - rańtuch. I to właśnie rańtuch w XVI wieku był obowiązkowym nakryciem głowy zamężnej niewiasty. Oczekiwania społeczne związane z jego noszeniem były tak silne, że uległa im nawet harda królowa Bona, nosząca jak wiadomo suknie według wzorów włoskich. Rańtuchy nosiły też jej zamężne córki: Izabella i Anna Jagiellonki, w wersji luksusowej z cieniutkich materiałów i ozdobione koronkami.

Bona Sforza
Izabela Jagiellonka
Anna Jagiellonka po 1595 roku
Oczywiście idea stroju narodowego nie polega na tym, żeby sięgać po stroje jak najstarsze, choć jeśli ktoś ma ochotę błysnąć strojem biłgorajskim, to wspaniale! W rańtuchu większość z nas wyglądałaby jak Maryja we własnej osobie albo przedwcześnie postarzała matrona. Wszystkie te damy z rodu Jagiellonów w latach młodości ubierały się zgodnie z najświeższą modą włoską, a później hiszpańską, która pojawiła się na polskim dworze królewskim wraz z habsburskimi żonami Zygmunta Augusta. Anna Jagiellonka pomimo że nie była nadzwyczajnie urodziwa i przez znaczną część życia dysponowała skromnymi środkami majątkowymi, zawsze dbała o modne stroje. Dopiero jako starsza, owdowiała kobieta zaczęła się ubierać według wzorów powiedzmy polskich. Zerknijcie zatem na suknię królowej na zdjęciu obok - bardzo charakterystyczny jest brak rękawów u sukni i ten niewielki kwadratowy dekolt, z którego wyłania się biała koszula z kryzą. Prawdopodobnie stanik w sukni był usztywniany (w Polsce nazywano go kształtem albo kształciczkiem).
Katarzyna z Tęczyńskich Radziwiłłowa
Podobną suknię nosi na portrecie z 1580 roku pani Katarzyna z Tęczyńskich Radziwiłłowa, chociaż dekolt ma jeszcze taki dodatkowy "dzióbek" i wydaje się, że suknia ma jednak rękawy, tylko przecięte, a z wylotów wystają rękawy koszuli. Suknia jest czarna, ale pani Katarzyna nie jest wdową. Trzeba bowiem pamiętać, że w drugiej połowie XVI wieku kolor czarny był bardzo modny i nosili go masowo zamożni ludzie. I żeby było zabawniej, suknia ta nie jest oryginalnym polskim wymysłem, tylko zapożyczeniem hiszpańskim. Strój krytykowany był zarówno przez ówczesnych publicystów polskich, jak i wyśmiewany przez obcokrajowców (ach te zwisające rękawy!), ale Polki bardzo go sobie upodobały, chociaż szyły go też w żywych kolorach (czerwonym, żółtym). Do tego nosiły futrzane okrycia bez rękawów, gdyż polski klimat wciąż nie sprzyja noszeniu samych tylko płócien w plenerze. Już XVI wieku jednak cudzoziemcy zwracali uwagę, że polskie szlachcianki upodobały sobie stroje z krótkimi rękawami. Warto zapamiętać, nawet jeśli nie macie ochoty odziewać się w żałobną renesansową czerń.

Katarzyna z Lubomirskich Ostrogska
Suknia z kształtem przetrwała jeszcze początki XVII wieku w modzie polskiej i dzięki zastosowaniu kolorów albo wyraźnych dużych wzorów możemy bardziej przyjrzeć się krojowi sukni - pani Katarzyna Ostrogska ma usztywniony kształciczek bez rękawów i stożkowatą spódnicę rozpiętą na fortugale (tak tak, to praprzodek krynoliny, z obręczami z wikliny), a wzory być może mają związek z miłością i małżeństwem. Byłaby to więc idealna suknia ślubna, podkreślająca wysoki status społeczny panny młodej. Portret powstał około 1597 roku, w którym Katarzyna wyszła za mąż za księcia Ostrogskiego. Ten czarny płaszczyk-pelerynka to też zapożyczenie z mody hiszpańskiej i oczywiście ta wielka kryza pod szyją. Strój musiał być sztywny, wymuszający idealnie prostą postawę, ale jego wspaniałość musiała wynagradzać niedogodności związane z jego noszeniem. I jeszcze uwaga praktyczna - na jednym z bali szkockich jedna z pań wystąpiła już w sukni na fortugale i rezultaty były zachęcające - niezbyt obszerny stelaż umożliwia normalne tańczenie i zmieszczenie się w secie.


Krystyna lub Barbara Lubomirska
Na tym portrecie jednej z panien Lubomirskich - Krystyny albo Barbary, siostry Katarzyny, pojawiają się odrzucone na plecy rękawy, ale zasadniczy kształt sukni jest taki sam, tylko spódnica rozłożona na fortugale jest celowo przedłużona, aby podkreślić wspaniałość stroju. Portret powstał ok. 1600 roku, chyba bez konkretnej okazji, może więc był konterfektem, który wręczono przyszłemu narzeczonemu? Chodzenie w takiej sukni, mogło być trudne, ale ratowała ją jeden szczegół - brak ściskania w pasie. Zwróćcie uwagę, że talia ma naturalną objętość, kształciczek pomimo że usztywniany, miał za zadanie zatrzeć linie całego korpusu i nie modelował w szczególny sposób talii. To włoski wpływ w modzie, na sztywnym kształcie (uzyskiwanym poprzez łączenie kilku warstw materiału lub wszywaniu pomiędzy warstwy szerokiego kawałka skóry) ładniej prezentował się wzorzysty materiał np. jedwabny aksamit, z którego też uszyta została suknia panny Lubomirskiej. Wyrazisty kolor, luksusowy materiał - taka suknia naprawdę może się podobać, nawet z tą nieszczęsną talerzowatą kryzą!

Polska moda była chyba na tyle charakterystyczna, że inspirowała czasem krawców w krajach ościennych. Ten portret Elżbiety Tudor z 1575 roku przedstawia ją w sukni stylizowanej na polską. Nie mamy tutaj krótkich albo rozcinanych rękawów, ale charakterystyczne szamerowanie na przodzie stanika. Przyznam, że nie spotkałam wcześniej takiego motywu zdobniczego na polskich portretach, byłam przekonana, że to element zapożyczony ze strojów węgierskich. A tu bąbel - Stefan Batory, którego otoczenie mogło wypromować tą nowinkę został królem polskim dopiero rok później. Doczytałam, że ten typ zdobienia jest pochodzenia wschodniego i w Polsce występował od XV wieku, ale w... modzie męskiej. Nie wiem, co kierowało Elżbietą, kiedy kazała sobie tak uszyć suknię - czy to dyletantyzm jej agentów, których wysłała do Polski po zakup... pereł Barbary Radziwiłłówny, kazał im donieść uprzejmie, że to typowe zdobienie polskie, stosowane niezależnie od płci, czy może przez zastosowanie takiego męskiego zdobienia królowa chciała zaakcentować swoją siłę i niezależność oraz "męski umysł", z jakim rządziła Anglią?


Podobno z mody renesansowej wywodzi się krój ślicznego stroju cieszyńskiego, w którym charakterystycznym elementem jest aksamitny otwarty, głęboko wycięty gorsecik (żywotek) na cienkich szelkach, wiązany na wielką kokardę, który jest doszywany do spódnicy. Dlaczego z renesansu? Ano żywotek jest usztywniany, choćby tekturą, historyczna jest też kolorystyka, spotyka się głownie czarne i wiśniowe gorseciki. Dbano, aby żywotek był kolorystycznie dopasowany do spódnicy, ale zdarzało się, że spódnica była wykorzystywana po raz kolejny (z matki na córkę). Tradycyjny jest też element, którego nie widać, to jest koszula ciasnocha, mocno przylegająca na tułowiu kobiety i zapinana na jedną szelkę. Piękne nakrycie głowy w postaci czepca przysługiwało tylko mężatkom. Ale także inny ubiór ma również korzenie renesansowe: w modzie "ludowej" pojawił się nieusztywniany stanik sznurowany z przodu, z taskami (znaczy tymi przyszytymi patkami u dołu), który przetrwał w modzie aż do XIX wieku i teraz nazywa się po prostu gorsetem ludowym. Oczywiście nie jest to tylko polska specjalność, powiedzmy że ogólnoeuropejska, ale zdobienia są już charakterystyczne dla danego regionu, ba , nawet dla konkretnej wsi.

Tablica gołuchowska z ok. 1620 roku przedstawiająca ubiory szlachty polskiej
Zdaje się, że później do połowy XVII stulecia brak było jakiegoś jednolitego stylu, który można nazwać stricte polskim lub typowo włoskim/hiszpańskim/francuskim, ale stałymi elementami damskiego stroju była koszula-giezło, czasem z obszernymi rękawami i nawet zdobiona koronkami przy kołnierzu i mankietach, wycięty gorset-kształciczek, noszony osobno lub zszyty ze spódnicą, do tego wianki lub toczenice dla panien i chusty i czepki dla mężatek. Na obszernej, fałdowanej spódnicy pojawia się fartuszek, także w wersji ozdobnej na wielkie wyjścia. Zamożniejsze niewiasty rozpinały spódnice na fortugałach lub kilku założonych na siebie halkach, a czasem rozcinały wierzchnią spódnicę, aby pokazać ozdobną spodnią warstwę. W latach czterdziestych pojawiła się suknia alamoda proweniencji francuskiej, składająca się z 2 odrębnych części, z czego góra była krojona podobnie do męskiego wamsu, a spódnica często była podpięta z bu stron na biodrach, aby pokazać spory kawałek ozdobnej halki z drogiego materiału. Alamoda przetrwała w stroju mieszczańskim do końca XVII wieku. Pani Jadwiga Szyposz w Kwartalniku Historii Kultury Materialnej 1981/3 twierdziła, że: "Zasadniczym elementem kobiecego stroju była spódnica noszona z kabatem, alamoda, kazjatka (kazjaka) (wszystkie trzy stanowiły odpowiednik męskiego wamsa), szustokorem, koletem, kształtem, sznurówka i płaszczykiem. Szlachcianki krakowskie posiadały też m. in. ubiory określane jako katanki, letniki, szwedki i palendry, furmanki (suknie podróżne?), czamaraki. Nosiły tez szubki i różne nakrycia głowy, koszule (giezła), fartuchy, kołnierze, pończochy, rękawiczki, z obuwia – boty, trzewiki, patynki. W kolorystyce damskich strojów dominowała czerń i czerwień, nad zielenią, niebieskim i innymi, mniej popularnymi barwami." 
Taniec śmierci, malowidło z 1670 r. z kościoła Bernardynów w Krakowie
Dobre źródło, pokazuje ubiór wszystkich stanów
Arystokratki nosiły suknie bardziej udatnie naśladujące modele francuskie lub habsburskie, ale ponoć generalnie nie było z tym najlepiej. Widywano jakieś straszliwe kombinacje i mieszanki stylów i archaiczne suknie z poprzednich epok. Stosunkowo mało powstało wówczas portretów (poza trumiennymi, ale ponoć nie najlepiej nadają się one do odtwarzania strojów, gdyż przedstawiają wyidealizowane postaci zmarłych, odziane w odzież szykowaną specjalnie do trumny).
Portret Anny Wazówny  z lat 30 XVII wieku
w modnej sukni francuskiej

Jadwiga Rogalińska 1640 r., zmarła jako 25-latka
w sukni według mody z dworu rakuskiego
Wygląda na to, że mamy w modzie polskiej jakiś czterdziestoletni odpowiednik lat dziewięćdziesiątych, mocno eklektycznych jeśli chodzi o styl ubioru. Przyznaję, że w tym XVII wieku po prostu gubię się na zakrętach. Podobno tylko nakrycia głowy były fantastyczne, szyto wspaniałe czapki obszyte futrem ... tylko co z taką czapą zrobić na balu?

A w roku 1646 do Polski przyjeżdża Maria Ludwika Gonzaga i dopiero wówczas zaczyna się parada francuszczyzny. Modna dama z pretensjami do elegancji o stroju polskim musiała zapomnieć: zdjąć z głowy czepiec, włosy ufryzować w loczki, wydłubać szeroki dekolt, zacząć stosować puder, z czasem także przyklejać muszki. Nową modę lansowały przede wszystkim dwórki królowej, które były wydawane za mąż za polskich magnatów. Krótkie panowanie Eleonory Habsburskiej nie przywróciło mody na stroje rakuskie, a za czasów Marysieńki Sobieskiej trend francuski wzmógł się jeszcze bardziej. Suknie z dekoltem są oczywiście bardzo ładne, malownicze, ale polonizmu w nich za grosz. Z drugiej strony to właśnie te wydekoltowane suknie pozwoliły kobietom w Polsce poczuć się pięknymi i pożądanymi istotami (choć nie brakło malkontentów, którzy wyśmiewali wystawione na widok publiczny "cycochy") i na powrót zaczerpnąć nowinek z nurtu mody europejskiej.
Konstancja z Komorowskich Wielopolska,
wychowanica królowej Marii Ludwiki
Siostra królowej Marysieńki Maria Anna
D'Arquien Wielopolska






















Oczywiście nie było takiego nagłego przeskoku, tablica z klasztoru bernardynów pokazuje wyraźnie, że w II połowie XVII wieku różne nurty w modzie polskiej wciąż były obecne i stare stroje nie wyszły zupełnie z użycia, ostatecznie chyba jednak zarzucono już noszenie fortugału, ale nowe stroje wymagały za to stosowania sznurówki - właściwego gorsetu który zwężał talię.
Zbliżenie środkowej części malowidła  z 1680 r.
Polki w XVIII wieku chyba poczuły się pewniej, bo znów zaczynają twórczo podchodzić do mody, choć nadal jest to moda proweniencji francuskiej. Oprócz portretów mamy też do dyspozycji opis strojów nieocenionego księdza Jędrzeja Kitowicza:
"Sukien zażywały rozmaitych; najpierwej spódnicy, zwyczajnej po dziś dzień; bogate z materyj tęgich bławatnych w kwiaty, samych jedwabnych i litych, uboższe z atłasów, grodetorów, kitajek, a jeszcze uboższe z kamlotów; pod które podwdziewały drugą spódnicę, atłasową, na bawełnie przeszywaną albo też kuczbajową. Na wierszch brały sznurówkę rogiem wielorybim, czyli fiszbinem, przeszywaną, z wyciętym gorsem, ściskając się tymi sznurówkami jak najmocniej dla wydania subtelności stanu, czasem aż do mdłości. Ta sznurówka była powleczona atłasem lub kitajką. 
Polka na obrazie Watteau z 1717 roku
Na sznurówkę kładły jupeczkę krótką, za stan cokolwiek dłuższą, z rękawami po łokieć krótkimi, z materii takiej jak spódnica albo też i odmiennej, z tyłu fałdzistą, z połami przestronnymi na przodzie, krojem takim jak mantolety kanonickie. Zimowe takie jupeczki podszywane były futrem, w lecie kitajką albo płótnem glancowanym. Dalej te jupeczki były w stan wcinane opięto, na guziki z przodu zapinane, z rękawami do pięści sięgającymi. Do rękawów krótkich, wyżej wspomnionych, przypinały mankiety wielkie, gazowe ż koronkami, podwójne; i nie zwały się takie mankiety mankietami, lecz angażatami. Do rękawów długich przypinały mankietki małe bez koronek, przy nazwisku mankietek zostawione. Latem nie kładły nic na żadną z tych jupeczek, tylko chustkę na szyję muślinową, jedwabiem, złotem i srebrem w kwiaty haftowaną, kolorów białego, żółtego, zielonego i czerwonego, której końce, na krzyż na przedzie złożone, szpilkami do jupeczki przypięte, pierś wypukłą zakrywały, dając przez materią cienką i rzadką dosyć przeźroczystości. Na plecy w miarę łopatek spuszczał się jeden koniec, czyli róg takiej chustki, trzykąt wydający. "
Jupka

Pomimo jednak tak szczegółowego opisu trudno sobie w pełni wyobrazić zwłaszcza jak wyglądała jupka. W Wilanowie przechowują taką jupkę, która okazuje się być luźnym krótkim kaftanikiem z rękawami mniej więcej do łokcia. Ubiór wydaje się wygodny, dopóki nie uświadomimy sobie, że pod spód wkładano gorset, brrr. Ale w dalszym ciągu wydaje się, że ten ubiór trochę trąci prowincją, pomimo że wykonany jest z kosztownego materiału. Jeśli jednak porównamy go z innym europejskim ubiorem zwanym bedgown, to wyjdzie na to, że nie byliśmy tak bardzo do tyłu z modą.
Bedgown
"Zażywały także damy bogate jupeczek bez rękawów, letnich i zimowych, gronostajami podszytych albo popielicami, albo felpą jedwabną; kroju były takiego jak jupeczki bez stanu, i zwały się takie jupeczki kazakinkami; a gdy się w takie jupeczki stroiły, brały na spód gorseciki materialne, opięte, z rękawami do pięści długimi, wąziuchnymi, do grubości ręki stosowanymi; a na takie kazakinki w zimne czasy kładły kontusiki wyżej opisane."

 Nie wiem, czy Kitowiczowi chodziło dokładnie o taki ubiór jak odwzorowano na tych figurkach, ale przynajmniej gronostaje i krótkie rękawy na tym niby-płaszczyku damy się zgadzają (chyba że to długa jupka). Wprawdzie figurki powstały w Miśni, ale stroje postaci wydają się być całkiem prawdopodobne - postaci Polaków były modne w Europie, wydawały się niemal równą osobliwością jak Chińczycy, stąd produkowano je dość masowo w latach 40 XVIII wieku,
Pocałunek polski, figurka miśnieńska z roku 1744
A tutaj figurka wg powyższego modelu (ale nie identyczna)
z I połowy XIX wieku
I dochodzimy wreszcie do elementu garderoby, który kojarzy się nam najbardziej polsko, czyli do kontusika. Ale tutaj mała niespodzianka - to nie był strój do noszenia po domu, ani nawet na ekstra okazje!

"Zimą na takie jupeczki brały kontusiki futrem podszywane, z długimi rękawami wiszącymi, z wylotami szerokimi, do ręki wytchnięcia sposobnymi, u ramion obszernie sfałdowanymi, u pięści wąsko ścinanymi. Te kontusiki zdejmowały z siebie, przychodząc do ciepłej izby, którymi okrywali się zostawieni za drzwiami lokaje, paziowie, węgrzynkowie i inni służebni, mianowicie na balach i redutach, na których całe noce w przysionkach zimnych pokutować musieli. Której nie stać było na kontusik, obywała się jupeczką samą. Kontusik był długi do wpół udów, trwał długi czas w modzie, choć nastały inne futra, o których będzie niżej. "

Czyli po prostu ubiór wierzchni, jak płaszcz, który na czas zabaw i tańców zostawiano w przedpokoju... Cóż za rozczarowanie! Ale zachowało się kilka miśnieńskich figurek, które pięknie pokazują jak kontusik wyglądał. Wydaje się tylko, że artysta pomylił się nieco w długości kontusików, najbliższy opisowi Kitowicza  jest ten w kwiaty, towarzyszący sukni na rogówce. Mogło być też tak, że krój kontusika dostosowywano z czasem bardziej do francuskiej mody, skracając go i dodając np. fałdę a'la Watteau na plecach, tak że wdzianko przypominało francuskie pet-en-l'air.







 Do dzisiejszego dnia zachował się chyba tylko jeden damski kontusik z jedwabiu, ale za to ile ma zachwycających detali! To szamerowanie na przodzie i rozcięcia rękawów zapinane na guziczki! No i przede wszystkim widać, że to jest jednak długi element garderoby, który niekoniecznie musi być obszyty futerkiem! Jeżeli więc uszyje się go w takiej wersji przewiewnej, nie bardzo zimowej, to na balu powinien jak najbardziej dać radę! Poza tym zwróćcie jeszcze uwagę, jaki jest surowy, tak jakby żywcem przeniesiony został z męskiej garderoby. I wydaje mi się, że tak było, bo kontusz panowie szlachta zaczęła nosić pod koniec XVII wieku i w ciągu pierwszej ćwierci następnego stulecia kobiety zaadaptowały ten przydatny element garderoby. Szczęście to dla nas, wystarczy nieco dostosować wykrój na męski kontusz.



Królowa Maria Józefa

Już w XVIII wieku pojawiały się polskie stroje świadomie stylizowane i to nie tylko za granicą, ale także w Polsce. Królowa Maria Józefina, żona Augusta III Sasa  nigdy w Polsce nie była, ale tytuł polskiej królowej zobowiązywał, więc sprawiła sobie taką programową suknię francuską z szamerowaniem, z rozciętymi rękawami, obszytą gronostajem, ale rozpiętą na jak najbardziej europejskiej rogówce i stanowiącej jedną całość. Do tego zminiaturyzowany kołpaczek obszyty futerkiem jako stylizowane nakrycie głowy. Ale Izabela z Flemingów Czartoryska chciała się chyba sportretować jako polska hoża dziewoja z zaścianka (oczywiście w uładzonej, jedwabnej wersji) i ten jej strój, choć nazwany polskim, jest takim raczej sielskim, rustykalnym kostiumem, włożonym może z okazji jakiejś ogrodowej zabawy.

Izabela z Flemingów Czartoryska

Portrecik bliżej niezidentyfikowanej damy
w stylizowanym stroju polskim






















Może się to wydawać dziwne, ale z przyczyn politycznie poprawnych Polki sięgały także do elementów "polskich" także w późniejszych, XIX strojach empirowych, chociaż raczej jako ewenement, a nie norma. Francuska empirka była modna i już! Ale jeśli trzeba było zamanifestować poglądy patriotyczne, związane z nadziejami na odzyskanie niepodległości - voila, oto suknie empirowe stylizowane na "starożytne suknie polskie". Wydają się równie zabawne jak angielskie empirowe suknie debiutantek dworskich, założone na paniers!
























Temat narodowego stroju polskiego wracał zawsze przy okazji zrywów patriotycznych na ziemiach polskich, a tych jak wiemy nie brakowało. Poniżej normalne żurnalowe modele sukni stylizowanych na polskie z lat 40 XIX wieku. Jak widać rozcięte rękawy i szamerowanie mają się bardzo dobrze i całkiem zgrabnie wyglądają na modnych sukniach. Urocze zaś są rogatywki, zapożyczone z mody męskiej (a wywodzą się wprost ze stroju krakowskiego, podniesionego do rangi stroju narodowego po powstaniu kościuszkowskim).

Wierzchnia warstwa tej sukni określana jest mianem "mierosławki", ciekawe dlaczego?
Wierzchnia warstwa tej sukni nazwana jest półkontusikiem, zaś nie wiadomo dlaczego.
Po "narodowy mundurek" kobiety sięgnęły masowo po upadku powstania styczniowego. W dobrym tonie było nie tylko nosić, czarną suknię i żałobną biżuterię z żelaza (i unikać zabaw tanecznych, buu), ale jeszcze do tego często ozdabiano przód stanika krynoliny szamerowaniem. I tutaj rygor żałobny był bardzo duży, szamerowanie nie tylko nie było złote, czy choćby kontrastowe, ale również smoliście czarne. Nie unikano też rozcinania rękawów, chociaż nie czyniono tego bardzo często, bo konieczne byłoby noszenie zupełnie innej niż zazwyczaj koszuli (z długimi rękawami), ale przede wszystkim białe rękawy odcinały się bardzo kontrastowo, trochę niwecząc efekt żałobnego stroju, ale na zdjęciach też widać, że w skrajnych wypadkach zakładano nawet osobną warstwę ubioru z czarnymi wąskimi rękawami. Białe elementy stroju też miały wydźwięk patriotyczny, oznaczając umiłowanie wolności.  Podbicie wylotów rękawów mogło być czarne albo białe.  Dodać należy, że za noszenie żałobnego stroju władze carskie mocno represjonowały kobiety.

Anna Krukowska
Apolonia Krukowska
Kobiety z rodziny Heurich


Ciekawym XIX wiecznym pomysłem było występowanie przez panny młode w stylizowanych kontusikach, dzięki którym mogły wyrazić swoje uczucia patriotyczne, ale też podkreślić skromność z jaką wstępowały w związek małżeński. Przy skomplikowanych sukniach z turniurami gładki kontusik wydaje się być szczytem prostoty. Najczęściej jednak pod nim kryła się współczesna modna suknia, może tylko nieco mniej "wypchana" pod spodem. Taki strój zaprojektował Jan Matejko dla przyszłej żony. Inny ciekawy i malowniczy wariant stroju narodowego zaprojektował Wojciech Gerson, przedłużając znacząco kontusik.

Teodora Matejko w sukni ślubnej

Z czasem zdjęto żałobne suknie, zaczęto prowadzić normalne życie i uczestniczyć w sezonach karnawałowych w balach. Ale moda na posiadanie stroju polskiego nie odeszła do lamusa. Był to już raczej strój okazjonalny, zakładany do fotografa albo na uroczystość o wydźwięku patriotycznym, ale właśnie w ostatniej ćwierci XIX wieku nastąpiło "ustalenie", jak ten polski strój narodowy dla kobiety ma wyglądać. Całkiem możliwe, że bazowano na miśnieńskich figurkach, które się zachowały, bo wierzchnia warstwa jest na nich przykrótkawa, sięgająca od bioder do połowy uda. Od tej pory to zawsze jest dość długa spódnica, ale i tak ukazująca stopy damy, do tego kontusik obszywany futrem lub łabędzim puchem. Uzupełnieniem stroju jest obramowany futerkiem kołpaczek. Taką wersję bezkrytycznie kopiują dziś wszelkie zespoły pieśni i tańca. Dość długo zresztą się utrzymał, patrząc po zupełnie późnych już fryzurach dam, które nieraz gwoli tradycji odstępowały od portretowania się w wymyślnej koafiurze, zaplatając po prostu długi warkocz. Nie da się jednak ukryć, że w końcu zarzuciły także tą modę, pozostawiając stroje narodowe wyłącznie swoim mężczyznom. Jeszcze raz zamiłowanie do francuskich nowinek w modzie wzięło górę. Za to panowie z arystokratycznych rodzin występowali w kontuszach jeszcze w okresie międzywojennym na ważnych uroczystościach np. weselach.



Ok, przebrnęliście? Ja ledwo, ale mam nadzieję, że to zebranie moich skromnych wiadomości w jednym miejscu pomoże nie tylko mi w wybraniu stroju balowego. Celowo nie poruszałam szerzej tematu strojów ludowych, bo nie jestem mistrzem w tej materii, ale ponieważ dostępne są bardzo szczegółowe opracowania, nie ma sensu ich powielać. Poniżej jeszcze zamieszczam linki do kilku stron, które były moimi materiałami referencyjnymi. Ich autorom serdecznie dziękuję za zamieszczone wiadomości i materiały.
  1. http://historicalclothes.blogspot.com/2013/11/o-rantuchach-i-czarnych-sukniach-w.html
  2. http://www.konkursmoda.wilanow-palac.pl/index.php?header_id=5&menu_id=135&lang=PL
  3. http://www.wilanow-palac.pl/odziez_szlachty_malopolskiej_w_xvii_w.html
  4. http://nadwornachoragiewdragonskafredry.strefa.pl/html/stroje02.html
  5. http://www.holms.eu/rycerze2005/index_100.htm
  6. http://www.wilanow-palac.pl/files/70_toiowo-sites-polskamodadamska.html#jupki
  7. http://ubioryhistoryczne.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?7,2010
  8. http://www.wilanow-palac.art.pl/o_strojach_polskich_augusta_iii_sasa_i_marii_jozefy_na_portretach_louisa_de_silvestre.html
  9. http://www.buw.uw.edu.pl/wystawy/modameska/narodowy.html
  10.  http://historia.org.pl/2016/01/22/schowaj-matko-suknie-moje-zaloba-narodowa-1861-1866/

Komentarze

  1. Przeczytałam :) Bardzo ciekawy tekst, jak zresztą wszystkie u Ciebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Usunęłam jeden komentarz, bo był powielony, jakiś błąd chyba.

      Usuń
  3. Bardzo wyczerpująca notka, świetnie jest znaleźć tyle przydatnych informacji w jednym miejscu :).

    Cieszyńskie stroje ludowe są przepiękne, polecam jeszcze rzucić okiem na biżuterię, jaką nosiły bogatsze kobiety. Coś wspaniałego! Ale osobiście miałabym opory przed założeniem stroju z regionu, z którym nie czuję się związana sentymentalnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty