Niedole życia w XVIII wieku - polemika

Jakiś czas temu La Reine de retro zamieściła ciekawy post dotyczący tego jak postrzega życie w XVIII wieku i dlaczego nie chciałaby się zamienić z żadną z osiemnastowiecznych dam (post Gabrieli - La reine de retro) Chciałabym podjąć ten temat i nie tyle sprzeczać się z Gabrielą,  co odpierać kolejne podniesione argumenty. Dlatego odpuściłam zamieszczanie komentarza pod postem i wypiszę się tutaj. Piszę ogólnie i teoretycznie. 

Jeśli więc sądzisz, że
1. Polowanie na męża byłoby Twoim celem życia ...

To byłoby Twoim celem zapewne, gdybyś żyła w XIX wieku. W XVIII małżeństwo było sprawą całej rodziny, a nie samej panny. Prawdopodobnie kandydata na męża wybraliby Ci rodzice, nie zawsze zmuszając Cię do związku z odrażającym starcem. Jeśli byłabyś dobrze usytuowana, kandydaci do Twojej ręki zgłaszaliby się sami. Najprawdopodobniej w wieku najdalej dwudziestu lat byłabyś już mężatką i być może mamą. I jeśli wraz z mężem bylibyście postępowi, prawdopodobnie nie mielibyście gromady dzieci tylko najwyżej kilkoro i chętnie wcielalibyście nowe pomysły na wychowanie pociech, studiując z zapałem Woltera.
Ceremonia ślubna
Jeżeli bardzo byś nie chciała męża, mogłabyś wybrać życie w klasztorze albo jako kanoniczka (coś w rodzaju świeckiego uczestnictwa w życiu klasztornym, ale z możliwością wychodzenia poza mury klasztorne, przyjmowania gości itd.) Fakt, to specyficzne życie, ale z drugiej strony dające Ci wolność kształcenia się. i podwyższone w stosunku do zwykłych kobiet prawa obywatelskie (możliwość dysponowania majątkiem zakonnym, stawanie jako świadek w sądzie - zwykła kobieta nie miała takiej możliwości). Jeśli wkurzyłoby Cię absolutnie wszystko w systemie społecznym, mogłabyś towarzyszyć wojsku jako markietanka, kosztem oczywiście wielkiego ubóstwa, swobody obyczajowej i niepewności jutra, ale prawie pełnej wolności osobistej. Więc po co się tak spinać kwestią małżeństwa? Nawet dzisiaj wiele kobiet czuje się niespełnionych, nie pozostając w związku choćby nieformalnym albo odkładając kwestię macierzyństwa ad infinitum.

 2. Sawantki były niemile widziane w towarzystwie
Portret Madame Villeneuve
Znów przyłożenie poglądów XIX wiecznych do tych z XVIII wieku. Na szczęście wiek Oświecenia był łaskawy dla kobiet i chociaż nie umożliwiał kobiecie zdobycie formalnego wykształcenia poprzez ukończenie studiów uniwersyteckich, w warstwach mieszczańskich i szlacheckich nie zabraniał pogłębiania wiedzy w różnych dziedzinach. We Francji wręcz modne było prowadzenie salonu naukowego, do którego zapraszało się wieczorami wynalazców i filozofów. Drukowano spore ilości książek, którymi mogłabyś uzupełniać bibliotekę. Gdybyś mieszkała daleko od ośrodków naukowych, mogłabyś korespondować z wielkimi myślicielami  tego okresu, wcale nie będąc koniecznie arystokratką, wystarczy mieszczańskie pochodzenie. Mieszkając w mieście, mogłabyś brać udział w życiu kulturalnym poprzez np. uczestnictwo w spektaklach teatralnych. Polska była nieco zapóźniona pod tym względem, ale nawet do nas docierały wszelkie nowinki z Francji i były chętnie adaptowane. Inteligencja i wykształcenie były na tyle cenione, że nawet król Staś Poniatowski, gdy zamienił kilka słów z nowo przedstawioną pięknością podsumował ją kwaśno: "Dobrze, ale o czymże z nią rozmawiać w antraktach".

3. W XVIII wieku jesteś skazana albo na nudę albo na ciężką pracę

Załóżmy, że jesteś zamożną arystokratką - masz do dyspozycji sporo książek, instrumenty muzyczne, konie do codziennych przejażdżek w siodle, możesz jeździć wraz z mężczyznami na polowania, zakładać ogrody i zbiory sztuki. Być może budujesz nawet salę teatralną, utrzymujesz pałacowy zespół teatralny i baletowy a także orkiestrę. Prowadzisz bardzo regularne życie towarzyskie. Jak podróże to z rozmachem - przyjeżdżając do Paryża wynajmujesz umeblowany pałacyk, a nie łóżko w dormitorium w hostelu na obrzeżach. I podróżujesz także po to, żeby poznawać nowych ludzi.
Jako mieszczka nie tylko pracujesz (od najcięższych prac masz służącą), co zapobiega nudzie, ale masz swoje grono znajomych, z którymi również bardzo regularnie się spotykasz, chodzisz wieczorami do teatru lub do opery, w karnawale na publiczne reduty, pewną rozrywkę zapewnia ci także uczestnictwo w rozbudowanym życiu religijnym i publiczne egzekucje. Śledzisz wszelkie nowinki w modzie, zakładasz co niedzielę nowy czepek na niedzielną mszę i co tydzień szewc szyje ci bławatne pantofelki. Dla rozrywki haftujesz, może grasz na jakimś instrumencie.Chyba nie jest znowu tak źle, a że zawsze może być lepiej... cóż, nasze babcie i mamy też miały mniejsze możliwości od nas, a żyjemy przecież w tych samych czasach, różnica ok. 50 lat.

4. XVIII wiek to czas brudu i smrodu

Louis Léopold Boilly "La toilette intime"
Fakt, zbyt czyści ludzie nie byli, ale pomyśl sobie, że jeszcze w latach 60-70 dwudziestego wieku standardem było codzienne mycie się w "strategicznych" miejscach i kąpiel zaledwie raz na tydzień. Podobnie rzecz miała się z myciem głowy - fryzury w latach 60 były między innymi po to tak silnie lakierowane, żeby przetrwały jak najdłużej, żeby nie trzeba było czesać się codziennie, a co za tym idzie myć często głowę. Do fryzjera na mycie głowy i czesanie trafiałaś więc najwyżej 2 razy w tygodniu. Wszystko jest kwestią standardów - nawet teraz do mycia twarzy służy już nie woda i mydło a bawełniany wacik i płyn micelarny (a jeszcze w latach dziewięćdziesiątych tłuste mleczko kosmetyczne, a potem tonik, często na bazie alkoholu), niemowlaki też już przestaje się kąpać codziennie, tylko np. co drugi dzień, a toaletę przy zmianie pieluchy załatwia się przy pomocy nasączonej chusteczki. Poza tym na imprezach historycznych człowiek przekonuje się, że myjąc się bardzo oględnie przez kilka dni też można ze sobą wytrzymać. No ale wracając do XVIII wieku - prawdopodobnie nacierałabyś się codziennie pachnącymi wódkami i zakładała świeżą koszulę. Modnie było mieć łazienkę, która służyła zresztą również do spotkań towarzyskich i spożywania posiłków, nie tylko do ablucji. A w zamku w Łańcucie znajduje się uroczy zresztą mebelek - bidet w postaci drewnianej ławki z umieszczoną w zagłębieniu płaską miską, który służył podobno samej Marii Antoninie w wiadomych celach. Może więc z tym myciem nie było do końca tak źle?

5. Ten gorset jest taaaaki okropny!


Ok, ściśnięcie w pasie to nie jest to co tygryski lubią najbardziej. Ale to dotyczyło przede wszystkim arystokratek i tylko w niektórych sytuacjach - nawet wielkie damy nie nosiły przez cały dzień wyjściowych sukni. To nie była era tight-lacingu. We własnych pokojach panie mogły sobie pozwolić na większą swobodę. A kobiety, które musiały pracować, nie ściskały się do utraty tchu, tylko lekko sznurowały, aby zachować swobodę ruchów i dać podporę plecom przy siedzeniu na ławach bez oparcia i przy przenoszeniu ciężkich rzeczy. Rekonstruktorki z tego okresu twierdzą nawet, że w gorsecie jest im po prostu wygodnie, nic nie uwiera nawet po całym dniu noszenia. Dbanie o postawę... wybaczcie, ale czy naprawdę ideałem współczesnej kobiety ma być garbiąca się, człapiąca ciężko i zapasiona istota z talią muffin top? Nie mówię, że anorektyczna modelka ma ją zastąpić, ale wyprostowana kobieta, stąpająca lekko i z wdziękiem nie tylko wygląda pięknie, ale sprawia wrażenie po prostu pewnej siebie.

Jak dla mnie była to więc całkiem normalna epoka, pod względem pędu do nowoczesności i reform społecznych nawet zbyt podobna do naszej.

Komentarze

  1. wspaniały wpis, nic dodać, nic ująć, podpisuję sie dwoma rękoma.
    Ludwik August

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że nieco opacznie zrozumiałaś to, co chciałam wyrazić w moim poście i na tej podstawie zarzucasz mi, całkowicie niesłusznie, ignorancję. Nie przypominam sobie, żeby moje argumenty brzmiały w taki sposób, w jaki to opisałaś, a jeśli wyraziłam podobne sformułowanie, to było ono umieszczone w nieco szerszym kontekście. No bo zobacz - nie napisałam, że światłe kobiety nie były mile widziane w towarzystwie. Wiem doskonale, jaką wagę miały XVIII-wieczne salony, tylko że ja pisałam o normalnym wykształceniu, dającym możliwości pracy naukowej i badawczej, lub chociażby publikowania swoich tekstów (o tym, że kobiety pisarki często spotykały się z pogardą, można przeczytać w ówczesnych pamiętnikach). I wiem również, że były wyjątki - ale to były jednak tylko wyjątki. Tak samo jak nie napisałam, że XVIII wiek to czas brudu i smrodu, tylko że stan higieny zarówno wtedy, jak i właściwie w większości poprzednich stuleci by mi nie odpowiadał, a przede wszystkim - że bardzo doceniam współczesne medycynę i kosmetyki. Także i w ostatnim punkcie nie do końca chodziło mi o same gorsety, ale po prostu o to, że niekoniecznie chciałabym w ówczesnych sukniach chodzić na co dzień i cenię współczesność za to, że mam wybór.
    Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałaś sens mojego wpisu - nie chodziło mi o to, żeby pokazać, że życie w XVIII wieku było beznadziejne, ale o to, że nie idealizuję tego stulecia, a moja pasja nie wynika z tego, że po nocach wylewam rzęsiste łzy do poduszki z powodu tego, że nie urodziłam się w XVIII wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogie Panie
      uważam, że nie jest potrzebna wymiana zdań na takiej płaszczyźnie, którą można delikatnie określić jako spór. Otóż, miłe Panie, obie macie swoje uzasadnione racje, i nie odnoszę się do strony merytorycznej Waszych wpisów lecz do zasadności tego nazwijmy - sporu. Każda z Was pisze o czymś innym, niejako o swoich osobistych wyobrażeniach czy odczuciach czegoś, czego nigdy nie doświadczyłyście. Oba posty są bardzo ciekawe, bo pozwalają ocenić tamte czasy przez pryzmat życia w XXI wieku. To wspaniałe i zabawne, bynajmniej nie określa rzeczywistego stanu wymienionych tematów ani w pełni nie wyczerpuje, wg mnie to raczej wyobrażenia życia w XVIII wieku z porównaniem tego, czego doświadczamy żyjąc dzisiaj. Ale oba Wasze posty są bardzo dobre, oba zawierają swoiste spojrzenie na te ciekawe dzieje. Więcej takich postów, czytam je z ogromnym zaciekawieniem. Gorąco pozdrawiam Obie miłe Panie i Waszych czytelników.
      (też mam swoje wyobrażenia, zapewne niekoniecznie zgodne z historycznymi faktami.
      Ludwik August

      Usuń
    2. Gabrielo, dziękuję za obszerny komentarz pod tą wypowiedzią. Starałam się, aby tekst nie był ofensywny wobec Twojej osoby, aby najlepiej w ogóle nie był powtórzeniem Twoich słów, stąd przeniesienie tematu na własne podwórko, a nie uprawianie "hejtu" w komentarzach - widocznie nie w pełni udało się. Jeżeli więc uraziłam Cię, przepraszam, nie taki był zamiar. Chciałam odnieść się wyłącznie do pewnych twierdzeń, zawartych w poście. Nie do wszystkich - są takie z którymi wogóle nie ma co polemizować, jak np. opieka medyczna czy wartość formalnego wykształcenia,ale też nie taki był cel. Po pierwszej lekturze, ale i następnych niektóre z twierdzeń w opublikowanym tekście budzą mój sprzeciw, co nie znaczy że przypisuję autorce- w tym przypadku konkretnie Tobie, jakiekolwiek cechy typu ignorancja.
      Wymiana poglądów to zresztą normalna potrzeba, zwłaszcza wykształconego człowieka, na polemice też opiera się część prac naukowych. Ja naukowcem nie jestem, ale zwyczajnie patrzę inaczej na niektóre tematy. To nie ma nic wspólnego z idealizacą epoki, czy przeświadczeniem, że była beznadziejna. Ani też poczuciem tego, że urodziło się zbyt późno lub zbyt wcześnie na tym świecie.

      Panu Ludwikowi Augustowi dziękuję bardzo za wyważone słowa i zażegnywanie ew. sporu. To miłe, kiedy coś co napiszemy spotyka się z zainteresowaniem.



      Usuń
  4. Nie wiem jak inni ale nie wyobrażam sobie, żeby służaca czy bogata patrycjuszka nosiła niewygodny gorset. To tak jakby tych ludzi nie dotyczyło pragnienie wygód tak jak współczesnego człowieka. Problemem gorsetów jest to, że większośc wspólczesnych kobiet nosi je nie od dziecka, tylko w wieku kiedy ciało jest już ukształtowane i nagle, ktoś domaga się aby gorset go nie uwierał? Wspólczesne ciała nie są szkolone w tym kierunku, nie uprawia się sportów jesli już to przede wszytskim siłowe, które nie wzmacniają mieśni a tylko je obficie powiększają. Ludzie czasu XVIII wieku od malego cwiczyli, tańczyli, dziennie chodzili wiele mil. Nie było autobusów, rowerów i dronów. Poprzez cwiczenia wojskowe czy taneczne dochodzono do wymaganej sylwetki - proste plecy i mocna szyja (osobiscie nie widzę w tym nic zdroznego, wiecej to jest zdrowa postawa). Tym bardziej, że z gorsetami eksperymentowano, nie zawsze je noszono, a były także gorsety leniuszki czy te przeznaczone do konnej jazdy i do macierzyństwa.
    Ostatnio badając pewien inwentarz (z pocz. XVIIIw.) natrafiłam na "maniaczkę higieny" w swojej garderobie miała kilka plaszczy kąpielowych, czepków, fartuchów, patynek,nie wspominajac o mydłach, antosach, srebrnych szczotkach do języka, zębów i ucha! Problem higieny w XVIII wieku jest powielany przez ideowych historyków XIX wiecznych. Zrówno teraz jak i wtedy byli ludzie brudni i tacy co cenili sobie kąpiel a jaka ona była to juz temat na inna dyskusję łacznie z tym czy kobiety nosiły majtki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fascynujące jest to, co piszesz o tych przyborach toaletowych. We współczesnej łazience tyle nie mam! Ja też mam wrażenie, że wiek XIX wiele zepsuł w naszym odbiorze historii, ba dopiero z czasem dowiaduję się, jak bardzo.

      Usuń
    2. bardzo ciekawy komentarz Pani kostiumolog z "ateler polonaise". Bardzo lubię takie wyważone opinie, zgadzam się całkowicie, bo przecież ludzie mają takie same podstawowe potrzeby niezależnie od czasów, w którym żyją w takich kwestiach jak choćby codzienna wygoda, przecież nikt celowo nie wkładałby gorsetu tylko dlatego, żeby go uciskał lub nie mył się po tak mu jest przyjemnie. To absurd. W dziejach zawsze tak było i tak jest dzisiaj. Skrajne wypowiedzi, że XVIII wiek to wiek brudu jest niedorzeczne i krzywdzące zapewne dla wielu wtedy żyjących (jak choćby w/w dama - "maniaczka higieny" - chciałbym poznać kim ona była, a także słynąca z przywiązywania ogromnej roli do czystości księżna de Lamballe
      pozdrawiam
      Ludwik August

      Usuń
  5. Dziekuję! Postaram się napisac post o tym co zawarłam w tej odpowiedzi ale na swoim blogu aby nie zaśmiecac przestrzeni tutaj. Na marginesie mogę doda, ze Gottfried Taubert w ksiazce Rchstaffener Tantzmeister, postulowal o gorsety, ktore dobrze trzymaja brzuch oraz bawety, strasznie się za to oburzał na czepki Fontagne (byly za wielkie). Ogołem uwazal ze stroj musi byc wygodny, skromny ale elegancki (nie przeladowany) i zapewniac zdrowie noszacego. Postulaty jak najabrdziej znane wspolczesnym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty