Ubieramy "Przeminęło z wiatrem"


Są takie fragmenty powieści, do których wracam z uporem maniaka, choćby sama powieść znana mi już była na pamięć. Te fragmenty to zwykle opisy damskiej garderoby, zawartości toaletki i szykowania się damy na wielkie wyjście. Widząc stare żurnale zastanawiam się, czy dana kreacja pasowałaby do głównej bohaterki. Z powodzeniem można taką zabawę uprawiać, zwłaszcza jeżeli autorka (zazwyczaj) powieści zostawiam nam szczegółowy opis sukni. Dlatego uwielbiam Margaret Mitchell, która piękne stroje uczyniła kolejnymi bohaterkami "Przeminęło z wiatrem" rozpisuje się o nich z takimi detalami, każe im grać swoje role, że mam wrażenie, że powinna je nazwać imionami własnymi. Okazuje się, że Margaret Mitchell podczas pisania tej powieści regularnie zaglądała do archiwalnych numerów "Godey's Lady's Book", w których znajdowały się kolorowe rozkładówki z modnymi fasonami sukien. Na tym periodyku każe też wzorować się wszystkim paniom w Atlancie. A podczas przygotowań do kręcenia filmu kostiumolog Walther Plunkett skorzystał z nich ponownie, obdarzając południowe dziewczyny bardzo dobrze odwzorowanymi sukniami, zmieniając detale tam, gdzie uważał, że się to lepiej przysłuży postaci - dzięki temu np. młodość Scarlett podkreślana jest przez krótkie rękawki, których oryginalne krynoliny w wersji dziennej nie miały.

Godey's Lady's Book z kwietnia 1861 roku - początek akcji w "Przemineło z wiatrem"
źr. foxhistoriccostume.wordpress.com
Znalazłam kiedyś bloga z taką świetną zabawą w dopasowanie sukien, które Margaret Mitchell mogła mieć na myśli pisząc powieść, znajdziecie ją pod tym linkiem Doppelganger Dresses. wciągneło mnie tak, że postanowiłam sama się pobawić - połączyć opis z projektem albo poprawić samą pisarkę. Ciekawe, czy spodobają się Wam moje pomysły na suknie, które nosiły amerykańskie piękności - southern belles?

Suknia na barbakoę/barbecue w Dwunastu Dębach

Filmowa muślinowa sukienka - najładniejsza ze wszystkich!
"Nowa jej sukienka z zielonego muślinu w kwiatki, o bardzo sutej krynolinie, była dokładnie dobrana do koloru zielonych safianowych pantofelków (...)Suknia doskonale uwydatniała talie Scarlett- najcieńsza talie w trzech powiatach!-(...)a ciasny stanik uwypuklał jędrne, dobrze jak na jej wiek rozwinięte piersi. Mimo jednak skromności, jaka tchnęła ta suknia (...)-prawdziwą swoją naturę trudno było Scarlett ukryć.(...) Była to jednak suknia popołudniowa. Nie była odpowiednia na rano, gdyż miała króciutkie rękawki i głębokie wycięcie. Nie było jednak wyboru."

W oryginalnym pojawia się określenie "green sprigged muslin", więc można to rzeczywiście zinterpretować jako suknię w zielone gałązki, a nie zieloną w całości. Ciekawe, że rzeczywiście wiosną i wczesnym latem 1861 roku, kiedy zaczyna się powieść i wybucha wojna, takie sukienki w roślinny wzór były modne.
To była bardzo piękna, nowiutka suknia, niby skromna, ale jakże nieodpowiednia na wizytę w ciągu dnia-wszystkie wdzięki Scarlett podane były jak na tacy. Ciekawe, że Scarlett wybierała kreację na barbecue kierując się tylko tym, co może sobie pomyśleć o niej Melania. Scarlett doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że chłopcy będą się za nią oglądać, ale wygląda na to, że jednak nie miała zielonego pojęcia, w czym podoba się wymarzonemu Ashleyowi.Cały pokaz zaplanowany był więc pod kątem pognębienia bezbarwnej Meli, stworzenia maksymalnego z nią kontrastu. Nieobecność matki na tym wydarzeniu towarzyskim pozwalała na strojowe szaleństwo, choć panna O'Hara była pewna, że matrony w salonie nie zostawią na niej suchej nitki, a panny, choć nie powiedzą jej tego w twarz, będą ją obmawiać za plecami. A ja bym ubrała taką muślinową suknię w deseń z przedłużonymi rękawami i zakrytym dekoltem, aby wyglądać odpowiednio skromnie. Myślę, że suknia zrobiłaby równie wielkie wrażenie na gościach. Podobają mi się wszystkie trzy poniżej.
Francuski Journal de demoiselles z 1861 roku
Również francuski De Follet z czerwca 1861 roku
La Mode Ilustree, czerwiec 1861 


Suknia poślubna Scarlett na wesele Ashleya i Melanii

Jabłkowo zielona suknia z 1860 roku
"Scarlett stała w swojej jabłkowej "poślubnej" sukni w salonie w Dwunastu Dębach, w świetle setek świec, w tym samym tłumie, co poprzedniego dnia (...)Gdyby nie było wojny, po ślubie nastąpiłby tydzień wizyt po całej okolicy, bale i barbakoje na cześć dwóch młodych par, potem zaś podróż poślubna (...). Gdyby nie było wojny, Scarlett wkładałaby co dzień nową suknię na przyjęcia (...) Teraz jednak nie było zabaw ani podróży poślubnych."
Ta suknia nie została pokazana na filmie, zawsze więc wyobrażałam ją sobie jako taką kreację w złocisto-różowym odcieniu soku jabłkowego. Ale w książce w oryginale jest opisana jako apple- green "second day" dress, czyli suknia poprawinowa w kolorze zielonego jabłuszka. Scarlett uwielbiała ten kolor podkreślający zielone oczy, więc wybrała go na motyw przewodni swojej garderoby w okresie, kiedy jako młoda mężatka mogłaby błyszczeć urodą i olśniewać wdziękami. Przynajmniej tyle zyskałaby, mając niekochanego, fajtłapowatego męża, jednak wojna pozbawiła ją nawet takich niewinnych przyjemności w pierwszych tygodniach maja 1861 roku. Poza tym taki wyraźny zielony kolor był przebojem w przemyśle tekstylnym - wreszcie wynaleziono barwnik chemiczny, który umożliwiał uzyskanie tak pięknej barwy tkaniny, ale nie wiedziano wówczas, że był trujący i przyczyniał się do kłopotów ze zdrowiem noszących zielone stroje elegantek.
Wracając do propozycji stroju wybrałam dwie suknie z żurnali, na których Scarlett mogłaby się wzorować. Musimy pamiętać, że takie suknie faktycznie szyto według najświeższej mody, ale musiały starczyć na kilka lat. Najbardziej podoba mi się ten projekt z maja 1861 roku z koronkowym kołnierzem, już taki bardziej stonowany, jak przystałoby młodej mężatce, ale na wieczorny bal weselny młoda pani Hamilton mogłaby ubrać suknię balową z dużym wycięciem według projektu z 1860 roku.


Zielona suknia Mabelle Merriweather z jarmarku dobroczynnego w Atlancie

"Maybelle Merriweather, wsparta na ramieniu swojego żuawa, szla w stronę sąsiedniego stoiska w zielonej sukni muślinowej, tak szerokiej, ze jej talia wydawała się aż nieprawdopodobnie cienka. Suknia była bardzo zmarszczona i miała falbanki z kremowej koronki Chantilly, sprowadzonej z Charlestonu ostatnim transportem przemyconych towarów. Maybelle wiec puszyła sie w niej tak bezczelnie, jak gdyby to ona go przemyciła, a nie słynny kapitan Butler. "Mój Boże, jak mnie byłoby do twarzy w tej sukni- myślała Scarlett z dziką zawiścią w sercu- Maybelle ma talie jak krowa. Ten odcień zielonego jest moim kolorem i tak świetnie podkreśliłby moje oczy. (...) Mabelle ma skórę koloru stęchłego sera. (...)"
Mamy już rok 1862, od ponad dwunastu miesięcy trwa wojna i piękności z Południa na swoje bale chodzą już w szmuglowanych jedwabiach, ale latem tego roku wciąż wyglądają prześlicznie. Ale dla Scarlett skończyły się dni olśniewania uroda i kokieterii. Nieśmiały Karol zmarł w wojsku, nie wyszedłszy nawet w pole, a siedemnastoletnia wdowa jest traktowana przez społeczeństwo jak pogrzebana żywcem. Pozostają jej tylko czarne, ultrakonserwatywne stroje. Jednak Scarlett dalej czuje się najładniejszą dziewczyną w mieście i nie chce się zgodzić na odsunięcie na boczny tor. Zamęt wojenny przyjdzie jej z pomocą, ale póki co patrzy z zazdrością na zieloną suknię Maybelle. Margaret Mitchell określa tą suknię jako apple green tarlatan dress, czyli raczej sztywną, bawełnianą suknię prześwitującą jak bandaż, niż miękko układającą się muślinową. Spróbujmy więc taką znaleźć w przemycanych przez blokadę francuskich i angielskich żurnalach. 
Najbardziej przekonuje mnie chyba projekt tej zielonej sukni z listopada 1861 roku, bo i talia dziewczyny jest mocno zredukowana i ta koronkowa warstwa pasuje do opisu, ale angielska z grudnia 1861 roku też mniej więcej odpowiada opisowi, jest zdecydowanie sztywniejsza, jakby faktycznie z tarlatanu. Zielony wzorzysty angielski projekt z lutego 1862 roku wymagałby nieco podrasowania, ale przynajmniej ma falbanki i bardzo ciasną talię.




Suknia ślubna Maybelle Merriweather

Panna młoda z okresu wojny secesyjnej
"Maybelle Merriweather miała wyjść za swojego żuawa podczas najbliższego jego urlopu i płakała gorzko, myśląc o ślubie, ponieważ wymarzyła sobie, że będzie miała białą atłasową suknię ślubną,na Południu zaś nie można było dostać białego atłasu. Nie mogła nawet pożyczyć sobie sukni, ponieważ wszystkie atłasowe suknie ślubne sprzed kilku laty zostały dawno pocięte na sztandary bojowe.(...)Rhett dowiedziawszy się o tym od Melanii przywiózł z Anglii niezliczone  metry lśniącego białego atłasu i welon koronkowy i ofiarował je Maybelle w prezencie ślubnym (...)Rhett nie dość na tym, że przywiózł atłas, potrafił jeszcze doradzić Maybelle jak ma uszyć suknię ślubną. W owym sezonie noszono w Paryżu szersze krynoliny i krótsze spódnice. Falbany były już niemodne, natomiast doły spódnic wycinane były w zęby, spod których wyglądały lamowane haleczki."

Epizod ze ślubem Maybelle Merriweather, najładniejszej po Scarlett dziewczyny w Atlancie był zbyt mało znaczący, żeby go pokazać w filmie, ale w tym nie do końca sprecyzowanym okresie na przełomie 1862/63 wiele młodych panien musiało zderzyć się z wojenną rzeczywistością. Nie było trudno o mężczyzn tam gdzie skupiały się wojska, a młodzi ludzie nie chcieli czekać ze ślubem na spokojniejsze czasy. Tylko brakowało materiałów i żurnali, na którym można byłoby się wzorować. Rhett był więc dla Maybelle prawdziwym Aniołem Stróżem, który spełnił jej prościutkie babskie marzenia o idealnej sukni ślubnej.
Myślę, że Maybelle mogła skorzystać z francuskiego projektu, prostego i wysmakowanego, który mogłaby "podkręcić" gęstym koronkowym welonem od Rhetta, ale ta dwuwarstwowa suknia z 1863 roku też jest bardzo elegancka. Suknie na zbiorowym obrazku z Godey's jednak mnie nie przekonują, są zbyt przeładowane.

Francuska suknia ślubna z 1862 roku
Amerykańska suknia ślubna z 1863 roku
Godey's Lady's Book z grudnia 1862 roku - suknie ślubne do wyboru

A jak naprawdę wyglądały wojenne suknie ślubne? Bardzo prosto, bez nadmiernej ilości ozdóbek i naszyć i myślę, że wreszcie nie przytłaczały młodych oblubienic, tylko pozwalały pokazać ich naturalne piękno. Ich mężowie idący na wojnę na pewno mieli co wspominać.





Podobała się zabawa? Ciekawa jestem, jakie byłyby Wasze typy sukienek dla piękności z Południa.

Komentarze

  1. Uwielbiam "Przeminęło z wiatrem", ale czytając je i myśląc o nim zawsze mam przed oczami suknie z ekranizacji filmu, nie wyobrażam sobie naszej bohaterki w żadnych innych! :)Pisałam o szafie Scarlett: http://umalujsie.blogspot.com/2012/04/szafa-scarlett-ohary.html, http://umalujsie.blogspot.com/2012/05/stroje-scarlett-ohary-tkaniny.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Przeminęło z wiatrem" miało szczęście do dobrego kostiumologa i kreacje faktycznie stały się ikoniczne. Jednak są perły literatury, których wolałabym nie widzieć przez pryzmat filmowych kostiumów np. "Wojnę i pokój", "Annę Kareninę" czy "Dumę i uprzedzenie" - w jakiejkolwiek ekranizacji kostiumy bywają albo nietrafione albo niedostrzegalne.

      Usuń
  2. polecam (XVIII w.)
    https://www.youtube.com/watch?v=4GBhKrwdqjo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaak, uwielbiam to! zarówno powieść, jak i film. Znakomite pokazanie ducha epoki!
      No a sceny "toaletowe" nie mają sobie równych.

      Usuń
  3. Lubię takie posty - zarówno czytać, jak i pisać. Zawsze wtedy fajnie konfrontują się realia epoki z wyobraźnią pisarza i czytającego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równie łaskawy dla kobiecych fatałaszków był też o dziwo Lew Tołstoj. Kusi mnie bardzo do takiego dopasowania "Anna Karenina", ale muszę jeszcze pooglądać mnóstwo żurnali z tego okresu, bo jakoś nie interesował mnie szczególnie ten czas w modzie do tej pory.

      Usuń
  4. Tekst ciekawy ale ...filmy: Wojna i Pokoj do kitu, Anna Karenina do kitu, Duma i Uprzdzenie tylko 1995 rocznik reszta do kitu. Przeminęło nie czytałam ale film widziałam i jakoś bez achów i ochów, był chyba jeszcze dalszy ciag przygód Scarlett jesli dobrze pamietam : Scarlet mieszkała chyba wtedy w Irlandii. Ja chyba nie przepadam za kultura amerykańska a ich stroje to przecież kopie z europejskich żurnali mód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, akurat te filmowo-powieściowe evergreeny są zwykle źle ubrane, przynajmniej te z ostatnich lat. Ale co sądzisz o strojach w ekranizacji "Anny Kareniny" z 1997 roku z Sophie Marceau w roli głównej?

      Usuń
    2. a powieść" Przeminęło z wiatrem" doceniam dopiero jako dorosła kobieta; jako nastolatka uważałam, że jest rozlazła i taka bezbarwna w porównaniu z ekranizacją i wkurzałam się, że nie opisuje tylko życia przedwojennego. Aktualnie dostrzegam w niej wiele smaczków związanych ze społeczeństwem i obyczajowością, a przede wszystkim odwagę kobiet, które przetrwały wojnę i powojenną biedę.

      Usuń
    3. Nie pamietam już tej wersji Anny Kareniny. W Dumie i Uprzedzeniu nie podobały mi się suknie szyte z sari. Ja nie jestem pewna czy sari było wtedy wykorzystywane na suknie, szale kaszmirowe - tak, ale sari - nie wiem.

      Usuń
  5. Przeminęło z Wiatrem ma moim zdaniem tę charakterystyczną cechę "idealnego filmu kostiumowego": wszystkie stroje są w nim zaprojektowane w taki sposób, by idealnie wpasowywały się w realia estetyki z przełomu lat 30 i 40 tych XX wieku, jednocześnie są też w każdym calu jak najbardziej poprawne historycznie, a do tego jeszcze idealnie oddają charakter postaci. I za to między innymi kocham ten film i kocham tę książkę (i kocham Rhetta, ale to już mniejsza z tym...), bo wszystko jest w nich takie dopracowane niemalże do perfekcji ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty