Szampon jajeczny - z przepisów prababki i wnuczki

Szampon z jajka to jeden z najstarszych kosmetyków do włosów z udokumentowaną historią, sięgającą co najmniej początków XIX wieku. W epoce przed wynalezieniem szamponu opartego na detergentach był w zasadzie jedynym rekomendowanym środkiem do oczyszczania skóry głowy. Może przez tą długą historię "mądrość ludowa" głosi, że pielęgnacja włosów przy pomocy mikstur z udziałem żółtek albo całych jajek będzie działać dobroczynnie na włosy i nawet te suche albo zniszczone doprowadzi do pożądanego stanu lśniących, miękkich kędziorków, mocnych jak liny okrętowe. Doświadczenie z domowymi kosmetykami uczy, że niekoniecznie tak będzie, bo nie każde włosy polubią się z jajkiem, ale zobaczymy, co takiego z jajkami robiły nasze prababki.

Przy okazji - zauważyłyście, że Wasi mężczyźni reagują alergią na hasło "włosomaniactwo" i patrzą podejrzliwie za każdym razem, kiedy chodzicie z ręcznikiem i czepkiem na głowie albo teatralnie pociągają nosem, kiedy stosujecie ziołową wcierkę? Ale jeśli podzielicie się składnikami "wysokoprocentowymi" z poniższych przepisów albo ukręcicie im własnoręcznie słodki kogel-mogel z żółtka, na pewno spojrzą przychylniej na nasze eksperymenty.

Regencja cała w pianie
Czyżby do mycia włosów lady Bertram
  używano jajek od domowego drobiu,
róż ścinanych przez Fanny Price 
podczas
upalnego 
dnia i najlepszego rumu
z posiadłości Bertramów na Antigui?
W okresie angielskiej regencji (na kontynencie europejskim mówimy o okresie napoleońskim albo empire)  nie noszono specjalnie długich włosów, skupiając się tylko na ich codziennym starannym układaniu w loczki. Co ciekawe do pielęgnacji włosów nie używano całych jajek, estymą cieszyły się wyłącznie białka. Przepis na miksturę oczyszczającą włosy, zamieszczony w "The Mirror of Graces", napisanej w 1811 roku przez ukrywającą swe imię damę zawierał tylko trzy składniki, zapotrzebowanie na dużą ilość wolnego czasu oraz... zasobną kieszeń. O poranku należało ubić na pianę 6 białek i wetrzeć w skórę głowy, a następnie pozostawić miksturę na cały dzień, aby wyschła. Wieczorem całość spłukiwano mieszaniną wody różanej i rumu w równych proporcjach, polewając nie tylko skórę głowy, ale także włosy na długości. W wiejskich posiadłościach nie brakowało jajek, przygotowanie wody różanej w lecie też nie stanowiło problemu. Tylko ten kosztowny rum...
Obecnie wiemy, że białka jajek i alkohol mogą wysuszać skórę i włosy, ale nie lekceważyłabym tak do końca tego przepisu - historia następnej damy dowodzi, że mikstura proteinowo-alkoholowa może utrzymać włosy w dobrej kondycji do późnej starości. Czy jednak taki regencyjny przepis ma dzisiaj rację bytu?

Wyobraźcie sobie mycie głowy w misce...
Dzbanek i miska do mycia z ok. 1814 roku
Po imprezie plenerowej włosy mam poszarpane wiatrem i suche, w dodatku przesiąknięte zapachem dymu z ogniska, więc najpierw nacieram je na całej długości olejem, aby je chociaż trochę natłuścić. Nakładam na włosy pianę ze wszystkich białek, jakie zostały po Wielkanocy, sześć, może osiem. To błąd - piany jest za dużo, jak dla całej armii wojska! Wystarcza nie tylko na wtarcie w skórę głowy, ale i we włosy na długości i jeszcze zostaje. Wystarczy więc wziąć 1-2 białka, aby nie ściekały z włosów. I wcierać je tylko we włosy u nasady, omijając końcówki.
Nie ma szans na trzymanie tego na głowie przez cały dzień - wytrzymałam może cztery godziny i zmyłam czym prędzej. Białko zasycha, nieprzyjemnie ściągając skórę. Wystarczy więc poczekać, aż białko lekko przeschnie. Na domycie włosów nie wystarcza skromny dzbanuszek wody, włosy trzeba polewać solidnie chłodną wodą z prysznica, ale białko zmywa się bez śladu, nawet to zastygłe.

Dopiero na koniec stosuję płukankę inspirowaną oryginalnym przepisem. Ponieważ na róże jest jeszcze za wcześnie i nie mam w domu rumu, spłukuję włosy domowym destylatem z rumianku i kwiatu czarnego bzu (robionym według przepisu na wodę różaną z kafetierki, porcję ziół destylowałam trzykrotnie), zmieszanym z łyżką octu malinowego.

Fryzura a'la Titus
Rezultaty? Włosy są puszyste i lekkie,  ale nie mają spektakularnego połysku. Pomimo moich obaw nie są wcale sztywne. Nie są również przesadnie napuszone, tylko krótkie włosy przy głowie, "baby hair" stają dęba. Skóra głowy jest trochę podrażniona przez ściągające działanie białka i zbyt wysuszona, co daje jednak uczucie dobrze domytych włosów. Włosy pozostają świeże przez trzy dni, a nawet i na czwarty byłyby w niezłym stanie. Zapach dymu z ogniska zniknął bezpowrotnie. Jednak suche końcówki aż proszą o porcję nawilżającej odżywki. Po powtórnym użyciu białka do mycia są już stanowczo przesuszone - zwłaszcza bez końcowej płukanki.

Reasumując - dobry patent dla przetłuszczającej się skóry głowy przy niezbyt długich, zadbanych włosach bez suchych końcówek. Przy empirowej fryzurze a'la Titus metoda musiała przynosić dobre rezultaty. Współcześnie jednak lepiej nie stosować tego sposobu do każdego mycia. Na pewno przyda się, gdy potrzebujemy mieć włosy świeże przez kilka dni np. na wyjazdach historycznych.

Cesarski kogel-mogel 
Ulubiony intymny portret Sissi, który cesarz
Franz Jozef trzymał w swoim gabinecie
Cesarzowa Sissi czyli Elżbieta Bawarska słynęła ze swoich przepysznych bujnych włosów, na które przede wszystkim zwrócił uwagę młody cesarz Franz Józef podczas ich pierwszego spotkania. Pod koniec życia sięgały jej do pięt i... poświęcała im więcej czasu niż mężowi i dzieciom razem wziętym. Ale powiedzmy, że mamy jeszcze lata 60 XIX wieku, włosy cesarzowej sięgają do bioder. Codzienne czesanie przez osobistą fryzjerkę w białych rękawiczkach trwało nawet do trzech godzin, a przewrażliwiona na punkcie fryzury cesarzowa kazała starannie liczyć wszystkie włosy które wypadły na zaścielające podłogę białe prześcieradło i peniuar. Za nieostrożne pociągnięcie włosów czy przypadkowe ułamanie któregokolwiek biedna fryzjerka i pokojówki mogły oberwać po twarzy ręcznym lusterkiem! Kiedy więc przychodziło do mycia i suszenia tych "drogocennych" włosów, zabierało to cały dzień, podczas których cesarzowa nie przyjmowała wizyt, olewała oficjalne obowiązki i zamykała drzwi nawet przed rodziną. Nie wiemy jednak, jak dokładnie wyglądało samo mycie, ale mikstura pielęgnująca pasma była mieszaniną żółtek i koniaku. Tylko ilość składników była zawrotna - 12 żółtek i cała butelka koniaku, które miały wzmocnić włosy i nabłyszczyć, a także odtłuścić i nadać im przyjemny zapach. Na szczęście dla cesarskiego skarbu ta operacja odbywała się raz na dwa tygodnie. 

Dzisiejsze doświadczenia pokazują, że proteiny z żółtek raczej usztywniają włosy i mogą powodować ich spuszenie i nadmierną kruchość, jeśli są używane zbyt często i nie w towarzystwie emolientów. Wydaje się jednak, że taka proteinowa kuracja raz na dwa tygodnie to raczej nie jest przesadą, zwłaszcza że włosy cesarzowej musiały być pokryte warstwą naturalnego sebum. Sissi miała zdrowe, grube i gęste włosy, pielęgnacja przy pomocy żółtek mogła więc się sprawdzić. Ale czy dzisiaj taka forma mycia włosów ma rację bytu? Wypróbowałam w roli jajecznego szamponu francuską maseczkę inspirowaną recepturą cesarzowej:


2 jajka
1 łyżka miodu
sok z cytryny
trochę brandy/koniaku/rumu

Całość wystarczy wymieszać do jednolitej konsystencji (bardzo apetycznie pachnącej!) i nakładać na mokrą skórę głowy i na włosy na długości (zmoczone wodą i pokryte emolientową odżywką). Trzymałam jajko mniej więcej tyle ile zwykły szampon, wcierając je chwilę w skórę i spłukując lekko ciepłą wodą. Ponieważ przy wcześniejszej metodzie natłuszczanie przed myciem nie ochroniło włosów, po umyciu na włosy na długości nałożyłam jeszcze odrobinę tłustej odżywki bez spłukiwania. Rezultaty były bardzo dobre - włosy były puszyste, ale nie napuszone, na długości leciutko usztywnione, przez co sprawiały wrażenie dociążonych. Nie nabrały szczególnie mocnego połysku, ale sprawiały wrażenie zdrowych i odżywionych. Przede wszystkim były ładnie domyte u nasady i zachowały świeżość przez pełne dwa dni, a na włosach nie pozostał żaden zapach (ani żółtka ani brandy niestety!).  Myślę, że taki szampon jajeczny w formie maseczki można polecić zwłaszcza wtedy, kiedy włosy są tłuste, nie myte od kilku dni, mikstura powinna służyć włosom w dwójnasób.

Częste mycie skraca życie
Artur Potocki i Róża "Rulka" Lubomirska
i taaaki warkocz w roli głównej
Pod koniec XIX wieku w podejściu do czystości mamy zabawną dwoistość. Z jednej strony zdawano sobie sprawę, że elegancka, zadbana dama powinna myć się często. Autorytety medyczne i poradniki domowe zalecały regularne kąpiele, ale w prawdziwym życiu czystość i schludność nie była najważniejszym przymiotem dziewczyny. Na mycie włosów zwłaszcza patrzono podejrzliwie, insynuując, że może prowadzić do wyłysienia i być przyczyną poważnych chorób. Pomimo więc, że poradniki zalecały cotygodniowe mycie, ponoć dziewczęce włosy nie widziały wody całymi tygodniami. Ale jeśli popatrzymy na fotografie naszych prababek z tamtego okresu, widzimy przede wszystkim te wspaniałe, długie i grube włosy, bynajmniej nie przetłuszczone. O co chodzi? W dodatku czy sebum nie nasilało wypadania włosów, zwłaszcza że dodatkowo na włosy aplikowano rozmaite tłuste pomady, aby zwiększyć połysk i chronić pasma przed przesuszeniem? Rzeczywistość była jednak bardziej "normalna" niż nam się wydaje. Otóż rozróżniano już wtedy rodzaje skóry głowy i dla tłustych włosów nie zalecano stosowania pomady, ale dla odmiany mycie ich raz na tydzień w wodzie z mydłem "barskim", czyli najprawdopodobniej rodzajem szarego mydła. Wszystkim dziewczętom zalecano jednak nawet codzienne przemywanie skóry głowy szmatką nasączoną wodą deszczową z rozbitym jajkiem, a następnie spłukiwanie głowy czystą wodą. Zabieg z użyciem jajka miał przede wszystkim odżywić i wzmocnić cebulki włosów, ale założę się, że przy okazji proteiny z jajek "pożerały" sebum. Natomiast woda deszczowa jest miękka, z niewielką zawartością kationów wapnia i magnezu i zmiękcza też same włosy. A beczkę na deszczówkę można było postawić nawet przy najskromniejszym wiejskim dworku. Czy nie przypomina Wam to współczesnej pielęgnacji typu OMO, w której myje się głównie skórę głowy, oszczędzając włosom na długości kontaktu z silnymi detergentami?

Wypróbowałam więc zabieg inspirowany powyższymi zaleceniami, starając się maksymalnie natłuszczać włosy na długości:

 Do mycia
2 jajka
1 łyżka emolientowej odżywki

Całe włosy zmoczyłam wodą i w pierwszej kolejności natarłam je na długości mieszaniną odżywki z olejem i naftą kosmetyczną. Potem wymieszałam widelcem jajka z odżywką i nałożyłam przede wszystkim na skórę głowy, a to co zostało na włosy na długości. Zostawiłam pod czepkiem na pół godziny, zmyłam wodą, a następnie nałożyłam jeszcze na chwilę emolientową odżywkę na włosy na długości. Efekty? W pełni domyte włosy, błyszczące i sprężyste, nie puszące się na czubku głowy. Pamiętać trzeba jednak cały czas o emolientach!

Siła przyzwyczajenia plus ekologia
Mydlnica lekarska
Wiemy już, co nakładały na włosy nasze bogate prababki. Ale my, dzieci XX i XXI wieku chcemy mieć szampon. Płynny szampon. Oto przepis współczesny, nie nowy zresztą, ot, jeden z wielu. Ujęło mnie to, że robi się go z mydlnicą lekarską, więc mamy nawet szansę na pianę!

2 łyżki korzenia mydlnicy lekarskiej
1/2 litra wody
ew. 1 łyżka siemienia lnianego 
2 żółtka
2 łyżki soku z cytryny lub octu jabłkowego
2-3 krople olejku eterycznego

Korzeń mydlnicy zagotować w wodzie i podgrzewać dalej ok. 10 minut. Jeżeli masz włosy bardzo suche, mydlnicę gotuj razem z siemieniem lnianym. Zostawić następnie z ziołami do ostygnięcia. Wywar lekko się pieni i sam w sobie także nadaje się do mycia włosów. Do schłodzonego przecedzonego  wywaru dodać pozostałe składniki, dobrze wymieszać i gotowe.  Jest nieprzejrzysty, przypomina bardzo rzadki kogel-mogel. Pachnie przede wszystkim olejkiem, ale w tle wyraźna jest nuta mydlnicy lekarskiej; zapachu jajka nie czuje się w ogóle, Najlepiej przechowywać go w zakręcanej butelce. Używa się tego jak szamponu z drogerii, przed polaniem włosów mocno wstrząsając, ale piana będzie i tak delikatna, nie taka jak z szamponu z detergentami. Nadmiar szamponu warto przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu tego samego tygodnia. Przed uzyciem dodajemy wówczas do niego nieco ciepłej (nie gorącej!) wody z kranu.

Marzenie o wspaniałych włosach - ponadczasowe
Aurelia D.G.Rosetti ok. 1863-73
Nauczona wczesniejszymi doświadczeniami myję włosy mocno już przetłuszczone. Efekty- włosy są miękkie, puszyste i pięknie pachnące olejkiem. Brak spektakularnego połysku, ale za tę puszystość wybaczam. Końce nie są przesuszone od protein, ale warto zastosować jeszcze odrobinę emolientowej odżywki po myciu na włosy na długości. To chyba najprzyjemniejsza metoda używania jajka do mycia obok francuskiej maseczki z koniakiem i pomimo, że wymaga nieco przygotowań, płynny szampon bardzo łatwo się stosuje. 

Są jeszcze inne przepisy z wykorzystaniem jajek albo samych żółtek, z rozmaitymi ingrediencjami typu mąka ziemniaczana, sok aloesowy, jogurt, miąsz awokado, olej rycynowy, nafta, nawet drożdże. Do wyboru, do koloru. Pamiętajcie tylko: wszystkie jajeczne specyfiki spłukujemy zawsze letnią wodą, nigdy bardzo ciepłą, żeby jajko nie ścięło się na włosach. 

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty