W stronę Rusi - czółko (kokosznik)

fot. Karolina Stefańska
Dla odtwórców wczesnego średniowiecza krakowska Rękawka jest początkiem sezonu imprez plenerowych, więc ludzie dwoją się i troją, żeby wykończyć nowe ubrania (tak, również nie sypiają po nocach), bo przez ten jeden dzień można się trochę "polansować", brylując w nowiutkim kaftanie, sukni czy prezentując wypasione hafty. Ponieważ mój strój wymaga uzupełnienia rzeczy na lato, a nie tych cieplejszych, wełnianych, postanowiłam dodać tylko jeden niewielki element, który wprowadzałby większą spójność kulturową do moich ciuchów. Zainspirował mnie bardzo ten wpis na blogu moich ulubionych szwaczek wczesnośredniowiecznych - Jaromiry i Dalebory, padło zatem na ozdobne czółko, zwane też kokosznikiem. Wiedziałam, że "zadziała" w tym stroju, kiedyś Marina prosiła mnie o pozowanie z takim czymś na głowie (opis tutaj).
W roli głównej nawierusznik,
nie jakaś tam  Marzanna
fot. Ilia van de Pavert
Jak wspominałam kiedyś (tutaj) jednym z najbardziej praktycznych elementów wczesnej garderoby jest nawiersznik/nawierusznik, czyli ta zewnętrzna suknia z krótkimi rękawami, sięgająca kolan albo połowy łydki, ale stanowczo krótsza od warstwy spodniej. Niestety, na dzień dzisiejszy jej występowanie potwierdzone jest tylko dla Rusi. Ponieważ jednak jest ciepła i nie krępuje ruchów, bardzo się przydaje w takie dni, kiedy pogoda jest niepewna albo na wieczór. Moja jest niepoprawnie czerwona i przez to sprawia wrażenie bardzo bogatej. Chwilowo jednak nie jestem w stanie obwiesić się biżuterią ruską, postanowiłam więc dodać tylko element, który da się zrobić szybko, niewielkim kosztem i mozołem. Udało się uszyć kokosznik w czasie kilku krótkich posiedzeń,  chociaż rodzina  coraz bardziej śmiała się z mojej "kokoszki".

Okazało się, że czółka odwzorowane są na fresku w soborze sofijskim w Kijowie, przedstawiającym  prawdopodobnie księżną Irenę, żonę Włodzimierza Mądrego wraz z córkami. Nie wiem, jak córki miały na imię, ale dwie pierwsze panie z lewej, niezamężne, bo bez białej chusty na głowie noszą takie ozdobne czółka. Końce są albo ciasno zawiązane na głowie albo pozostawione celowo za długie, aby haftowane albo zdobione klejnotami końce zwisały aż do piersi. Ponieważ będę szyła czółko z resztek tkaniny ze spodniej sukni, decyduję się na tą wersję krótszą. Moje czółko zszywane jest z dwóch warstw materiału - od zewnętrznej strony brązowa wełna, aby nie było takie krzykliwe, od spodu len, aby kokosznik nie drapał skóry. Mam akurat resztki czerwonego lnu, więc używam go na tą "podszewkę", której mam nadzieję nie będzie aż tak bardzo widać. Męczę Bjorna o kawałek skóry do usztywnienia czółka, ale wkrótce olśniło mnie - przecież idealnie nada się złożony na pół kawałek grubego wełnianego filcu. Efekt jest bardzo dobry, czółko jest usztywnione, ale jeszcze odpowiednio lekkie i elastyczne.
Fresk z soboru sofijskiego w Kijowie XI w.

Z pomocą przy wyborze wzoru przychodzi Marina, bo zalegają u niej stosy książek o odpowiedniej tematyce - urzeka mnie ten, pochodzący mniej więcej z XI-XII wieku. Trzeba go jednak trochę przekształcić, aby lepiej pasował do półksiężycowatego kształtu kokosznika. Rozciągam fale, haftuję grubym jedwabiem i postanawiam zaszaleć, zamiast kropeczek naszywając perły słodkowodne. Kokosznik od razu nabiera odświętnego, wypasionego charakteru, a mnie bardzo cieszy, że pochwalił je drużynowy archeolog.


A na koniec z pomocą przychodzi mi ... płatnerz Robert Pustelak, najlepszy producent hełmów z różnych epok, który z odmętów tajemniczych skrzynek i paczuszek wyciąga jeden z ostatnich pozostałych mu brązowych kabłączków, do którego przymocowane są trójkątne dyndadełka, które podzwaniają przy każdym ruchu głowy. Przyszywam od razu, czółko tylko na to czekało! Kokosznik bardzo dobrze prezentuje się również z chustą na głowie, chociaż zdecydowanie lepiej wygląda, gdy najpierw zakładana jest ciasna chusta w charakterze czepka, na to czółko, a dopiero na wierzch luźno przypięta chusta-welon. 

fot. Karolina Stefańska

Zatem czółko nie dość, że łatwe do zrobienia i szybkie, historycznie poprawne, to jeszcze prezentuje się bardzo wdzięcznie i daje wiele możliwości wprowadzania drobnych zmian w stroju. Poza tym pozwala wykorzystać zbędne resztki materiału i zalegające miesiącami albo i latami dodatki krawieckie. Same zalety! Już nie mogę się doczekać, kiedy uszyję następne! 

Komentarze

  1. Och, właśnie zainteresowałam się Rosją Piękne czółko!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty