Perfumy dla rekonstruktorek - turniura i fin de siècle

W poprzednim poście pisałam Wam o perfumach, które pojawiły się w czasach romantycznego biedermeieru i obszernych krynolin, nieco umownie zakańczając ten okres na 1870 roku. Dzisiaj gwiazdami będą pachnidła, które pojawiły się lub zdobyły sławę w czasach pierwszej i drugiej turniury oraz secesyjnego fin de siècle. Znamienne jest to, że z poprzedniego okresu przetrwało wiele perfum, które były tworzone z myślą o jakiejś szczególnej kobiecie, muzie perfumiarzy, często koronowanej głowie - perfumy ostatniej ćwierci XIX wieku są jednak bardziej demokratyczne, dostosowane do gustów masowego odbiorcy. Do dzisiaj przetrwało też ich znacznie więcej. Flakonik perfum na toaletce elegantki z różnych warstw społecznych stał się czymś oczywistym. Mniej oczywistym natomiast jest, że nawet perfumy znanych firm były raczej lekkie, często są to rozmaite odmiany wody kolońskiej, chociaż sławę zaczynają zdobywać także perfumy szyprowe i orientalne, niejednoznaczne i pełne sprzeczności. Udajmy się więc w dalszą podróż po świecie perfum z długimi tradycjami.

Bois de Cédrat - Creed (1875)

Dzisiaj  perfumy cytrusowe, nazywane też hesperydowymi zdecydowanie zostały usunięte w cień przez perfumy owocowe, ale w swoim czasie były swojego rodzaju przebojem-nie tak oczywisty wybór dla kobiety jak perfumy kwiatowe, ani nie tak nietrwały jak w przypadku wody kolońskiej. Mimo wszystko są  to perfumy uniseks, skomponowane w iście angielskim oszczędnym stylu - zaledwie kilka nut zapachowych, ale dobrze dobranych. W nucie głowy mamy zatem cytrynę z Sycylii, w nucie serca mandarynkę z Kalabrii, a w nucie bazy nobliwe drzewo cedrowe i ambrę. Perfumy są świeże, miłe i nieofensywne, pozwalają nie ściągać na siebie zbytniej uwagi, co zapewne spodoba się osobom nieco nieśmiałym.


 Aqua Classica di Parma - Borsari (1880)

A tutaj macie cytrusowy odpowiednik perfum z południa Europy - pan Lodovico Borsari  w 1880 r. wypuścił własną wersję tego typu pachnidła uniseks, wcale zresztą nie wzorując się na Anglikach. Zasłynął zresztą raczej innym zapachem - Violetta di Parma, uprosiwszy uprzednio zakonników z Parmy o podzielenie się sekretem na pachnidło przygotowywane przez nich przed wielu laty dla drugiej żony Napoleona, Marii Luizy, która osiadła w tym włoskim mieście i uwielbiała zapach fiołków. Wracając jednak do naszego bohatera - imponująca lista składników: w nucie głowy moc cytrusów, limonka, bergamotka, pomarańcza i inne, w nucie serca bazylia, rozmaryn, geranium, w podstawie imbir, bluszcz, drzewo sandałowe, piżmo i kora dębowa. Bardzo oldskulowy flakonik z pompką. A jednak ci, którzy wciąż używają tego zapachu uwielbiają jego nieinwazyjność i to, że świetnie sprawdza się podczas upałów. Jest oczywiście porównywany do tradycyjnych wód kolońskich, ale równocześnie uważany za łatwy i przyjemny w noszeniu.
Hasu-no-Hana - Grossmith (1888)

 Anglia to ma szczęście  do starych domów perfumiarskich - Grossmith istnieje od 1835 roku i chociaż na przełomie XX i XIX wieku miał problemy, diamentowy jubileusz królowej Elżbiety II obudził na nowo zainteresowanie angielskimi wyrobami i marka stanęła na nogi, wypuszczając zarówno nowe kompozycje zapachowe, jak i promując te "przedwieczne", odświeżając nieco ich recepturę. Hasu-no-hana ("Japoński lotos") na pewno nie są bardzo angielskie, tylko inspirowane bardzo modnym w XIX wieku Dalekim Wschodem, wręcz szałem na punkcie japońszczyzny. Jednak są to perfumy nie byle jakie, bo stanowiły bardzo udaną próbę przejścia od zapachów w delikatnym starym stylu do współczesnych złożonych kompozycji, nieoczywistych i bardzo wyrazistych. Chyba po raz pierwszy zastosowano tu kombinację kwiatowo-szyprową na zmysłowej bazie drzewnej, bardzo trwałą i doprawiającą ogon. Ale kobiety cenią ten zapach za bardzo dobrą kompozycje, zbalansowanie składników i jakiś taki spokój bijący od całości, rzeczywiście przywodzący na myśl Orient i pozostawione wrażenie luksusu. Wśród nut zapachowych mamy dobrych znajomych- bergamotkę, gorzką pomarańczę, różę, lotos, ylang-ylang, irysy, olejek paczulowy, wetiwerię, mech dębowy, drewno cedrowe i sandałowe oraz bób tonkę.

Jicky - Guerlain (1889)
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszystkie najlepsze perfumy mają swoją legendę - nie inaczej jest w przypadku perfum "Jicky". Twórca domu perfumiarskiego Guerlain, pan Aime miał skomponować te perfumy z myślą o swojej młodzieńczej miłości, Jacqueline, której imię tak uroczo się zdrabniało. Jak to często bywało, miłość ta pozostała niespełniona, bo młoda dama była Angielką i rodzice nie wyrażali zgody na ślub. Inną, mniej romantyczną wersją legendy było nazwanie perfum imieniem wujka pana Guerlaina. To już lepiej zostańmy przy tej pierwszej... Nie pokuszę się o pełne opisywanie TAKIEGO klasyka - niech najlepiej każdy sam oceni, czy jeszcze można go nosić. Ale jeśli polubicie, znajdziecie się w doborowym towarzystwie - używali tych perfum m.in. Brigitte Bardot, Jackie Kennedy, Roger Moore czy Sean Connery. Na pewno są charakterne i znów jest to jedna z pierwszych udanych prób przejścia od świeżości dawnych wód kolońskich do perfum nowoczesnych, abstrakcyjnych, a nie próbujących odtworzyć naturę. To wcale nie w Chanel nr 5 zastosowano po raz pierwszy syntetyczne składniki - Jicky była druga w kolejności, po zapachu Houbiganta (którego już się niestety nie produkuje)! Syntetyczne w takim znaczeniu, że wyodrębnione z naturalnych roślin substancje chemiczne: kumarynę, linalol i wanilinę. Dzisiaj mamy je już właściwie w każdych perfumach i kompozycjach zapachowych w kosmetykach.Zapach dodatkowo zapoczątkował rodzinę zapachów fougère (paprociowych). Nie znalazłam też jednej "obowiązującej" listy składników.... ach ta tajemniczość i niejednoznaczność! I flakonik w kształcie flaszeczki na lekarstwo z korkiem oplecionym koszyczkiem jak w butelce szampana!

Rêve D'Or - L.T.Piver (1889)

Koniec lat 80 XIX wieku to chyba faktycznie wysyp perfum kwiatowo-drzewnych - oto kolejny przedstawiciel Rêve d'Or (Złote marzenie). Ale tutaj nie mamy do czynienia z mocnymi, duszącymi perfumami, tylko z czymś pomiędzy wodą kolońską, a wodą toaletową. W nutach zapachowych  mamy kwiat pomarańczy, herbaciana różę, geranium, wetiwerię, drzewo sandałowe i lubiany przez Pivera heliotrop. Kwiatowy, drzewny, nieco pudrowy.  Dzisiaj akord pudrowy wraca do łask. Czytając o tym zapachu nie znalazłam zdecydowanie negatywnych opinii - raczej wciąż podkreśla się czarowność kompozycji, intrygujący wydźwięk małego dzieła sztuki perfumiarskiej i zdecydowaną staromodność, ale pełną uroku. Na pewno nie będzie to zapach oklepany - może warto spróbować?


Lilas Persan - Nóvaya Zaryá / Новая Заря (1889)

Kiedy znalazłam ten zapach na portalu z perfumami, to oglądałam notatkę na jego temat pod światło. Rosyjskie perfumy? Naprawdę? Sprzed rewolucji, produkowany jeszcze za cara? A jednak! Ta rosyjska firma perfumiarska o francuskich korzeniach, powstała w 1861 roku i dorobiła się nawet tytułu oficjalnego dostawcy dworu cara Mikołaja II - pan Brocard dostarczał carskiej rodzinie eleganckie mydełka. Została znacjonalizowana (przez dwa lata kierowała nią żona Wiaczesława Mołotowa, również zaangażowana działaczka socjalistyczna Polina Żemczużyna)  i przetrwała nawet komunizm, chociaż kosztem produkcji perfum dla niewyrafinowanych gustów, uderzeniowo silnych, jak osławiona Czerwona Moskwa! Dzisiaj rodzima firma traktowana jest przez młodsze Rosjanki trochę z przymrużeniem oka, bo jak wiadomo co obce to lepsze, bo bardziej luksusowe.... A jednak Lilas Persan mogą być zupełnie przyzwoitymi perfumami na wiosnę, bo pachną po prostu bzem lilakiem. Proste jednonutowe perfumy - coś takiego nigdy się nie zestarzeje!
Polina Żemczużyna z mężem i córką Swietłaną

Special No. 127 - Floris (1890)

Pomimo wysypu perfum wieloskładnikowych, pachnidła skromne, delikatne w wyrazie wciąż miały swoich zwolenników. Perfumy cytrusowo-aromatyczne Florisa są określane jako cytrusowo-aromatyczne, świeże, a jednak te perfumy mają w sobie coś... no właśnie, w nucie bazy mamy paczulę i piżmo, czyli tak jak w perfumach szyprowych. W nucie głowy tradycyjnie bergamotka, pomarańcza, lawenda i gorzka pomarańcza petitgrain, w nucie serca geranium, róża, ylang-ylang i neroli. Niejednoznaczne, bo na początku są raczej męskie w wyrazie, a wykończenie kwiatowe, przywodzące na myśl kobietę. Na pewno to powiew eleganckiej tradycji w angielskim stylu.

Fleur de Thé Rose Bulgare - Creed (1890)

Wróćmy jednak do kolejnych perfum "z autografem", to znaczy stworzonych z myślą o ciekawej kobiecie przez dom perfumiarski Creed. Zapach został stworzony dla przyszłej Pierwszej Damy USA - prawdopodobnie Edith Roosvelt - która podczas swojej podróży poślubnej po Europie odwiedziła sklep Creeda w Anglii, a następnie po powrocie do stanów Zjednoczonych napisała list z prośbą o stworzenie dla niej zapachu opierającego się na ulubionym aromacie bułgarskiej róży herbacianej. Prośba została spełniona i oto mamy w nucie głowy bergamotkę i inne cytrusy, w nucie serca chińską zieloną herbatę oraz bułgarską różę herbacianą, a w nucie bazy ambrę.  Z zapachem łączono także słynną aktorkę Avę Gardner. zapach zniknął na jakiś czas z oferty Creeda, ale został przywrócony w 2000 roku. Klasyka i kobieca elegancja zawsze się obroni!
Edith Roosvelt

 Phul-Nana - Grossmith (1891)

W dzisiejszych czasach  perfumy orientalne są bardzo modne, chociaż ich charakter bywa rozsądnie złagodzony, czasem nawet doprawiony ogromną ilością słodyczy Phul-Nana (z hinduskiego "śliczny kwiat") był jednym z pierwszych perfum tego rodzaju, w swoim czasie modny i nowatorski jak Chanel No.5, ale nie jest chyba łatwy do jednoznacznego zaklasyfikowania - podaje się, że kompozycja bazuje na świeżych, słodko pachnących kwiatach i ziołach z drzewną podstawą, doprawioną wanilią, ale pojawiają się tam również akordy z rodziny aromatyczno-fougere. Zapach miał przywodzić na myśl bukiet kwiatów indyjskich, także poprzez połączenie aromatu kwiatów z zapachem ziół. Taka szybka podróż do Indii bez konieczności wychodzenia z domu. Wśród nut zapachowych można rozróżnić bergamotkę, pomarańczę, olejek neroli, geranium, tuberozy, ylang-ylang, paczulę, cedr, drzewo sandałowe, żywicę benzoinową, opoponax, bób tonka i wanilię. Możliwe, że coś pogrzebali w formule, bo perfumy zostały przywrócone do życia w 2009 roku.

Poszukując dawnych zapachów trafiłam na pachnidła, które dzisiaj traktuje się lekko pogardliwie, uważając je za tanie, zdecydowanie męskie i jakieś takie.... Mowa tutaj o wodach kolońskich, delikatnych kompozycjach zapachowych, cytrusowo- świeżych albo cytrusowo-aromatycznych, o niewielkim stężeniu, które ogona nie doprawiają, a ich trwałość też jest raczej niewielka. Tymczasem w XIX wieku były to zapachy typu uniseks, naprawdę chętnie używane przez kobiety do codziennej toalety. Wody kolońskie świetnie sprawdzają się latem, w czasie upałów, bo nie drażnią, nie duszą, o pozostawiają wrażenie chłodu i świeżości. Biorąc pod uwagę, że tak długo przetrwały, można uznać je za prawdziwe klasyki.

Acqua di Biella No.1 - Acqua di Biella (1871)

 Ten zapach nie jest szeroko znany u nas, ale podobno we Włoszech to prawdziwy klasyk, produkowany przez ichniejszą rodzimą i rodzinną zarazem firmę. Woda kolońska uniseks z tradycjami, podobno nadal lubiana przez włoskich arystokratów i intelektualistów. W roku 1878 została doceniona przez członków włoskiej rodziny królewskiej z dynastii sabaudzkiej. Podobno jest dość ostra, bazująca na nutach gorzkiej pomarańczy petitgrain, olejku neroli, rozmarynie, lawendzie, bergamotce, mięcie i piżmie. W dzisiejszych czasach to nic odkrywczego, złośliwi mówią nawet, że pachnie jak tradycyjny włoski zakład fryzjerski, ale... klasyka właśnie dlatego jest klasyką, że odwołuje się do tradycji i budzi nieraz bardzo miłe skojarzenia z przeszłością. 

Król Wiktor Emmanuel II Sabaudzki
z drugą żoną Rositą
Gold Medal - Atkinsons (1799/1878)

O tej wodzie kolońskiej już pisałam, ale warto mieć ją w zestawieniu "turniurowym". Atkinsons to jeden z najstarszych angielskich domów perfumiarskich, działających od końca XVIII wieku. Pachnidło tak naprawdę zostało skomponowane w 1799 roku z nut bergamotki, olejku neroli i piżma, ale zapach był uznawany za tak fantastyczny, że został z dumą pokazany w 1878 roku na Wystawie Światowej w Paryżu, gdzie zdobył złoty medal w swojej kategorii. To zapoczątkowało prawdziwy boom na na niego i Atkinsons zmienił nazwę wody na "Gold Medal". Myślę, że nieźle się wzbogacił! Zapach ma do dzisiaj swoich zwolenników, uznawany jest za klasyczny i ponadczasowy.
Pocztówka z Wystawy Światowej w 1878 r.


Fieno- Santa Maria Novella (1886)

Stara firma perfumiarska Santa Maria Novella z Florencji (jej korzenie sięgają XVI wieku! Pisałam o niej w poście o zapachach renesansu) to już zupełnie pojechała po bandzie - wydała wodę kolońską Fieno z dominująca nutą siana obok mirtu i dzikiej róży! Zdecydowanie letnia propozycja! W nucie głowy mamy standardowe cytrusy i bergamotkę, w nucie serca za to się dzieje- głóg, jaśmin, lawenda, mirt, róża i syntetyczna kumaryna , odpowiedzialna za aromat siana.  W nucie podstawy mamy jeszcze więcej siana, drewno sandałowe, wetywerię, żywicę benzoinową i wanilię. Santa Maria Novella to obecnie marka niszowa raczej, ale myślę, że będąc we Florencji trzeba wstąpić do  stareńkiej drogerii po wakacyjnego pachnącego suwenira.

Wejście do Officina di Santa Maria Novella

Eau de Cologne du Coq - Guerlain (1894)

Ile wariantów wody kolońskiej można wymyśleć ... w dodatku w ramach tej samej firmy? Okazuje się, że pasja tworzenia zawsze znajdzie dla siebie odpowiednią inspirację. Po Eau de Cologne Imperiale cesarzowej Eugenii przyszedł więc czas na Eau de Cologne du Coq, czyli na "koguta", symbol  Francji. Pan Guerlain postanowił bowiem stworzyć zapach w hołdzie dla swojego kraju właśnie. Mówi się, że ta cytrusowo-aromatyczna, świeża woda kolońska pachnie jak francuski wiosenny poranek.W nucie głowy mamy standardowe cytrusy - pomarańczę, cytrynę, bergamotkę i olejek neroli, w nucie serca paczulę, lawendę i jaśmin, a w nucie podstawy drzewo sandałowe i mech dębowy.

Eau de Lavande - J.B.Filz (1892)

Znów zaglądamy w nietypowe dosyć rejony perfumiarstwa - tym razem do firmy, która wywodzi się z Austrii i wciąż ma tam swoją siedzibę. Nic dziwnego - rodzina cesarska Austro-Węgier potrzebowała dobrych dostawców perfum i eleganckich kosmetyków, a pan Filz został nawet oficjalnym dostawcą dworu. Jeśli będziecie w Wiedniu, koniecznie zajrzyjcie na ulicę Graben 13! Jego sklep działa do dzisiaj i chociaż sprzedaje zasadniczo cudze modne perfumy,  ma wciąż w ofercie własny zapach cytrusowo-świeży, który został stworzony w 1892 roku - Eau de Lavande. Wprawdzie zniknął na jaki czas, ale został ponownie wydany w 2009 roku w 200 rocznicę firmy w oldskulowym flakoniku. Skomponowany jest z 3 rodzajów lawendy i róży, więc może odpowiadać również potrzebom kobiet.
Wnętrze perfumerii J.B. Filz przy ul.Graben 13 w Wiedniu

Colonia Classica - Cella (1897)

Zajrzyjmy jeszcze na chwilę do Włoch, do mediolańskiej firmy perfumeryjnej Cella. By może nazwa powie więcej Waszym mężczyznom, gdyż jest to firma, która specjalizuje się w kosmetykach do golenia i pielęgnacji brody, a ich wyroby znajdziecie przeważnie na stronach dla barberów. Jednak dawno dawno temu wypuścili także wodę kolońską Colonia Classica, która przetrwała do dzisiaj. Jest określana jako tradycyjna, ziołowa, o zapachu dzikich kwiatów, z wyraźną nutą cytryny. Panowie - bo oni zazwyczaj wypowiadają się w temacie wód kolońskich,-chwalą także jej stosunkowo długą projekcję.

Eau de Lavande - Cella (1897)

Drugim produktem w typie wody kolońskiej jest woda lawendowa, skomponowana w tym samym roku co Colonia Classica. Ta woda toaletowa jest świeżo-zielona, z  akordem lawendowym i migdałami w podstawie. Inspiracją do jego stworzenia była francuska Prowansja z jej polami pełnymi lawendy. Zapach określany jest jako zmysłowy, ale delikatny. W obu wypadkach flakony wód kolońskich nie porażają ani nowoczesnym ani zbyt ozdobnym wyglądem, ale zupełnie nie odstręcza to wielbicieli tych klasycznych włoskich zapachów.

Lavande Royale- Roger & Gallet (1899)

Naszą przygodę z pachnidłami XIX wiecznymi zakończymy u progu nowego stulecia ponownie francuskimi perfumami - wodą lawendową firmy Roger & Gallet, która do dzisiaj sprzedaje jedną z dwóch uznawanych za oryginalne wód kolońskich. W ofercie tego domu perfumiarskiego nie mogło jednak zabraknąć modnego u schyłku wieku zapachu lawendowego - to chyba dzięki lawendzie cała epoka wiktoriańska kojarzy się z tym aromatem. A jednak to nie jest taka sobie spokojna lawenda, tylko pięknie doprawiona -w nucie głowy mamy pomarańczę i mandarynkę, w nucie środkowej lawendę, geranium i geranium, zaś w nucie podstawy piżmo, żywicę benzoesową, wanilię mech dębowy i drzewo cedrowe. Jak na wodę kolońską mamy wcale ładną i złożoną kompozycję!


Nasza XIX podróż perfumiarska dobiega końca, ale... to wcale nie koniec historii zapachów!  To wciąż jeszcze początek! Myślę, że warto chociaż przez chwilę poczuć się jak dawna elegantka, dźwigająca na sobie warstwy krochmalonych halek i kunsztownie zdobioną suknię, ukryta pod parasolką, kapeluszem z woalką, upuszczająca delikatnie perfumowaną chusteczkę, aby podniósł ją wąsaty dżentelmen z laseczką...Bo przecież współcześnie mężczyźni nader mocno przypominają panów z przełomu wieków, z tymi pięknymi, coraz częściej zadbanymi brodami...
Ale po tej szybkiej przebieżce po perfumach i wodach kolońskich widzę jedno - zapachy wcale nie muszą być "wystrzałowe", mogą być jak najbardziej tradycyjne, a i tak znajdują swoich amatorów. Przy tym urocze jest to, że przetrwały pachnidła takich niszowych domów perfumeryjnych, wcale niekoniecznie tylko francuskich. I dlatego wielka szkoda, że zapachy polskich firm perfumeryjnych znikają z rynku. Niektóre z nich miały przecież równie piękną tradycję, może nie tak długą, ale  przecież za chwilę byłyby równie szacowne jak ich francuscy, angielscy czy włoscy koledzy. Hołubmy je, póki mamy - te wszystkie Przemysławki, panie Walewskie...doprawdy nie musimy się ich wstydzić!












Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty