Perfumy dla rekonstruktorek - empire i regencja

Wracamy jeszcze na chwilę do cyklu o pachnidłach dla rekonstruktorów. Perfumy z XIX wieku zdążyły mnie już wielokrotnie zaskoczyć, ale doprawdy nie spodziewałam się, że wciąż produkowane są zapachy z początku wieku, pamiętające czasy zarówno Napoleona Bonaparte, jak i Jane Austen oraz angielskiego księcia regenta Jerzego IV Hanowerskiego! Wielbicielki stylu empire i regencji w modzie mają doprawdy szczęście - tyle ikonografii, zachowanych sukien; literatura, teksty źródłowe... no i okazuje się, że jeszcze zapachy. Tym bardziej, że niektóre zostały  zreformułowane, aby zachować charakter wymyślony przez pierwotnego kreatora, ale równocześnie odpowiadać współczesnym gustom. Są jednak i takie, które bazują wyłącznie na dawnej recepturze.

Gotowe na nową perfumową przygodę?


4711 Original Eau de Cologne - Maurer & Wirtz (1792 r.)

Na dobry początek zajmiemy się prawdziwym klasykiem, który być może kojarzą z dzieciństwa dziewczyny ze Śląska, ale raczej z męskiej półki, czyli jedna z dwóch uznawanych obecnie za oryginalne  wód kolońskich, produkowana przez stary i zasłużony dom perfumeryjny z Niemiec. Zapach jednak nigdy nie był "profilowany" jako tylko dla mężczyzn, ale traktowany był jako zapach uniseks. Ba, zapach... Zdarzyło Wam się pewnie przeczytać, że w czasach PRLu zdesperowani robotnicy w oczekiwaniu na otwarcie sklepów monopolowych raczyli się zakupioną w kiosku wodą kolońską albo wodą brzozową. Pewnie zaśmiewałyście się do rozpuku - tymczasem nasza 4711 też była początkowo sprzedawana w aptece jako lekarstwo w postaci pachnącej nalewki cytrusowo-ziołowej. Nikogo nie dziwiło, że wodę kolońską po prostu się popijało w zaciszu buduarów, chociaż doceniano też zapach specyfiku. Wodę kolońską zamawiali bogaci ludzie, skrapiał się nią nawet król Stanisław August Poniatowski, cesarzowa Maria Teresa i król Ludwik XV. Ale w czasie wojen napoleońskich po zajęciu Kolonii Napoleon zażądał odtajnienia receptur lekarstw ... ale już nie perfum. Zatem sprytny aptekarz Wilhelm Mülhens, który dostał przepis od oryginalnego twórcy wody kolońskiej, pana Fariny, zaczął oczywiście twierdzić, że to jest jedynie pachnidło i tak już zostało. Nazwa nawiązuje zaś do adresu domu perfumeryjnego, czyli Glockengasse 4177 w Kolonii.
Reklama nawiązująca do tytułu oryginalnej
wody kolońskiej
Obecnie wody kolońskie polecane są na lato, bo ze względu na niedużą trwałość nie przytłaczają, nie duszą, nie doprawiają ogona. Myślę też, że sprawdzą się w warunkach polowych, na imprezach plenerowych, gdzie świeżość będzie zawsze w cenie. Jak się nie spodoba - panowie prawie na pewno zaakceptują taki klasyk. A nasza 4711 zawiera w nucie głowy olejek pomarańczowy, brzoskwinię, bazylię, bergamotkę i cytrynę, w nucie serca pojawia się cyklamen, lila, melon, jaśmin i róża bułgarska, a w nucie bazy paczula, wetyweria, piżmo, drzewo sandałowe, mech dębowy i cedr.

Moim źródłem wiedzy co do ploteczek sprzed wieków była bardzo sympatyczna vlogerka, opowiadająca o perfumach- polecam, bo mówi bardzo ciepło, z miłością do zapachów i zasadniczo bez uprzedzeń.



Gold Medal - Atkinsons (1799 r.)

A tutaj "odpowiednik" z drugiej strony Kanału La Manche, woda kolońska autorstwa starej angielskiej firmy perfumiarskiej Atkinsons. Dzisiaj też mamy wiele firm produkujących "Chanel dla ubogich", czyli tańsze kopie perfum z wyższej półki i nie inaczej było w wypadku wódy kolońskiej. Wprawdzie twórca oryginalnej wody pan Farina opatentował ją w 1727 r., ale szybko znaleźli się naśladowcy, którzy  próbowali kopiować albo inspirować się oryginałem. W tym wypadku możemy mówić raczej o inspiracji, niż dosłownym kopiowaniu - woda jest oszczędna pod względem kompozycji, mamy tutaj bergamotkę w nucie głowy, olejek neroli w nucie serca i piżmo jako bazę. Wspominałam już w poście o "perfumach turniurowych", że ze względu na świetną kompozycję zapach został wyróżniony złotym medalem na Paryskiej Wystawie Światowej w 1878 r. i zyskał wówczas nową nazwę i drugie słynne życie.

English Lavender - Atkinsons (1799 r.)

Anglicy z dużym zamiłowaniem podchodzą do lawendy i na przełomie XVIII i XIX w. woda lawendowa była bardzo uniwersalnym pachnidłem, środkiem kosmetycznym i solami trzeźwiącymi, wystarczy przypomnieć sobie austenowską Eleanor Dashwood z "Rozważnej i romantycznej", próbującą ocucić Mariannę na balu, na którym spotkał ją afront ze strony zdrajcy Willoughby'ego. Wody lawendowe często produkowano w domu (można inspirować się którymś z tych przepisów), ale londyńscy dandysi i elegantki mieli do dyspozycji "wodę lawendową" o wzbogaconej recepturze, produkowanej przez prawdziwy dom perfumiarski. W nucie głowy mamy zatem lawendę, bergamotkę i rozmaryn, w nucie serca drzewo różane i szałwię, a w podstawie bób tonka, piżmo i mech dębowy. Całość tworzy klasyczny typ wody kolońskiej. W roku 1910 zostały wydane ponownie, być może ich formuła została nieco zmieniona, ale wciąż pozostaje typem retro pachnidła. Biorąc pod uwagę datę wydania - bardzo retro.

Jean Marie Farina Extra Vieille - Roger & Gallet (1806 r.)

Pozostając jeszcze przez chwilę w temacie wód kolońskich nie sposób pominąć drugiej uznawanej za oryginalną wodę kolońską, produkowanej pod drugiej stronie Kanału La Manche, czyli Jean Marie Farina Extra Vieille. Francuski dom perfumiarski Roger & Gallet przez długie lata procesował się z firmą Maurer & Wirtz, która z wód kolońskich jest ta najoryginalniejszą. Sąd uznał, że obie - ponieważ zarówno we Francji, jak i w Niemczech znaleźli się następcy prawni i spadkobiercy twórcy oryginalnej kompozycji wody kolońskiej, czyli pana Fariny. Osoby, które wąchały zarówno 4177, jak i tą Extra Vieille, wskazują na bardzo duże podobieństwo między nimi, więc najprawdopodobniej ich receptury pochodzą z jednego źródła, ale wersja francuska ma być nieco trwalsza niż niemiecka. sSkład nie jest jednak identyczny - w nucie głowy mamy cytrynę amalfi, pomarańczę, mandarynkę, w nucie serca olejek petitgrain, kwiat goździka, olejek neroli, rozmaryn i różę, w nucie podstawy przyprawowe goździki, mirt, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, piżmo, ambrę i wetywerię. Podobno używał jej sam Napoleon, chociaż nie było to jedyne jego pachnidło, ale przypuszczam, że połowa jego otoczenia mogła używać tej wody kolońskiej. Odtwórcy wszelkiej rangi i stopnia wojskowego... no może poza szeregowcem, mężczyźni i kobiety mogą więc śmiało używać.

A dokładniejsza historia powiązań rodzinnych i zawodowych pana Fariny w tym artykule.

Limes - Floris (1806)

W starych domach perfumeryjnych cudowne jest to, że wciąż mają na składzie perfumy naprawdę wiekowe i nie oglądają się tak bardzo na modę. Podobno receptura tych perfum mogła być nawet starsza, z końca XVIII wieku, ale daty podawane są różne, także 1827 r. (czego strona producenta nie potwierdza). W każdym razie twórcy tych perfum, panu Juanowi Floris chodziło o to, aby pomóc ludziom przetrwać lato w Londynie, gdzie też zdarzały się fale upałów. Stworzył więc świeżą kompozycję z cytryny, olejku petitgrain (czyli z cytrusowych liści) ze słodko pachnącymi kwiatami lipy, olejkiem neroli i konwalii, w bazie dodając piżmo. Zapach jest delikatny i trzymający się przy skórze, myślę, że w sam raz pasujący do muślinowej letniej sukienki empirowej.


Przejdziemy teraz do perfum z epoki, które otrzymały całkiem niedawno drugie życie  - mowa o kreacjach ulubionego nadwornego perfumiarza Napoleona, pana François Rancé.  Jego rodzina zajmowała się perfumiarstwem już od początku XVII wieku w Grasse, ale to za życia pana Franciszka i dzięki jego staraniom dom perfumiarski Rancé stał się modny, tworząc zapachy skrojone na miarę dla cesarskiej rodziny. Jednak pod koniec XIX wieku sława domu perfumeryjnego przygasła, zwłaszcza że spadkobiercy przeprowadzili się do Mediolanu. Dom perfumiarski pod nazwą Rancé 1795 wskrzesiła dopiero prapra.....wnuczka pana Franciszka, Jeanne Sandra Rancé z synem Jeanem Maurice Alexandre Rancé w 2005 roku, odgrzebując stare rodzinne receptury i prezentując na nowo zapomniane kreacje genialnego praszczura. Prawdopodobnie dorzuciła coś od siebie, aby perfumy znalazły uznanie u dzisiejszych nabywców, ale wciąż są to perfumy z autografem, bardzo mocno nawiązujące do empirowych kompozycji, chociaż nie zawsze wydane pod oryginalna nazwą.

Eau Sublime - Rancé 1795 (1801 r.)

Perfumy wydane pod ta nazwą przeznaczone były dla Józefiny Beauharnais, wówczas już żony Napoleona jako pierwszego konsula, a więc dedykowane dla Józefiny jako Pierwszej Damy. Nie da się ukryć, że poprzeczka była ustawiona dla perfumiarza wysoko, bo nie dość, że Józefina była najważniejszą kobietą w państwie, to jeszcze przed zawarciem małżeństwa z Napoleonem była królową salonów, znaną merveilleuse i trendsetterką.  Zapach więc musiał być nie byle jaki dla kobiety świadomej - Józefina miała wtedy już 38 lat, była dojrzała i wiedziała, czego chce. Portret Józefiny z roku 1801 r., czyli roku kreacji tych perfum pokazuje, że wciąż zachowała tą chęć budowania swojego wizerunku jako kobiety pięknej i pożądanej, dyktującej modę, ale wciąż bardziej czarującej wdziękiem osobistym niż "ważnej osobistości". Tę cechę zachowała do końca życia, próbując w 1814 r. oczarować cara Aleksandra I, co przypłaciła życiem. Dla tej specjalnej klientki pan François Rancé zmieszał więc w nucie głowy limetkę, mandarynkę, olejek neroli i hiacynta, w nucie serca bez lilak, konwalię i mirt, a w podstawie umieścił piżmo, wanilię i pudrowy korzeń irysa. Zatem mamy tu połączenie zapachów odwołujących się do kreolskiego pochodzenia Józefiny np. wanilię, ale także pełną nadziei francuską wiosnę z dostojniejszymi, tradycyjnymi tonami pudrowymi. I dzisiaj jest to raczej elegancki zapach dla kobiety dojrzalszej, myślę, że świadomej swojego uroku.

Portret Józefiny autorstwa F.Gerarda z 1801 r.

Joséphine - Rancé 1795 (?/ 2005)

 W tym wypadku twórcy perfum nie pochwalili się, kiedy perfumy zostały wydane i do jakiej konkretnie kompozycji przeznaczonej dla Józefiny nawiązują. Z historii tego domu perfumiarskiego wiemy natomiast, że dla Józefiny stworzony był też zapach "L'Imperatrice", zdecydowanie już po roku 1804, czyli rokiem koronacji cesarskiej pary, a pachnidło było dostarczane do cesarzowej w porcelanowym pudełeczku z Sevres. Może to to ?- ale to jedynie moje spekulacje. Jeszcze jedna opowieść-legenda mówi o tym, że Napoleon wezwał pana Rancé i prosił o stworzenie zapachów dla niego i dla Józefiny, ale w taki sposób, że gdy będą przebywać razem w jednym pomieszczeniu, ich perfumy zmieszają się i razem będą tworzyć zupełnie nową udana kompozycję, jak w dzisiejszej koncepcji layeringu.  Prawdopodobnie jednak kompozycja została jakoś podrasowana. W nucie głowy mamy różę majową, jaśmin, ylang-ylang, hiacynta, piwonię, bez lilak, głóg i bergamotkę, w nucie serca korzeń irysa, liście fiołka, geranium, czarną porzeczkę, brzoskwinię, goździki i żywicę galbanum, a w nucie bazy drzewo sandałowe, wanilię, ambrę, piżmo i drzewo hebanowe.
Oficjalny portret cesarzowej Józefiny F.Gerarda z 1807/1808 r.

Pauline - Rancé 1795 (1807/ 2011)

Paulina Bonaparte
Muzą dla pana Rancé była też ulubioną siostra Napoleona, Paulina, dla której stworzył w 1807 r. jej własny zapach. Słynąca z ekstrawagancji, swobodnych obyczajów i licznych romansów gwiazda paryskich salonów była niczym dzisiejsza celebrytka, znana z tego, że jest znana, będąc do tego osobą zamożną, czarującą i na pewno inspirującą. W tym czasie była żoną włoskiego księcia Borghese, który zamówił u rzeźbiarza Canovy posąg Wenus, do którego pozowała Paulina. Ponieważ czyniła to jak zawodowa modelka, nie mając nic na sobie, małżonek nie wytrzymał presji i rozstał się ze skandalizującą połowicą, pod koniec życia jednak  wybaczając żonie i kończąc tą separację. Ale Paulina była też bardzo rodzinna, nie zerwała kontaktów z wygnanym na Elbę Napoleonem i aby mu pomoc finansowo, sprzedała nawet wszystkie swoje klejnoty.


Co do perfum - pan Rancé chciał oddać w nich jej młodzieńczość i zalotność, wdzięk, grację i apetyt na życie. W nucie głowy mamy ylang-ylang, kwiaty bawełny, sycylijskie pomarańcze, w nucie serca białą różę z Grasse, dzikie fiołki i paczulę, a  w nucie podstawy cedr libański, żywicę benzoinową i bób tonka. W tych perfumach bardzo wyczuwalne są fiołki, za zapach określany jest jako nieco pudrowy i słodki, ale z opinii o nim wynika, że dobrze przeżył próbę czasu, podobając się współczesnym kobietom.

Venus Victrix Antoniego Canovy z 1804 r.

  
Laetita Millesime- Rancé 1795 (?/ 2008)

Letycja Bonaparte
 Nie znamy dokładnej daty skomponowania tych perfum, ale musiały powstać  pomiędzy 1795 a 1815 rokiem, przypuszczalnie jednak raczej po roku 1800. Perfumy powstały w hołdzie dla matki Napoleona, Letycji, która w roku koronacji syna na Cesarza Francuzów miała już 55 lat i była kobietą bardzo mocno doświadczoną życiowo, dwukrotną wdową, która zakosztowała biedy i emigracji po powstaniu na Korsyce, a w młodości nosiła sztylet za pasem. Ale odkąd ambitny syn zaczął awansować w hierarchii wojskowej, zawitała na salony i to ona poznała go z Józefiną Beauharnaise. Po ukoronowaniu Napoleona dostała własny pałac, coroczne apanaże i jak współczesna arystokratka zajęła się głównie filantropią. Tyle tylko, że do końca życia zachowała wybuchowy, korsykański temperament. Zapach więc od początku komponowany był z myślą o kobiecie bardzo silnej, pewnej siebie, ale już dojrzałej, która swoją wartość budowała nie na urodzie, frywolnym zachowaniu, czy brylowaniu na salonach. Teoretycznie już "babciny", ale równocześnie przeznaczony dla drugiej najważniejszej kobiety w państwie, której pozycja była niezachwiana pomimo zmian na stanowisku "pierwszej damy" czyli cesarzowej. Nie mógł być więc marny, bez wyrazu i przedpotopowy. O ile łatwiej tworzy się modę i miesza zapachy dla młodych kobiet, wyzwaniem jest skomponowanie zapachu, który od razu powinien być elegancki, ale wcale nie nobliwy, odpowiadający ostremu językowi cesarzowej matki.  Pan Rancé postawił więc na orientalne przyprawy.
W nucie głowy mamy więc bergamotkę, mandarynkę i kwiat pomarańczy, w nucie serca różę bułgarską, wisterię, magnolię i gałkę muszkatołową, a w nucie podstawy paczulę, żywicę labdanum, balsam tolu i wanilię. Przedrostek "millesime" oznacza, że do jego produkcji użyto najlepszych esencji z najlepszych roczników (składniki perfum też mają swoje "lepsze roczniki", dokładnie jak wino). Dzisiejsi użytkownicy podkreślają klasę tego zapachu i czar retro, a równocześnie siłę i trwałość.



  Eau de France - Rancé 1795 (1807/?)
Ten zapach nie był dedykowany żadnej szczególnej kobiecie z otoczenia Napoleona, więc może przeznaczony był dla bardziej masowego odbiorcy, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, podkreślając jednak najlepsze cechy domu perfumiarskiego Rancé. Zapach ma charakter drzewno-kwiatowy z odrobiną piżma. W nucie głowy mamy olejek neroli, lawendę i bergamotkę, w nucie serca liście fiołkowe, ylang-ylang i kwiaty gardenii, zaś w nucie podstawy piżmo, wetywerię, paczulę i drzewo sandałowe.

Naprawdę chciałabym spróbować ich wszystkich!
















Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty