Poślubić księcia

Czy marzyłyście kiedyś o poślubieniu przystojnego księcia? Albo choćby westchnęłyście z zazdrością, oglądając migawki ze ślubów współczesnych europejskich następców tronów "Chciałabym choć przez chwilę być na miejscu panny młodej"? Drogie panie, dobrze, że żyjemy już w XXI wieku i dzisiaj małżeństwa koronowanych głów ze zwykłymi kobietami wzbudzają jedynie entuzjazm i są powodem do przesyłania licznych gratulacji i życzeń. Ale gdybyśmy żyły w XIX wieku, a nawet jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, trzeba  by było bardzo uważać o co się prosi dobrą wróżkę! Spełnienie marzeń o księciu u boku mogłoby się skończyć wielkim skandalem i licznymi nieprzyjemnościami. Książę musiał poślubić księżniczkę i kropka. Jeżeli złamał tę zasadę, biada mu! Z dziewczyną z ludu mógł zawrzeć tylko tzw. małżeństwo morganatyczne i najczęściej musiał pożegnać się z tytułami,  zaszczytami, a czasem  nawet z krajem rodzinnym. Jeszcze większy kłopot miała jego żona, bo jej pozycja towarzyska była niska, często nie była przyjmowana w towarzystwie lub ostentacyjnie lekceważona i w żadnym  razie nie mogła odziedziczyć tytułu po mężu i jego majątku.

Opowiem o kilku niegdysiejszych "prawie - księżnych", które spełnienie marzeń o życiu u boku księcia okupiły łzami i paradoksalnie dobrowolnym wejściem w pasmo nieszczęść.

Zofia von Merenberg hrabina Torby - "córka pana Darcy'ego"

Pewnie czytając i oglądając "Dumę i uprzedzenie" nie zastanawiamy się, jakie konsekwencje niosło dla rodziny Darcy'ego poślubienie Lizzy Bennet. Już pan Fitzwilliam podkreślał, że pozycja pani Bennet ze względu na pochodzenie była tak niska, że w praktyce uniemożliwiała córkom poślubienie kogoś znaczącego i bogatego. Jeżeli doczekał się z Lizzy córek, one również dziedziczyły tą niską pozycję i tylko dobre posagi mogły im zapewnić przyszłość. Podobnie było z Zofią von Merenberg - chociaż była córką księcia Nassau, to jej rodzice zawarli małżeństwo morganatyczne... bo matka była córką Puszkina. Tak, TEGO Puszkina, jednak związek księcia ze szlachcianką, choćby legitymującą się imponującym dziedzictwem artystycznym był niemile widziany. Zofia odziedziczyła zatem tą niższą pozycję matki i realnie mogła liczyć na małżeństwo z innym szlachcicem, co najwyżej hrabią. Ale los spłatał jej figla i na drodze postawił członka rosyjskiej rodziny cesarskiej, Wielkiego Księcia Michała Romanowa. Nie miał nigdy panować w Rosji, nie miał żadnych oczekiwań co do tego, że zostanie carem, a pomimo to nie mógł otrzymać zgody na ślub z Zofią jako zbyt nisko urodzoną, chociaż technicznie małżeństwo to nie byłoby nawet morganatyczne (to dotyczyło tylko władców).

Za to ich związek od początku był bardzo romantyczny - para poznała się, gdy Zofię podczas przejażdżki poniósł koń, a młody i dosyć przystojny książę Michał pognał za nią i zatrzymał rozbrykanego wierzchowca. Zofia też była piękną kobietą, o idealnej jak na tamte czasy figurze. Pobrali się w 1891 r. we Włoszech bez pytania o zgodę zarówno cara Mikołaja II, jak i rodziców pana młodego. No i wybuchł skandal - rodzina Romanowów uznawała ślub za bezprawny, bo nie dość, że pan młody miał zakaz wiązania się z nie-księżniczką, to jeszcze podstawowym obowiązkiem jego było ożenić się za zgodą, a właściwie pod dyktando cara, tradycyjnie z jakąś niemiecką księżniczką. Zofii cesarska rodzina w ogóle nie uznała, nie przyznano jej zwyczajowego tytułu wielkiej księżnej, a księcia Michała skazano na wygnanie! Zofia podążyła za nim do Anglii. Paradoksalnie to ocaliło im życie, gdyż nie ucierpieli w czasie rewolucji październikowej, jednak niemożność powrotu do kraju i odcięcie źródeł dochodu było dla młodego małżeństwa trudnym doświadczeniem. Zadomowili się jednak w Anglii, a ich potomkowie całkiem nieźle poradzili sobie i nawet utrzymali się w arystokratycznych kręgach. Żeby jakoś podnieść status Zofii jej kuzyn, książę Luksemburga ostatecznie nadał jej tytuł hrabiny Torby, to już jednak nie miało znaczenia dla przemijającej carskiej Rosji.

Zofia von Chotek - tylko dama dworu 

Mezalians austriackiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda z Zofią von Chotek miał daleko większe polityczne konsekwencje, bo wobec samobójstwa następcy tronu Austro-Węgier bratanek stareńkiego cesarza Franciszka Józefa miał objąć po nim władzę. A tu żona morganatyczna? Dzieci nie mogące dziedziczyć po ojcu? Skandal! A Zofia była wszak czeską hrabianką o bardzo dobrym pochodzeniu, może tylko niezbyt bogatą i jako panna była damą dworu - lektorką u kuzynostwa arcyksięcia Ferdynanda. Młodzi poznali się w 1891 r. i zakochali w sobie. Bezpretensjonalna, elegancka i wykształcona Zofia i sztywny Ferdynand, najlepsza partia w ówczesnej Europie. Arcyksiążę naprawdę wpadł po uszy i pomimo sprzeciwu samego cesarza zawarli w 1900 r. małżeństwo, doczekali się czwórki dzieci, z czego przeżyła trójka, w tym dwóch upragnionych synów. Byli razem całkiem szczęśliwi, Zofia umiała postępować z mężem i umiejętnie nim kierowała, wspierając w wypełnianiu książęcych obowiązków. Pomimo że mieszkali z dala od dworu, niezupełnie mogli się odciąć od życia towarzyskiego i chcieli je prowadzić, ale... nawet wtedy, kiedy pragnęła wydać przyjęcie i zaprosić przyjaciół, zawsze ktoś inny, ważniejszy od niej wyznaczał ten dzień na przyjecie u siebie i reguły towarzyskie nakazywał gościom wybrać ekskluzywniejsze zaproszenie od wyżej urodzonego. 

Zirytowany cesarz, pomimo że nadał jej w końcu w 1909 r. tytuł księżnej von Hohenberg, bardzo skutecznie szykanował Zofię - w pierwszej kolejności nakazał młodej parze złożyć upokarzającą publiczną przysięgę, że ani oni, ani ich dzieci nigdy nie sięgną po władzę. Później Zofia nie mogła zajmować miejsca u boku swojego męża, przy stole i podczas ceremonialnych przejść rodziny cesarskiej (spacerów, procesji). Nie wolno jej było zajmować tej samej loży teatralnej, należącej do carskiej rodziny i siedzieć razem na wyścigach konnych, podróżować innym powozem, broń Boże należącym do dworu! Nie miała też prawa do ochrony gwardii. Zaproszenia na dwór były kierowane rzadko, a i to głównie przy wizytach cudzoziemskich władców, aby zachować pozory. Pewnego dnia na dworskim balu ostentacyjnie zamknięto jej skrzydło drzwi przed samym nosem - jako zwykłej księżnej nie przysługiwało jej prawo przechodzenia przez otwarte dwa skrzydła. Dlatego Zofia starała się unikać dworu wiedeńskiego, gdzie traktowano ją per noga, starała się za to towarzyszyć mężowi w podróżach. Paradoksalnie np. w Niemczech traktowano ją z należytymi honorami na wyraźne życzenie Kaisera, który chciał na wypadek wojny utrzymać Austrię jako sojusznika. Pomimo tych nieprzyjemności trwała przy mężu do końca, ginąc wraz z nim w zamachu w Sarajewie 28 czerwca 1914 r.  Bezduszna etykieta dworska nakazywała nawet wówczas ustawić jej trumnę na niższym katafalku, a na wierzchu ułożyć wachlarz i rękawiczki jako symbole damy dworu.Dzieciom nie pozwolono uczestniczyć w pogrzebie i kondukcie żałobnym - bo były z gorszego związku!

Mary Lilian Baels - córka rybaka

Belgowie uważali, że ich król nie może ożenić się z poddaną! Nie z taką! Bo Mary Lilian Baels pochodziła z rodziny przemysłowców, jej ojciec był armatorem z Ostendy, politykiem, a później gubernatorem Flandrii Zachodniej. Cóż z tego, że została drugą żoną, poślubiając wdowca, a król Leopold II miał już dzieci z pierwszego małżeństwa, w tym także dwóch kolejnych następców tronu, więc chciał po prostu ożenić się dla siebie. Według Belgów Lilian nie dorastała do pięt jego pierwszej żonie, szwedzkiej księżniczce Astrid, która zginęła tragicznie w wypadku samochodowym, spowodowanym zresztą przez  króla. Nie pomogło, że młoda panna była wykształcona jak na owe czasy, czyli w latach 30, ukończyła dobre szkoły, w tym angielską finishing school, gdzie wpajano jej dobre maniery i przygotowano dobrze do życia w eleganckim towarzystwie. Uprawiała modne sporty, interesowała się sztuką i literaturą - a do tego była prawdziwą pięknością. Obracała się już w królewskim towarzystwie, gdyż był zapraszana na partie golfa i przyjęcia w ogrodzie. 
Słodkie czasy przerwała II wojna, która objęła Belgię w 1940 r., ale Lilian odwiedzała objętego aresztem domowym króla Leopolda, który nie chciał opuścić swoich poddanych. W tak dramatycznych okolicznościach przyrzekła mu, że zostanie jego żoną, ale wcale nie miała parcia na szkło, aby otrzymać tytuł królowej. Mąż uhonorował ją więc tytułem księżnej Réthy. Od razu było jasne, że ich wspólne dzieci nie będą miały prawa do belgijskiego tronu. W 1941 r. zawarli w sekrecie małżeństwo kościelne, ale do legalności ich związku w Belgii potrzebne było jeszcze małżeństwo cywilne, a prawo przewidywało, że najpierw należy wziąć ślub cywilny, a potem kościelny. Przyrzekli sobie, że zawrą je już w wolnej Belgii po zakończeniu wojny, jednak spodziewane narodziny dziecka przyspieszyły datę ślubu. Ich związek budził w poddanych mieszane uczucia, pomimo że para kochała się, a Lilian bardzo serdecznie zaopiekowała się dziećmi Leopolda z pierwszego małżeństwa, a one zaakceptowały ją jako drugą matkę. Podczas internowania rodziny królewskiej w 1944 r. trwała niewzruszenie u boku męża, starając się uczyć przybrane dzieci w  trudnych warunkach, czasem nawet przy niedostatku pożywienia i próbach otrucia. Również po wojnie, kiedy króla oskarżano o kolaborację z Niemcami w 1940 r. i kiedy pod presją społeczną abdykował na rzecz 21-leniego syna.Wciąż jednak była postrzegana jako karierowiczka, która chce się wybić kosztem króla, nazywano ją - wcale nie pieszczotliwie- czarnym aniołem Laeken, odnosząc się do miejsca wojennego uwięzienia króla. Po jego abdykacji wielu ludzi zawdzięczało jej dalszą karierę, gdyż razem z mężem wspierali artystów, naukowców, lekarzy, założyli też dwie organizacje charytatywne. Naprawdę Belgowie jej nie doceniali! 

Wallis Simpson - Kopciuszek o bujnej przeszłości

Ta historia jest już bardzo znana - oto dwukrotna amerykańska rozwódka uwodzi przyszłego króla Anglii, Edwarda, znanego ze swoich licznych romansów, nie tylko z kobietami. Do konkursu piękności raczej nie mogłaby stanąć, ale nadrabia inteligencją, otwartością i szczerością.  Można sobie było na ten temat przyjemnie plotkować za plecami szczęśliwej pary, dopóki następca tronu był tylko księciem Walii, ale problem stał się poważny, kiedy w styczniu 1936 r. objął tron po zmarłym ojcu. Parlament nie życzył sobie takiej królowej-Amerykanki, rozwódki, o zgrozo kobiety ponad czterdziestoletniej, która nie daje żadnej nadziej na przedłużenie dynastii. Gromadzono - albo podrabiano - obciążające Wallis dokumenty dotyczące ekscesów młodości, zarzucając szpiegostwo, prostytucję, liczne romanse, potajemną aborcję i palenie opium. Poza tym król był nie tylko głową państwa, ale i kościoła anglikańskiego, z kimś taaakim nie mógł się ożenić! Premier groził dymisją rządu, opozycja nie chciała o tym słyszeć i odrzucono nawet propozycję, aby para zawarła małżeństwo morganatyczne. 
Ultimatum brzmiało jednoznacznie - albo Wallis albo korona. Być może powodem obawy były także pro-faszystowskie sympatie Edwarda i Wallis, którzy w chętnie spotykali się z von Ribbentropem, w późniejszych latach odwiedzili też Hitlera. Dla króla wcale nie była to łatwa decyzja, bo uważał, że byłby zupełnie dobrym władcą, ale równocześnie nie wyobrażał sobie życia bez ukochanej kobiety u boku. Abdykował jeszcze w pierwszym roku panowania, odwołując się w końcowym przemówieniu do wielkoduszności Brytyjczyków, prosząc o zrozumienie dla tak głębokiej potrzeby serca. Ale poddani przyjęli to raczej z zażenowaniem, uważając, że Edward postąpił jak człowiek pozbawiony klasy i zasad. Para pobrała się w 1937 r. i zamieszkała we Francji, a w czasie  II wojny na Bahamach, wracając ostatecznie do Paryża. I ponoć byli ze sobą całkiem szczęśliwi, zwłaszcza Edward manifestował swoje uczucia przez cenne podarunki, luksus, którym otaczał żonę i urocze bileciki z wyznaniami miłosnymi.  Ale do Anglii zaproszenia nie dostali, Wallis została przyjęta na dworze brytyjskim dopiero podczas pogrzebu męża, którego pochowano w Windsorze. 

 Dzisiaj już wiele się zmieniło, żaden władca nie musi rezygnować z tronu i tytułów, jeżeli upodoba sobie kobietę z innej warstwy społecznej. To w sumie całkiem miłe i na pewno zdrowe dla dzieci, w mniejszym stopniu narażonych na choroby genetyczne. Ale czy na pewno wyzbyliśmy się wszystkich uprzedzeń? Jeszcze aktualny król Norwegii musiał przez 9 lat utrzymywać swój związek z królową Sonją w tajemnicy, zanim dostał zgodę na ślub. W obecnych czasach nie liczy się tak bardzo pochodzenie przyszłej księżnej czy księcia, ale na pewno liczy się nienaganna reputacja. Jego synowi Haakonowi wypominano przez dłuższą chwilę związek z imprezową panną z dzieckiem i tylko nieugięta postawa księcia doprowadziła ostatecznie do małżeństwa. Obecnemu królowi Hiszpanii Filipowi wciąż przypomina się o tym, że jego żona Letizia jest córką taksówkarza, a w dodatku rozwódką. W Anglii długo nie akceptowano księżnej Camilli, mającej pochodzenie szlacheckie, wytykając nie tylko rozwód z pierwszym mężem, ale i rozbicie małżeństwa księcia Karola i księżnej Diany. Dopiero cierpliwe zaangażowanie się w prace charytatywne poprawiło jej wizerunek. Oficjalnie nie otrzyma też tytułu królowej, tylko księżnej-małżonki. A plebejskie pochodzenie Bogu ducha winnej księżnej  Cambridge  wciąż jest w niektórych kręgach wyśmiewane, pomimo tego, że całkiem nieźle odnalazła się w roli księżnej i zwraca uwagę swoją elegancją. Potencjalni małżonkowie książęcych potomków są specjalnie instruowani, aby ich zachowanie było nieskazitelne i nie przynosiło wstydu monarchom. Bo królowie i ich rodziny, chociaż zwykle już nie rządzą, traktowani są jak symbole i wzory z Sèvres w kwestii obyczajów i życia rodzinnego. Wszelkie zdarzenia w rodzinach królewskich, które u zwykłych ludzi już nie budzą aż takich wielkich emocji - zdrady małżeńskie, rozwody, swoboda obyczajowa, dzięki współczesnym mediom są w dalszym ciągu traktowane jak katastrofa społeczna. Koronowanym głowom po prostu nie uchodzi!

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty