Wosk do wąsów DIY

Na fali zainteresowania mężczyzn zarostem na twarzy do łask wróciły także wąsy. Na szczęście już nie tak obfite, jak modne było to w latach 70, ale całkiem fajny przystrzyżony zarost. Dzięki temu z górki mają też odtwórcy historyczni, od których epoka wymaga noszenia zarostu na twarzy - czy to senatorskiej brody, czy sarmackich wąsów. Jeśli jednak odtwórca podporządkowując swój wygląd kanonom piękna odpowiedniego okresu historycznego chce wyglądać jak żywcem wyjęty z ram portretu, musi te wąsy zapuścić nieco dłuższe, a wtedy pojawia się problem, bo jest tego włosa zwyczajnie za dużo. Przydaje się wtedy środek, przy pomocy którego można wąsy jakoś ułożyć, nadać im formę, wypracować cieńsze końcówki albo zawadiacko podkręcić. Do tego służy wosk do wąsów, zwany też czasem pomadą. Oczywiście można kupić taki specyfik, który na pewno będzie miał super zapach. Można też zrobić samemu, bo jest to bardzo proste.

Wersja do codziennego stosowania w warunkach  miejskich albo dla nie-ortodoksów.

1 część oleju kokosowego lub masła shea/wazeliny
3 części wosku pszczelego
 kilka kropel witaminy E
 ew. 1 kropla olejku eterycznego

Włożyć to wszystko do małego naczynia w kąpieli wodnej i rozpuścić, mieszając. Później tylko przelać do małego słoiczka lub puszeczki i pozwolić zastygnąć. Przy użyciu rozetrzeć w palcach odrobinę i formować dowolnie końcówki wąsów.

Nie róbcie od razu dużych ilości, bo nie zużyjecie, a tłuszcz zjełczeje.  Możecie wybrać dowolny tłuszcz o konsystencji masła - np. masło kakaowe, ważne żeby miało stało konsystencję, bo chodzi nam w tym wypadku o ukształtowanie wąsów, a nie tylko ich odżywienie. Jeżeli wybierzecie wazelinę, wosk będzie trwalszy, praktycznie nie zjełczeje. Przede wszystkim jednak to wosk pszczeli nada pomadzie odpowiedniej twardości, ale zbyt duży dodatek sprawi, że powstały specyfik będzie się kruszył, więc warto zachować proporcje 3:1. Witamina E przedłuży trwałość mikstury. Przy okazji - wosk dość niedrogo można kupić w sklepach pszczelarskich - należy poprosić o arkusz węzy, czyli zaczątku dla pszczelich plastrów z miodem. Dodatek olejku eterycznego jest nieobowiązkowy, rzekłabym, że zbędny. Wosk pszczeli sam z siebie pachnie delikatnie jak wszystkie produkty pszczele i ten zapach tak blisko nosa nie męczy i nie drażni. Olejek eteryczny to jest opcjonalny, namawiam do dobierania z rozwagą czegoś delikatnego i dodawania do wosku w minimalnej ilości.

 Dla ortodoksów i innych hardkorów
Zmieniały się fryzury, wąsy pozostały.
Porucznik Armand D'Hubert w filmie "Duelists"
 Ale odtwórca historyczny to zwykle taki typ, któremu zależy na tym, aby nawet kosmetyki były historycznie poprawne i ręcznie robione. Nic prostszego zatem, aby taki specyfik przygotować sobie w domu albo zapędzić do roboty ordynansa, czy markietankę. Kiedy poszukiwałam historycznego przepisu, okazało się, że wosk nie występuje pod  tą nazwą, za to szukać trzeba przepisu na twardą pomadę (hard pomatum). Kiedy przeczytałam, że przyjaciółka Jane Austen, Martha Lloyd, zapisała przepis na nią w swoim zeszycie gospodarskim, zastanawiałam się po co - właśnie do nadawania kształtu! Niestety ten przepis jeszcze nie został udostępniony  szerszej publiczności, więc posłużę się jako inspiracją przepisem z "Female Recipe Book or Modern Companion for Ladies in the Useful & Elegant Arts" z 1818 r., który nakazywał dodanie na każdy funt przetopionego tłuszczu 2 uncje wosku i jedna uncję skrobi ziemniaczanej. Ja jednak dodam trochę więcej wosku, ale po kolei.

Będzie z tym trochę zabawy- należy się zaopatrzyć w  tłuszcz zwierzęcy - łój wołowy, tzw. nerkówkę, którą dostaniecie jako odpad w sklepie rzeźniczym, jest bardzo sztywny. Dopuszczalne jest także użycie smalcu albo szpiku kostnego - należy je również przetopić, ale stworzony przy ich użyciu kosmetyk będzie mniej twardy i w mniejszym stopniu pozwoli kształtować wąsa. Najpierw można łój wymoczyć przez kilka dni w wodzie.
książę  Józef Poniatowski - wąs niewielki i dobrze ułożony
Potem czeka nas wielokrotne przetapianie tego składnika w ten sposób, że nalewamy do garnka trochę wody, wrzucamy pokrojony na małe kawałki tłuszcz, gotujemy, a potem pozwalamy masie zastygnąć. Doznania olfaktoryczne są piorunujące, tym gorsze im gorszej jakości mamy łój. Dobrze jest to robić przy otwartym oknie albo wręcz całkowicie na zewnątrz. Wodę spod tłuszczu wchłaniającą zapach wraz z wszystkim zanieczyszczeniami wylewamy. Znowu nalewamy wody, wrzucamy tłuszcz i powtarzamy tą procedurę od początku. Ile razy? Dotąd aż tłuszcz będzie idealnie czysty, gładki i bezwonny. Ewentualnie do ostatniego gotowania (tak przez co najmniej 4 godziny) możecie użyć pachnącej wody np. wodę różaną (ew. kupionego w sklepie z półproduktami kosmetycznymi  hydrolatu z dowolnej rośliny pachnącej - zawsze możecie wmawiać innym ortodoksom historycznym, że mieliście świeżutką dostawę z Prowansji), wtedy będziecie wtedy przetopiony łój delikatnie przejdzie  tym zapachem. Zamiast tego możecie wrzucić do ostatniego gotowania trochę goździków, utłuczoną bardzo grubo gałkę muszkatołową, kawałek kory cynamonu.

Wosk mocno utrwalający

1 część  przetopionego łoju
1 część wosku pszczelego
odrobinę skrobi ziemniaczanej

Wosk lżejszy

1 część przetopionego smalcu
3 części wosku pszczelego 
odrobinę skrobi ziemniaczanej 

W obu przypadkach roztapiamy w kąpieli wodnej wosk i przetopiony łój/smalec. Kiedy ostygnie i zacznie się zestalać, dodać skrobię ziemniaczaną i utrzeć. Skrobia (krochmal) zmniejszy trochę lepkość wosku. Przechowujemy w historycznym naczyniu, nadmiarem obdarowujemy kolegów z pułku. A pozostały  łój,  nawet pachnący, możecie z powodzeniem wykorzystać w kuchni, dodając np. zamiast masła do ciasta.

Zła wiadomość jest taka - jeżeli długi wąs miał być podkręcony na końcach, w XIX wieku stosowano oprócz wosku także specjalne malutkie lokówki do wąsów (moustache curler iron), rozgrzewane na niewielkich przenośnych podgrzewaczach. Zupełnie jak u kobiet!

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty